Masz już blog? Dodaj wpis po zalogowaniu.

Załóż swojego bloga

03.08.2011 16:23

Nie polubię Cię, Twej koszuli pstrości, zbliżysz się o krok, porachuję kości, czyli o serialowych antypatiach:)

Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że oglądając jakikolwiek serial możemy identyfikować się z bohaterem, możemy wręcz hołubić każdy jego gest albo czyn, ale zdarza się i tak, że w cenionym serialu mamy taką postać, której serdecznie nie znosimy. O ile niechęć wiąże się z tym, że bohater jest najzwyczajniej w świecie wredną kreaturą, to nic w tym dziwnego. Czasami jednak nie lubimy go z bliżej niesprecyzowanych powodów. Tzn. przynajmniej ja tak mam, ale sądzę że nie jestem w tym osamotniona?

 

             Jako że rankingi są ostatnio nowym trendem wśród blogujących popcornerowiczów, wymyśliłam sobie własny (jak szaleć, to szaleć;)) i przedstawiam go poniżej. Jest to moja subiektywna, być może nacechowana emocjonalnie (ale i tworzona z przymrużeniem oka) lista antybohaterów. Dodam także, że wybrani bohaterowie „jedni od Sasa, drudzy od Lasa”, dobitnie ukazują chaos wyłaniający się z moich serialowych preferencji;) Kolejność przypadkowa, a spoilery możliwe.

 1)The Sopranos, to jeden z seriali, które szczególnie cenię. Nie będę wyważać otwartych drzwi i silić się na kontestację – jest naprawdę wybitny i niezapomniany, chyba bez jednego błędu więc moje uwagi są natury emocjonalnej, a nie krytycznej. Bohater, który szczególnie zaszedł mi za skórę, to Christopher Moltisanti (brawurowo zagrany przez Michaela Imperioli). Zawsze uważałam, że Christopher mimo swojej pokręconej osobowości i silnego uzależnienia od Tony’ego i używek to człowiek, który kieruje się jakimś tam kodeksem etycznym. Ale jego wiernopoddańcza postawa wobec „rodziny” i wydanie Adriany na pewną śmierć spowodowało, że nie mogłam na niego patrzeć. W tym serialu wiele było brutalnych morderstw i niesprawiedliwości, ale to jaki los zgotowano Adrianie woła o pomstę do nieba.

 2)Z innej beczki – Medium – mam słabość do tego serialu i mimo spadku formy w ostatnich sezonach, zachowałam o nim dobre wspomnienie. Ale jak to z proceduralami bywa – schemat z czasem zaczyna coraz bardziej doskwierać i alergicznie reagowałam na prokuratora okręgowego Manuela Devalosa, który mimo wieloletniego doświadczenia w pracy z Allison DuBois przy każdej kolejnej sprawie poddawał w wątpliwość podrzucane przez nią tropy. Wiem, wiem – taka konwencja, ale do diabła, czy Allison kiedykolwiek się myliła ;-) ?

 3)Dextera oglądam od dawna i zawsze mu kibicuję, bo w końcu od tego jest główny bohater, prawda? Wypada go lubić, albo chociaż trochę wspierać. No więc wspieram Dextera jak tylko mogę, ale nie mogłam mu wybaczyć, że dopuścił do śmierci Jamesa Doakesa. Doakes był prawdziwą perełką drugiego planu. Dexter miał z nim nie lada kłopot, ale przecież nie zamierzał go zabić, szukał jakiejś alternatywnej metody na jego „neutralizację”  ;-) Do dzisiaj mam mu za złe, że zamknął Doakesa w tej małej chatce i koniec końców Lila wzięła sprawy w swoje ręce. Mam wrażenie, że scenarzyści nie w pełni wykorzystali potencjał Doakesa i gdyby utrzymali go przy życiu - serial dużo by na tym zyskał. Dexter irytuje mnie też tym, że zawsze chodzi w wyprasowanych jasnych spodniach i koszulach, a kiedy niby znajduje czas na prasowanie? Swoją drogą – chciałabym go zobaczyć przy desce do prasowania, jak skrupulatnie usuwa wszystkie zagniecenia koszuli ;-)

 4)Aleksandr Petrovsky Sex and the city – w tym serialu wiele postaci mnie irytowało, ale ten facet działał na mnie jak płachta na byka. Od początku do furii doprowadzała mnie jego postawa - „staram się być wyrozumiały wobec plebsu, który na co dzień nie obcuje z wielką sztuką”, ale to co wyprawiał w Paryżu było nie do zniesienia dla zwykłego śmiertelnika. Dziwię się, że Carrie tak łagodnie się z nim obeszła przy rozstaniu. Ktoś powinien był mu rozkwasić nos ;-)

 5)Nancy BotwinWeeds – lubiłam ten serial kiedy był czarną komedią demaskującą obłudę „drobnomieszczańskiej filozofii”, ale im bardziej gangstersko i dramatycznie się zrobiło tym Nancy przestała mnie fascynować, a zaczęła irytować. W czasach Agrestic ta postać naprawdę miała pazur, a teraz jej desperacja i pogrążanie się w degrengoladzie jest coraz mniej strawne. Nie znoszę jej podejścia, pt. „Ok., zrujnowałam życie swoim synom, ale skoro nie mają nic lepszego do roboty, to może niech obstawią nowojorskie ulice i zajmą się dealerką”.

 6)KarenCalifornication – jej postawa jest dla mnie nieudaną mieszaniną tego, co w twórczości Marka Hłaski bywa nazywane syndromem „dz…. i Madonny” w jednym. Moim zdaniem, to najmniej błyskotliwie napisana postać z całej obsady serialu, zupełnie pozbawiona osobowości. Nie rozumiem jej postępowania nie dlatego że jest tak pogmatwane i sophisticated, ale dlatego że jest nieinteresujące i nierozwojowe. Inne kobiece bohaterki napisane są z jajem, a ona – dramat w pięciu aktach po prostu ;-)

 7)Lisa CuddyHouse m. d. – to jest mieszanina niechęci i zazdrości, bo po prostu nie mogę zrozumieć jak ona wytrzymuje osiem godzin codziennej pracy na tak wysokich obcasach ;-) I jeszcze wygląda przy tym fenomenalnie, też tak chcę jak już będę dorosła ;-)

 8)No i na koniec – Ridge ForresterThe Bold and the Beautiful – postać wybitnie dramatyczna. Ile jeszcze lat potrzebuje ten facet, żeby zdecydować się, czy jego przeznaczeniem jest być z Brooke, czy Taylor  ;-) Nie chciałabym z nim wybierać koloru tapet, bo to pewnie też trochę mu zajmuje ;-)

 Zrobiło się z tego przydługie expose, wybaczcie  ;-) Czekam na waszych serialowych antybohaterów.

 Ps. Tytuł wpisu to cytat, pochodzący z utworu Moniki Brodki, pt. Granda.

Czytaj więcej na blogu theresnobusinesslikeshowbusiness.

Zobacz także