Dzisiaj na ekrany wchodzi długo oczekiwana ekranizacja wydawniczego fenomenu ostatnich lat -
"Dziewczyna z tatuażem", czyli adaptacja powieści "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" pióra bestsellerowego pisarza Stiega Larssona. To właśnie jego trylogia "Millenium" rozpoczęła szaleństwo na punkcie skandynawskiego kryminału, której zwieńczeniem jest poniekąd właśnie efektowny film Davida Finchera, specjalisty od mrocznego, niepokojącego kina.
Już sam zwiastun wywołał entuzjastyczne reakcje publiczności, a pojawiające się w polskiej prasie recenzje w dużej mierze podzielają zachwyt krytyki amerykańskiej. "Dziewczyna z tatuażem" to pozycja obowiązkowa nie tylko ze względu na reżyserski kunszt Finchera, którego elektryzujący sposób prowadzenia narracji wbija w fotel, ale i na grę Rooney Mary. Aktorka wcieliła się w Lisbeth Salander, specjalistkę od komputerów, której życie nie szczędziło kopniaków. Na planie partneruje jej Daniel Craig w roli dziennikarza Mikaela Blomkvista. Oboje muszą połączyć siły i rozwiązać kryminalną zagadkę sprzed czterdziestu lat.
Drugi z filmów, który koniecznie trzeba zobaczyć, to
"Musimy porozmawiać o Kevinie" - wielowymiarowe kino czerpiące po równo z psychologicznego dramatu i horroru, do tego zrealizowane w arthouse'owej estetyce. Strona wizualna filmu Lynne Ramsey może zachwycić, gdyż oparta jest na mocnych kontrastach stylistycznych, a poszatkowana chronologia potęguje uczucie klaustrofobii i zagubienia. To historia matki pokutującej za grzechy syna, kobiety znienawidzonej za czyny swojego dziecka. Przerażający, prowokujący do dyskusji film ze świetnymi rolami Tildy Swinton i Ezry Millera.
O widzów powalczy też zapewne
"Czas wojny" Stevena Spielberga, opowieść o przyjaźni chłopca i konia, których rozdzielił wojenny zgiełk. Za poszczególne aspekty filmu odpowiadają stali współpracownicy reżysera - Janusz Kamiński (zdjęcia) i John Williams (
muzyka). A opowieść to w iście spielbergowskim stylu, czyli nieco pompatyczna i wzniosła, ale pełna pięknych kadrów i nieodmiennie wzruszająca.
Tak czy inaczej weekend należy do filmów nieco cięższych gatunkowo, gdyż stawkę interesujących pozycji dopełnia
"Code Blue", świetnie przyjęty na festiwalu Nowe Horyzonty. Co prawda momentami przeszarżowany i niepozbawiony pretensji, ale obraz Urszuli Antoniak zachwyca od strony realizatorskiej, znakomicie oddającej emocjonalną dysfunkcję głównej bohaterki, pozbawiającej seksualność wszelakich znamion duchowości.
Prócz wyżej wymienionych, w kinach interesujący dramat w reżyserii Joachima Triera
"Oslo. 31 sierpnia" oraz film, który trzeba omijać z daleka, czyli trzecia część przygód irytujących
"Alvina i wiewiórek", których piskliwe głosiki są jak ryk wiertarki nad ranem.
* Bartosz Czartoryski, krytyk filmowy i tłumacz literacki, publikuje między innymi w "Kinie", "Filmie" i "Nowej Fantastyce", a także portalach internetowych Onet.pl i Filmweb. Autor
bloga www.killallmovies.blogspot.com