Uwspółcześnienie komiksowych bohaterów niekoniecznie wiąże się z efektami specjalnymi i zastosowaniem najnowszych technologii.
"Amazing Spider-Man" jest co prawda przygotowywany w wersji 3D na ekrany IMAX-a, ale tym razem dziennikarzy interesuje coś zupełnie innego - mroczny rys psychologiczny głównej postaci.
Podobnego zabiegu dokonał przed laty Christopher Nolan przy okazji Batmana. Eksperyment zakończył się powodzeniem - po fatalnych recenzjach ekranizacji Joela Schumachera to jemu przypisuje się przywrócenie komiksowemu bohaterowi jego dawnego blasku.
Schumacher stawiał na widowiskowość, Nolan przesunął środek ciężkości na psychologię postaci. Ryzykowny, przynajmniej w opinii hollywoodzkich producentów, zabieg się opłacił:
"Batman: Początek" zarobił przeszło 370 mln dolarów, "Mroczny rycerz" z rewelacyjną rolą Heatha Ledgera, za którą został nagrodzony po śmierci Oscarem,
już ponad miliard i do dziś znajduje się w pierwszej dziesiątce najbardziej kasowych produkcji wszech czasów.
Czy podobny efekt uda się osiągnąć twórcom "Niesamowitego Spider-Mana"? Twórcy zapowiadają zupełnie nową historię Petera Parkera.
Za jego reżyserię odpowiada Marc Webb, autor "500 dni miłości", czyli chwalonej przez krytyków niekonwencjonalnej zabawy z gatunkiem komedii romantycznej. W rolach głównych zobaczymy
Andrew Garfielda i
Emmę Stone.
- To nie jest ta sama historia, podobna jest tylko geneza powstania Spider-Mana - opowiadał "Gazecie" Łukasz Muszyński z Filmwebu. - Być może Marcowi Webbowi uda się tchnąć nowe życie w tę serię.
Pierwsze trzy części nakręcone przez Sama Raimiego
zarobiły blisko 2,5 mld dolarów na całym świecie. - Przy realizacji czwartej nie dogadał się z wytwórnią, więc trzeba było nakręcić go od początku. Być może jest to zjadanie własnego ogona, ale z dobrym scenariuszem, dobrymi aktorami, a także reżyserem, który czuje komiksy, może wyjść z tego dobre kino - dodaje Muszyński.