Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

13.12.2013 12:11

Babcia Gandzia - kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi

Gdyby nie język, którym posługują się bohaterowie tego filmu, można by pomyśleć, że główna postać jest Polką. Paulette (Bernadette Lafant) to dość leciwa kobieta, mieszkająca na przedmieściach w swojsko wyglądającym bloku z wielkiej płyty. Po śmierci męża i utracie swojej restauracji, staruszce pozostała już tylko skromna emerytura w wysokości 600 euro oraz przemożna niechęć do całego świata. Pierwsze sceny filmu to opis jej nędzy i rozpaczy. Widzimy Paulette jak zmaga się z komornikiem i nurkuje w śmieciach w poszukiwaniu warzyw. W dodatku wszystkim jej codziennym staraniom towarzyszy złorzeczenie pod adresem bliźnich, w jej przekonaniu winnych jej krzywdy, a w szczególności obcokrajowcom. Oj mają imigranci z nią na pieńku, zwłaszcza odkąd jej córka wyszła za czarnego mężczyznę, z którym (o zgrozo!) ma syna, a inny, tym razem reprezentujący żółtą rasę człowiek, urządził w jej byłym lokalu chińską restaurację. I tylko ksiądz-spowiednik, choć też czarny, jest dla niej na tyle wyrozumiały, że zasługuje, zdaniem emerytki, na to, by być białym. Nie wiem jak wy, ale ja osobiście znam wiele staruszek z właśnie takim nastawieniem do świata, tyle, że polskie emerytki przy tym wszystkim zazwyczaj słuchają jeszcze pewnego sympatycznego radia.

Tytułowa Babcia Gandzia znajduje rozwiązanie swoich problemów w dość nietypowym dla siebie zajęciu. Postanawia zostać osiedlowym dilerem narkotyków i trzeba przyznać, że idzie jej to bardzo sprawnie. Nikt przecież nie podejrzewałby staruszki w chustce, dreptającej z wiklinowym koszyczkiem, że sprzedaje haszysz. Jej ,,kariera” rozwija się w zaskakującym tempie, a wkrótce w asortymencie pojawiają się także smakowite wypieki z dodatkiem czegoś specjalnego.

Babcia Gandzia, choć polski tytuł na to nie wskazuje, to naprawdę zabawna,niezobowiązująca komedia, która może spodobać się zarówno nastolatkom, jak i ich rodzicom, a nawet dziadkom. Choć pada tu wiele niepoprawnych (a w niektórych krajach nawet karalnych) sformułowań pod adresem mniejszości etnicznych, to raczej nikt nie powinien się po seansie czuć obrażony czy zniesmaczony. Szczególnie urocze i zabawne w tym filmie są dialogi Paulette z czarnoskórym zięciem-policjantem, którego po prostu nie potrafi przestać obrażać, a jednocześnie wciąż próbuje wyciągnąć od niego jakieś praktyczne wskazówki dotyczące handlu narkotykami.

Tę lekką komedię można potraktować także jako swoistą satyrę społeczną i wtedy cała opowieść nie jest już taka śmieszna. Widzimy przecież podzielone francuskie społeczeństwo, którego obywatele w dobie kryzysu chwytają się wszystkiego by nie wylądować na bruku. Pojawia się pytanie, czy rzeczywiście powinny nas śmieszyć schorowane staruszki (jedna z koleżanek Paulette ma nawet przezwisko Alzheimer), których po wielu dekadach ciężkiej pracy nie stać na godne życie. Jak się tak zastanowić, to uprzedzenia rasowe także nie powinny być przedmiotem drwin. Co sprawia więc, że oglądając Babcię Gandzię, widzowie radośnie rechoczą? Zapewne lekki styl prowadzenia fabuły, ten dowcip (oswajający trudne tematy) i tempo, sprawiające, że francuskie komedie są po prostu bezkonkurencyjne.

Zapraszam do czytania recenzji na www.szczere-recenzje.pl

Czytaj więcej na blogu Szczere Recenzje.

Zobacz także