Na co do kina? "Dziewczyna z tatuażem" obowiązkowa, "Wiewiórki" omijać z daleka! [POLECAMY]

Bartosz Czartoryski*
13.01.2012 , aktualizacja: 13.01.2012 17:29
A A A Drukuj
Dziewczyna z tatuażem fot. zdjęcia promocyjne Dziewczyna z tatuażem
Drugi weekend stycznia również warto przesiedzieć w kinie, bo zaproponowany repertuar nie jest wcale gorszy od zeszłotygodniowego - notabene niezwykle przecież atrakcyjnego.
Musimy porozmawiać o Kevinie
fot. zdjęcia promocyjne
Musimy porozmawiać o Kevinie
Dzisiaj na ekrany wchodzi długo oczekiwana ekranizacja wydawniczego fenomenu ostatnich lat - "Dziewczyna z tatuażem", czyli adaptacja powieści "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" pióra bestsellerowego pisarza Stiega Larssona. To właśnie jego trylogia "Millenium" rozpoczęła szaleństwo na punkcie skandynawskiego kryminału, której zwieńczeniem jest poniekąd właśnie efektowny film Davida Finchera, specjalisty od mrocznego, niepokojącego kina.

Już sam zwiastun wywołał entuzjastyczne reakcje publiczności, a pojawiające się w polskiej prasie recenzje w dużej mierze podzielają zachwyt krytyki amerykańskiej. "Dziewczyna z tatuażem" to pozycja obowiązkowa nie tylko ze względu na reżyserski kunszt Finchera, którego elektryzujący sposób prowadzenia narracji wbija w fotel, ale i na grę Rooney Mary. Aktorka wcieliła się w Lisbeth Salander, specjalistkę od komputerów, której życie nie szczędziło kopniaków. Na planie partneruje jej Daniel Craig w roli dziennikarza Mikaela Blomkvista. Oboje muszą połączyć siły i rozwiązać kryminalną zagadkę sprzed czterdziestu lat.

Drugi z filmów, który koniecznie trzeba zobaczyć, to "Musimy porozmawiać o Kevinie" - wielowymiarowe kino czerpiące po równo z psychologicznego dramatu i horroru, do tego zrealizowane w arthouse'owej estetyce. Strona wizualna filmu Lynne Ramsey może zachwycić, gdyż oparta jest na mocnych kontrastach stylistycznych, a poszatkowana chronologia potęguje uczucie klaustrofobii i zagubienia. To historia matki pokutującej za grzechy syna, kobiety znienawidzonej za czyny swojego dziecka. Przerażający, prowokujący do dyskusji film ze świetnymi rolami Tildy Swinton i Ezry Millera.

O widzów powalczy też zapewne "Czas wojny" Stevena Spielberga, opowieść o przyjaźni chłopca i konia, których rozdzielił wojenny zgiełk. Za poszczególne aspekty filmu odpowiadają stali współpracownicy reżysera - Janusz Kamiński (zdjęcia) i John Williams (muzyka). A opowieść to w iście spielbergowskim stylu, czyli nieco pompatyczna i wzniosła, ale pełna pięknych kadrów i nieodmiennie wzruszająca.

Tak czy inaczej weekend należy do filmów nieco cięższych gatunkowo, gdyż stawkę interesujących pozycji dopełnia "Code Blue", świetnie przyjęty na festiwalu Nowe Horyzonty. Co prawda momentami przeszarżowany i niepozbawiony pretensji, ale obraz Urszuli Antoniak zachwyca od strony realizatorskiej, znakomicie oddającej emocjonalną dysfunkcję głównej bohaterki, pozbawiającej seksualność wszelakich znamion duchowości.

Prócz wyżej wymienionych, w kinach interesujący dramat w reżyserii Joachima Triera "Oslo. 31 sierpnia" oraz film, który trzeba omijać z daleka, czyli trzecia część przygód irytujących "Alvina i wiewiórek", których piskliwe głosiki są jak ryk wiertarki nad ranem.

* Bartosz Czartoryski, krytyk filmowy i tłumacz literacki, publikuje między innymi w "Kinie", "Filmie" i "Nowej Fantastyce", a także portalach internetowych Onet.pl i Filmweb. Autor bloga www.killallmovies.blogspot.com



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 7
  • 10

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (7)

  • danz

    0

    Kevin to dobry film? Straszne badziewie i gniot. Ale warto iść dla roli Tildy Swinton, wydaje się że jej rolę prowadził inny reżyser. Powinni ja wyciąć i daj samą. Super gra.

  • nicram112

    Oceniono 1 raz 1

    @huston_mamy_problem
    dla ciebie dowolny film o zydach bedzie gniotem - taki juz masz gowniany swiatopoglad Polsko-Katolicki i co gorsza usilujesz swoimi urojeniami zainteresowac innych

  • krppz

    0

    Jeśli chcieliście trochę więcej fajerwerków należało iść na Sherlocka Holmesa, a jeśli więcej patosu to na konia Spielberga.Gdy ja byłem na seansie Holland, to ludzie klaskali, i zapewniam, że nie były to tylko 40 i 60 latki. No ale trzeba wiedzieć, że W ciemności to nie Bękarty wojny - inaczej istotnie można się pomylić. Co do Kevina, to rozumiem, że mógł się nie podobać. Tylko, że ja uważam, że jest bardzo dobry, świetnie zagrany i nakręcony. Perełka.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX