Spielberg wsiada na konia i wyciska łzy w kinach. Dziś premiera "Czasu wojny" [RECENZJE]

mwi
13.01.2012 , aktualizacja: 13.01.2012 17:00
A A A Drukuj
Świetne efekty i zdjęcia, ale też patos, kicz i ckliwość - tak o Fot. Michel Euler AP / mat. promocyjne Świetne efekty i zdjęcia, ale też patos, kicz i ckliwość - tak o "Czasie wojny" piszą dziennikarze
- Indiana Jones jeździł na koniu, ale ja wtedy zwracałem bardziej uwagę na Indy'ego niż na konia - opowiada Spielberg. Realizując "Czas wojny" musiał zmienić perspektywę. I nie do końca na dobre mu to wyszło - oceniają krytycy.
Plakat do
Fot. mat. promocyjne
Plakat do "Czasu wojny"
Kadr z
Fot. mat. promocyjne
Kadr z "Czasu wojny" Spielberga

Fot. mat. promocyjne
"Czas wojny", reż. Steven Spielberg

Fot. mat. promocyjne
"Czas wojny", reż. Steven Spielberg
Dawno żaden film Stevena Spielberga nie wzbudzał tylu różnych emocji. "Czas wojny" (tytuł oryginalny "War Horse") niejako powraca do tematów znanych z największych dzieł amerykańskiego reżysera - "Szeregowca Ryana" czy "Imperium Słońca", łącząc je z naiwną, dziecięcą perspektywą znaną chociażby z "E.T." czy "Parku Jurajskiego". Mamy więc tutaj wojnę światową (tym razem pierwszą), młodego żołnierza Alberta (Jeremy Irvine), syna farmera Teda Naracotta (Peter Mullan u boku Emily Watson) i jest koń, wokół którego kręci się cała historia.

Ale jak to w filmach Spielberga, nie chodzi o zwykłego konia. Zwierzę charakteryzuje się niezwykłą inteligencją, otrzymuje imię Joey, między chłopakiem a zwierzęciem nawiązuje się silna więź. Po wybuchu wojny rodzice Alberta są jednak zmuszeni sprzedać Joeya wojsku - wkrótce bierze udział w bitwie i trafia do rąk nieprzyjacielskiej armii niemieckiej. Niedługo potem na front trafia także sam Albert, który ma nadzieję, że w wojennej zawierusze uda mu się odnaleźć jego dawnego przyjaciela.

Historia skazana na sukces?

Efektowne zdjęcia i pacyfistyczne przesłanie z jednej strony, patos, kicz i cukierkowatość z drugiej - tak o filmie pisze zagraniczna (i nie tylko) prasa. Scenariusz do niego powstał na podstawie książki Michaela Morpurgo, która została wydana w Wielkiej Brytanii w 1982 r., a następnie przed paroma laty przeniesioną z sukcesem na scenę. Napisana została z inspiracji rozmowami z weteranami I wojny światowej. Wielu z nich podkreślało, że trudny los wojenny dzielili nie tylko ludzie, ale i zwierzęta. Statystyki są porażające: cała I wojna pochłonęła życie przeszło 10 milionów koni.

Jak to jednak pokazać, łącząc w sobie i cechy filmu wojennego, i kina familijnego? Tego wyzwania podjął się Spielbierg, sam określający powieść historią "o poświęceniu, wierze, nadziei i wielkiej wytrwałości".

Spielberg przekracza granice

Hollywood Reporter podkreśla, że znajdziemy tutaj wiele wątków znanych z jego dotychczasowych filmów. I wymienia: "Jest odosobniony chłopiec, który obdarza uczuciem nieludzką istotę, wielki XX-wieczny konflikt i historia, zmuszająca ludzkość do poświęceń i zjednoczenia ponad podziałami".

Zagraniczni krytycy w większości zachwalają najnowsze dzieło twórcy "Szczęk" i "Indiany Jonesa", ale nie zabrakło i takich, którzy wypunktowali mu jego potknięcia. - "Cienka granica pomiędzy sentymentalizmem a ckliwością zbyt często została tutaj przekroczona" - ocenił "The Independent". Podobny zarzut wystosował dziennikarz "Guardiana", pisząc m.in. o jego "toksycznym poziomie sentymentalizmu".

Z rezerwą podeszli do niego też widzowe. Potwierdzają to wyniki box office'u. Film kosztował 66 mln dolarów i od świąt Bożego Narodzenia wpływy z biletów wyniosły skromne 67 mln.

Najlepszy i najgorszy Spielberg

Podobne opinie pojawiają się w rodzimej prasie. "W >>Czasie wojny<< znajdziemy wszystko, co najlepsze i najgorsze w filmach Stevena Spielberga: rozmach, reżyserską wirtuozerię, ale też nieznośny patos i sentymentalizm niczym w bajce na dobranoc" - ocenia Jacek Szczerba w "Gazecie Wyborczej".

">>Czas wojny<< bombarduje obezwładniającym kiczem od pierwszych ujęć" - wtóruje mu Paweł T. Felis. Zachwala zdjęcia Janusza Kamińskiego (nagrodzonego Critics' Choice Movie Awards), ale krytykuje siermiężną i przesiąkniętą patosem muzykę Johna Williamsa (nominacja do Złotych Globów).

Poziom ckliwości nie powinien zresztą dziwić, biorąc pod uwagę autorów scenariusza: odpowiadają za niego Richard Curtis, twórca bożonarodzeniowego hitu "To właśnie miłość", oraz Lee Hall, autor słynnego komediodramatu "Billy Elliot".

Podobnie jest z efektami specjalnymi. Imponują, ale więcej tutaj nawiązań do klasyki kina niż najnowszych superprodukcji. "Efektowne wybuchy nie śmierdzą kartą graficzną, a prochem strzelniczym, zaś konie i zadziorny gęsior (znakomity epizod - wieszczę wielką karierę!) grają przekonująco wyłącznie dzięki talentowi własnemu oraz treserów" - pisze Łukasz Muszyński w Filmwebie.

Warto więc dać się Spielbergowi przekonać? ">>Czas wojny<< to przede wszystkim perfekcyjny przykład wyciskacza łez. Ale Spielberg dobrze wie, że w jego przypadku pojęcie obciachu nie istnieje - jeśli komuś wolno w Hollywood wszystko, to właśnie jemu" - podsumowuje Felis.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 1
  • 1

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (31)

  • amenominakanushi-pan-poczatku

    0

    @saretest
    A gdzieś ty o tym przeczytał?
    Facet puka faceta?
    To rozmowy o filmie, anie projekcjach twojej wyobraźni.

  • saretest

    Oceniono 2 razy 0

    Oczywiscie... lewackiej GW kino familijne nie odpowiada... jakby facet pukal facet w kiblu, wtedy redaktorzyna z GW bylby zachwycony i film polecalby nawet 5 latkom w ramach szerzenie tolerancji i edukacji seksualnej.

  • gelbigel

    0

    @osfp
    Bo jakby to brzmiało "Czas konia"

    • frankyy

      0

      @gelbigel
      a może:

      Konia Wojna
      Wojna Końska
      Koń Wojny
      Wojna Konia
      Koń i Wojna

      a może po prostu:
      Iiihhaahaha!

  • gelbigel

    0

    nic tak nie irytuje w filmie za miliony jak usłyszenie sampla dźwiękowego który wykorzystany był gdzie indziej w jakiejś grze albo innym filmie a pochodzi z jakiejś dużej bazy innych sampli

  • hanyszameryki

    0

    Spielberg nakrecil optymistyczna wersje "Lotnej".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX