"Listy do M." - coś więcej niż romantyczna bajka. Wreszcie mamy dobrą komedię? [RECENZJE]

mwi
10.11.2011 , aktualizacja: 11.11.2011 09:20
A A A Drukuj
Fot. mat. promocyjne "Listy do M."
Pogubieni życiowo bohaterowie, w tle święta i jeden wyjątkowy dzień, w którym staje się jasne, że przecież wszystkim chodzi o miłość. Romantyczną rzecz jasna. Po zmiażdżonym przez krytyków "Wyjeździe integracyjnym" do kin weszła kolejna polska komedia. Tym razem jednak - uwaga! - udana.

Fot. mat. promocyjne
"Listy do M."

Fot. mat. promocyjne
"Listy do M."

Fot. mat. promocyjne
"Listy do M."


Idą święta, więc polskie kina przeżywają potop lekkich i przyjemnych (choć akurat z tym można dyskutować) produkcji. Zazwyczaj mamy do czynienia z pomysłami, które gdzieś już kiedyś widzieliśmy: "Wyjazd integracyjny" został ogłoszony polską wersją "Kac Vegas", premierze "Listów do M." od samego początku towarzyszy łatka polskiej odpowiedzi na "To właśnie miłość", brytyjski przebój w reżyserii Richarda Curtisa.

"Pięć kobiet i pięciu mężczyzn przekona się, że przed miłością i świętami nie da się uciec" - zapowiadają twórcy. W czołówce znajdziemy obowiązkowy zestaw topowych polskich aktorów: grają m.in. Paweł Małaszyński, Maciej Stuhr, Piotr Adamczyk, Tomasz Karolak, Roma Gąsiorowska, Agnieszka Dygant, Katarzyna Zielińska, Agnieszka Wagner i Piotr Malajkat.

Rezultat? Bardziej niż zaskakujący. "Słoweńskiemu reżyserowi udało się to, o co polscy twórcy bezskutecznie walczyli przez lata - nakręcił komedię romantyczną, którą da się oglądać" - pisze Maciej Józefowicz w "Newsweeku".

Najlepsza polska produkcja od dziesięcioleci?

Zaskakująco pozytywnie o filmie wypowiadają się też aktorzy. Bez owijania w bawełnę przyznają, że tym razem swojego angażu się nie wstydzą. - Nie pamiętam kiedy mogłam powiedzieć o polskim filmie to, co o tym, że mi się bardzo podobał - przyznaje Agnieszka Wagner, która wciela się w postać idealnej żony Małgorzaty.

Na czym więc polega siła "Listów do M."? Przede wszystkim na dobrym scenariuszu i niegłupich, a czasem nawet - w polskim kinie rzecz niespotykana - śmiesznych dialogach. Jacek Rakowiecki, redaktor naczelny "Filmu", na łamach "Wprost" podkreśla nawet, że "Listy do M." to "najlepsza polska produkcja od dziesięcioleci, na poziomie niezłego Hollywood".

Trudno jednak uniknąć porównań do brytyjskiego oryginału. "Mimo to nie jest on znowu taką kalką jeden do jednego" - ocenia Artur Cichmiński ze Stopklatki. - "Jego twórcom udało się osiągnąć to, czego w rodzimym kinie, szczególnie tym romantyczny, komediowym, a nawet familijnym bardzo często brakuje. Innymi słowy 'Listy do M.' wywołują emocje".

Nie ma wstydu, są dobrze zarobione pieniądze

Nie wszystkim jednak udzielił się słodko-romantyczny nastrój dzieła Okorna. Zdaniem Pawła T. Felisa, to doskonały przykład filmu, przy którym świetnie sprawdza się wysłużone określenie: "jak na polskie kino...".

"Zatem jak na polskie kino komedia Miti Okorna jest zadziwiająco przyzwoita, jak na polskie kino oglądać można ją - pod warunkiem upojenia przedświątecznym kiczem - bez bólu, jak na polskie kino wreszcie połączenie humoru i śmiechu wypada całkiem znośnie" - pisze.

Felis podkreśla, że co prawda do "To właśnie miłość" jeszcze sporo mu brakuje, ale "zupełnie zignorować tego sprawnego, komercyjnego produktu nie sposób". Zdarzają się reżyserskie niedociągnięcia, film może razić nadmiarem słodyczy, ale w ostatecznym rozrachunku wypada bardzo przyzwoicie.

"Jeśli twórcy obecnego od zeszłego tygodnia na ekranach 'Wyjazdu integracyjnego' powinni spłonąć ze wstydu, to twórcy 'Listu do M.' mogą mieć poczucie rzetelnie zarobionej kasy. Bo o nią - nie czarujmy się - przecież chodzi" - dodaje.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 3
  • 6
  • 2
  • 2
  • 7

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (74)

  • partia_niewidzialnych

    Oceniono 2 razy 0

    Ten film to blady cień angielskiego "oryginału". Lekcja odrobiona na poziomie n-tego odcinka drugiej serii serialu, a nie pełnometrażowego filmu kinowego. "Codzienna 2m3" to był miły film (dość dobrze odzwierciedlający realia pracy freelancera nota bene), ale robienie z tego "Love actually" bez uwzględnienia tego, że niestety są dwa różne gatunki to jest, niestety, grube, grube nieporozumienie. Lekcje nie zostały odrobione, a tragicznie ograne teksty w stylu "musimy się spieszyć, bo mamie odeszły wody" tylko pogrążają to dzieło. Nie odrobiliście lekcji, Państwo dialogiści, nie miałeś pomysłu, Panie reżyserze. Ten film w żaden sposób nie jest twórczy - nie jest nawet twórczym nawiązaniem do "oryginału". Dobrze zrobiony odcinek serialu - to wszystko.

  • Gość: maryśka

    0

    Najlepsza polska komedia romantyczna.
    Po raz pierwszy mogę polecić polski film w tym gatunku bez żadnej żenady i wątpliwości. Fajny i na wypad z koleżankami i na wyjście z chłopakiem...

  • Gość: Karolinka231

    0

    dla mnie bomba film super romantyczny klimat, fantastyczna muzyka no i inteligentny humor ;)

  • Gość: Maciek

    0

    Jestem w szoku!!!! Podobało mi się... Szybko się akcja toczy, fajne- bo śmieszne dialogi, dobra gra aktorska.
    Klimatyczny filmik polecam...
    Widz z przypadku ;-)

  • Gość: Madzia

    0

    Obejrzałam wczoraj ;) Cudowna! Nawet mojemu chłopakowi się podobała choć podchodził do niej sceptycznie! Polecam!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX