Maciej Stuhr o "Listach do M.": Myślę, że wstydu nie ma [WYWIAD]

Rozmawiała Dominika Gwit, PAP Life, opr. mwi
10.11.2011 , aktualizacja: 11.11.2011 21:55
A A A Drukuj
Bałtyk zaprasza 11 listopada o godz. 18.30 na spotkanie z cyklu Fot. mat. promocyjne Bałtyk zaprasza 11 listopada o godz. 18.30 na spotkanie z cyklu "Bałtyk kobiet". W programie projekcja filmu "Listy do M."
Można zarzucić nam, że ten film nie jest odkrywczy, ale z drugiej strony w Polsce rzadko udaje się zrobić dobre kino gatunkowe - mówi Maciej Stuhr, odtwórca jednej z głównych ról w filmie "Listy do M.". Dzisiaj premiera "pierwszej polskiej udanej" komedii romantycznej.

Fot. mat. promocyjne
"Listy do M."

Fot. mat. promocyjne
"Listy do M."

Fot. mat. promocyjne
"Listy do M."


Dominika Gwit: "Listy do M." to pierwsza polska komedia romantyczna na święta. Nie bał się pan, że to będzie klapa?

Maciej Stuhr: Zawsze jest takie niebezpieczeństwo, a patrząc na historię polskich komedii romantycznych ryzyko jest większe niż w przypadku innych gatunków. Większość z tych filmów, które oglądałem, cierpi z dwóch powodów: jako komedie są zdecydowane za mało śmieszne, a jako romantyczne niewiarygodnie przekazują uczucia bohaterów. Scenariusz "Listów do M." się wyróżniał. Dawał szansę na zgrabne opowiedzenie tej historii. Przygotowując się do roli, postanowiłem skupić się tylko na tym, aby ludzie uwierzyli w to, że tych dwoje mogło się spotkać i coś do siebie poczuć. Tylko tyle i aż tyle.

Jednak głównym pańskim partnerem w filmie jest chłopiec wcielający się w rolę pańskiego syna. Jak wyglądała praca z dzieckiem?

- Mieliśmy na castingu dwóch chłopców, ale z Jakubem Jankiewiczem szybko się porozumieliśmy. Ten drugi chłopiec także zagrał, ale trochę mniejszą rolę. Kuba to żywe srebro. Trzymam kciuki za jego karierę.

W "Listach do M." grają same gwiazdy. Dla filmu to duża wartość.

- Sam do końca nie wiedziałem, kto dokładnie zagra. To były dla mnie bardzo miłe wiadomości. Im lepsze towarzystwo, tym lepiej się pracuje i zwiększają się szanse na to, że projekt odniesie sukces. Ale trzeba się też pilnować, żeby za bardzo nie odstawać, zwłaszcza w tył.

Teraz film będzie towarzyszył kolejnym pokoleniom Polaków w każde święta?

- Mitja Okorn, reżyser "Listów...", powiedział mi, że chce zrobić film, który będzie co roku puszczany na święta w telewizji. Ten argument absolutnie mnie przekonał. Wiem, że nie jest łatwo zrobić film, który telewizje będą chciały puszczać na święta i który ludzie będą chcieli oglądać w tak niezwykły czas.

Jak ocenia pan efekt tej pracy?

- Myślę, że wstydu nie ma. Wzruszałem się i śmiałem na zmianę. Ten film jest bardzo skutecznie zrobiony. Pomijając już nawet scenariusz i aktorstwo, "Listy do M." są dobrze zrealizowane pod względem technicznym. W odpowiednich miejscach są zbliżenia, w odpowiednim czasie wchodzi muzyka. Można zarzucić nam, że ten film nie jest odkrywczy, ale wydaje mi się, że w Polsce rzadko udaje się zrobić kino gatunkowe. Zrealizowanie takiego filmu świadczy o profesjonalizmie, którym Mitja się wykazał.

Przejdźmy do pańskiego bohatera. W "Listach do M." jest pan dziennikarzem radiowym.

- W tej roli przypomniałem sobie o swoich początkach w Radiu Kraków i przy okazji zgodziłem się na przygodę z Radiem ZET. Całą jesień spędzę na antenie czytając co rano "Listy do M.".

Słuchacze wysyłają do pana listy?

- Na początku nie mieliśmy za dużo listów, więc czytałem te, które kiedyś dostałem. Później ludzie sami zaczęli słać zwariowane listy. Nawet Kuba Wojewódzki wystosował do mnie pytanie na łamach "Polityki".

Ale dziennikarstwo towarzyszy też panu na co dzień.

- Tak. Piszę dla "Zwierciadła". Pisanie czegokolwiek jest moim ukrytym marzeniem. Gdybym miał trochę więcej talentu w tę stronę i nie ciągnęłoby mnie tak do aktorstwa, to być może mógłbym się tym zajmować w życiu. Takie małe formy jak felietony czy piosenki, które teraz napisałem do nowego spektaklu Krzysztofa Materny, czasem sprawiają mi więcej satysfakcji niż role, które zagrałem.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 3
  • 5
  • 1
  • 1
  • 3

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (13)

  • iwonakrystyna

    0

    wczoraj byłam na "Listach do M" - kilka dobrze poprowadzonych wątków, aktorzy świetnie poprowadzili swoje role. Dobre: zdjęcia, sytuacje, wnętrza, rozegranie wątków. Poza tymi szczegółami to fajny film, miłe spędzenie czasu w dobrym nastroju... polecam. Stuhr i jego filmowy syn tworzą znakomity duet. Karolak jako wkurzony M. - bawi.

  • kwis.abcdw.pl

    0

    Byłem, bawiłem się świetnie, lałem łzy gdzie trzeba, śmiałem się częściej niż inny.
    Te ponad 2 godziny w kinie były przyjemnym przeżyciem i już tęsknię za następnymi Świętami, bo pewnie będzie w TV. Do tego czasu może pojawi się już kaseta na rynku. Znakomity rodzinny film, po którym wraca wiara w moc cudów Bożego Narodzenia. Gorąco polecam.
    PS. Sześciu na pięciu ludzi o tej porze myśli o obiedzie ;-)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX