Polacy są "Zakochani w Rzymie". Rekord pobity

W trzy dni od premiery najnowszej komedii Woody'ego Allena, "Zakochanych w Rzymie" obejrzało w Polsce już 112 tysięcy widzów. To najlepsze otwarcie wśród wszystkich filmów tego reżysera pokazywanych w naszym kraju, mimo zróżnicowanych recenzji.
Do tej pory najchętniej oglądanym filmem Allena w historii w trakcie pierwszego weekendu wyświetlania w polskich kinach była jego poprzednia produkcja "O północy w Paryżu". Jego najnowszą komedię obejrzało jednak w tym samym czasie prawie 8 tysięcy Polaków więcej. Na "Zakochanych w Rzymie" w ciągu pierwszych trzech dni wybrało się 112 tysięcy widzów. To najlepszy wynik wśród wszystkich filmów pokazywanych w tym czasie w kinach, prawie dwukrotnie lepszy niż udało się uzyskać innemu debiutantowi minionego weekendu - filmowi "Niezniszczalni 2".



Rzym przed Paryżem i Barceloną?

Chociaż nie wszystkie tytuły, które w ostatnich latach nakręcił Woody Allen, zachwycają krytyków, to jego filmy przyciągają do kin sporą grupę wielbicieli jego twórczości w naszym kraju. Najchętniej oglądali do tej pory "O północy w Paryżu" - całkowita frekwencja w kinach wyniosła prawie 723 tys. widzów. Nieźle poradził sobie również wcześniejszy film realizowany przez słynnego nowojorskiego reżysera w innym europejskim mieście: "Vicky Cristina, Barcelona" (435 405 widzów).

Teraz "Zakochani w Rzymie" jest na najlepszej drodze do tego, by - podobnie jak wszystkie inne produkcje Allena od 2009 roku - osiągnąć wynik ponad 200 tysięcy widzów, a może nawet wyprzedzić poprzedni film reżysera nie tylko w trakcie pierwszego weekendu, ale i pod względem całkowitej oglądalności.

To, że "Zakochani w Rzymie" mają szansę na dobrą frekwencję w kinach zauważają zresztą i krytycy, nawet ci, którzy nie oceniają najnowszego dzieła Allena bardzo pozytywnie. "Gdyby >>Zakochanych w Rzymie<< podpisał ktokolwiek inny, podejrzewam, że film, mimo wielu gwiazd w obsadzie, nie trafiłby u nas nawet do obiegu DVD. Tymczasem wchodzi do polskich kin poprzedzony szeroką kampanią reklamową. Sukces kasowy wydaje się murowany" - pisze Łukasz Maciejewski z "Dziennika Gazety Prawnej".

Być może jednym z powodów takiego zainteresowania "Zakochanymi w Rzymie" jest to, że oprócz takich aktorów jak Penelope Cruz, Alec Baldwin, Ellen Page czy Jesse Eisenberg można w tym filmie zobaczyć także samego Woody'ego Allena - reżyser pojawił się przed kamerą po raz pierwszy od 2006 roku.



"Zakochani w Rzymie" zepchnęli na drugie miejsce box office'u animowaną "Meridę Waleczną", która w zeszłym tygodniu była na szczycie. Na podium znalazł się jeszcze "Madagaskar 3", a wyświetlane dopiero od piątku "Niezniszczalni 2" oraz "Abraham Lincoln: Łowca wampirów" zadebiutowały w zestawieniu odpowiednio na czwartym i szóstym miejscu.

A Wy widzieliście już "Zakochanych w Rzymie"? Lepszy niż "O północy w Paryżu"?.

Więcej o:
Komentarze (49)
Polacy są "Zakochani w Rzymie". Rekord pobity
Zaloguj się
  • Gość: KaOwiec

    0

    Obejrzałam w sobotę w TV "O północy w Paryżu" i w poniedziałek popędziłam na "Zakochanych w Rzymie".I nie zawiodłam się.Mnogość wątków,każdy równie interesujący,również ten z Roberto Beninim[historia jakże prawdziwa].Humor z wysokiej półki,znakomici aktorzy,Rzym piękniejszy niż w rzeczywistości czego chcieć więcej w pochmurny prawie jesienny dzień?

  • Gość: Mie

    Oceniono 1 raz 1

    Poprzedni film Allena "O pólnocy w Paryżu" zupełnie mi się nie podobał. Choć Woody"ego kocham, bywa jednak tak, że filmy nad którymi pieją krytycy nie śmieszą mnie wcale, a jednak właśnie rozśmieszenia oczekuję po komedii. Za to "Zakochani w Rzymie" to Allen jakiego uwielbiam. Tak zabawny, że uśmiech nie nie opuszczał przez całą projekcję. Dystans do siebie i świata, błyskotliwe dialogi, świetna gra aktorów ( w tym samego Allena) nastrój, piękne zdjęcia no i włoskie smaczki, które z cudowną wrażliwością pokazano pozostawiają wrażenie, które nie mija po wyjściu z kina. Nie wiem o co chodzi, ale znam wiele osób, których "O północy w Paryżu" znudziło, a na "Zakochanych w Rzymie" pękali ze śmiechu. Może więc jeśli kogoś "O północy..." nie zachwyciło niech pójdzie do kina na "Zakochanych...", a jeśli było odworotnie niech nie traci pieniędzy na bilet.

  • dealer.krokodyla

    Oceniono 1 raz -1

    same żydy- to nie Polacy. No może POlacy

  • Gość: krys58

    Oceniono 2 razy 2

    TO że film nie budzi zachwytu polskich krytyków o niczym nie świadczy.
    Kryteria ich wyboru wydają sie być w dużej części towarzysko-bieobiektywne.
    Wychodziłoby więc na to że Allen nie pił z żadnym z nich wódki.

  • Gość: next

    Oceniono 2 razy 2

    A ja polecam wszystkim wielbicielom Allena. Fani Allena nie będą zawiedzeni , a ci co go nie lubią i tak się po tym filmie nie przekonają.
    Baldwin świetnie wpasowany w narrację, cały jego wątek obśmiewa i przestrzega przed pseudointelektualnym ględzeniem, które nie prowadzi do niczego.
    Że Benigni przerysowany , ale czy nie przerysowane do granic możliwości jest obecne "celebryctwo" i celebryci? Mało to sław, które nic nie osiągnęły , ale sławni... bo są sławni?
    Do tego świetna Penelope, zabawna i autoironiczna - która hollywoodzka gwiazda u progu średniego wieku zagrałaby taką rolę rzymskiej prostytutki , w jednej tylko czerwonej kiecy i do tego gadając po włosku?
    A młodzi aktorzy: Allen od zawsze daje im szanse , czy wychodzą potem na gwiazdy , to już odrębna historia.
    A mam jeszcze jedno pytanie: Co łączy ten film z Ojcem chrzestnym III ?

  • Gość: Give me death

    Oceniono 1 raz 1

    Jak łatwo zaistnieć krytykując zwykły, lekki filmik, bez większych aspiracji. W dodatku czepiać się Cruz, która ma szereg podobnych, mało wymagających rólek i tej niby super obsady, gdy bohaterami jest dwójka młodych, mało celebryckich aktorów - Page, Eisenberg, a tło drugiego planu to nieco już "zakurzone" gwiazdy - Baldwin, Benigni.

  • przynadziei

    Oceniono 3 razy 3

    lekko, zabawnie i znowu Allen na ekranie - może to ludziom wystarczy? Ale O północy na pewno dużo lepsze...
    notatnikkulturalny.blogspot.com/2012/08/zakochani-w-rzymie-czyli-lekko.html

  • jacekzet

    0

    Poszedłem mimo niespecjalnych recenzji. Film nie sięga poziomu Paryża w warstwie intelektualnej ale na pewno jest śmieszniejszy. Zdecydowanie lepszy od Barcelony. Samo pojawienie się Woodego na ekranie powoduje poprawę nastroju.
    Tak na offie, "Czas Życia, Czas Śmierci" to mój ulubiony Woody.

  • Gość: heniek

    Oceniono 3 razy -1

    to jeden z najsłabszych filmow Allena. ten film nie trzyma się kupy, wszystko jest jakieś takie niedopracowane, aktorzy sztuczni, nieprzekonujący. jedyną postacią godną uwagi jest Alec Baldwin, który mnie w tym filmie bardzo pozytywnie zaskoczył. pare Ellen Page i Jesse Eisenberg miałem już dośc po 10 minutach. przecież to schemat żywcem wzięty z Anything Else. zmarnowano również niewątpliwy talent Roberto Benigni'ego. jego epizod jest słaby, zupełnie nieśmieszny, przerysowany do granic możliwości. jedyne z czego się w tym filmie śmiałem to motym prysznicowego śpiewaka operowego. finałowa scena kapitalna. w trakcie seansu odniosłem wrażenie, że film podobał się przede wszystkim kobietom.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX