"Polskie kino? Nie znamy. Ale będzie dobrze". Archive o muzyce do "Sępa" [WYWIAD]

Rzadki przypadek w polskim kinie. W piątek premiera "Sępa" - nie dość, że chodzi o thriller, to jeszcze ze ścieżką dźwiękową brytyjskiego zespołu Archive. Obawy? Owszem, były. Muzycy ponoć do dziś żałują, że kiedyś dali się namówić na współpracę przy francuskim filmie "Michel Vaillant". - Ale jeśli chodzi o "Sępa", to mamy nadzieję - opowiada w rozmowie z portalem Gazeta.pl Darius Keeler.
- Chcemy stworzyć polską odpowiedź na "Infiltrację" - odważnie zapowiadali twórcy "Sępa". Czy im się to uda? Przekonamy się niebawem.

"Sęp" to debiut Eugeniusza Korina, reżysera dotychczas związanego z teatrem. Jego akcja toczy się wokół niewyjaśnionych zaginięć w centrum Europy. W obsadzie znaleźli się m.in. Michał Żebrowski, Anna Przybylska, Paweł Małaszyński i Daniel Olbrychski.

Skąd tutaj muzyka Brytyjczyków? Archive od lat cieszy się wyjątkową popularnością w Polsce. - Ich płyty to wymarzona muzyka filmowa. Wszystko, co dotąd stworzyli, brzmi jak ścieżka dźwiękowa nieistniejącego filmu - komentował krytyk muzyczny Piotr Metz.

Niedawno formacja dowodzona przez dwóch producentów - Dariusa Keelera i Danny'ego Griffithsa - znowu wystąpiła nad Wisłą. Tym razem z okazji premiery najnowszego krążka "With Us Until You're Dead". Pomyśleliśmy, że to nie najgorsza okazja, żeby porozmawiać o "Sępie".



Ryzyko jest wpisane w DNA muzyki - rozmowa z Dariusem Keelerem

Mariusz Wiatrak: Długo zastanawialiście się nad udostępnieniem swoich piosenek na potrzeby "Sępa"?

Darius Keeler: No nie powiem, mieliśmy pewne obawy, bo już zaliczyliśmy jeden poważny flirt ze światem filmu i nie skończyło się to najlepiej.

Wcześniej był francuski film "Michel Vaillant" ze scenariuszem Luca Bessona.

- I to było straszne gówno.

?

- Po prostu byliśmy bardzo młodzi i głupi. Dostaliśmy szansę zrobienia ścieżki dźwiękowej, zgodziliśmy się, choć nie mieliśmy zielonego pojęcia, jak to zrobić. Ale dużo naszych piosenek wylądowało w różnych filmach, więc tym razem może będzie dobrze.

Oglądaliście "Sępa"?



- Tylko fragmenty, spotkaliśmy się z filmowcami przy okazji kilku naszych koncertów. Początkowo padł pomysł, żebyśmy przygotowali oryginalny soundtrack do całego filmu, chcieliśmy nawet zaangażować w to orkiestrę, ale - przyznaję szczerze - nie mieliśmy wtedy specjalnie dużo czasu. Ostatecznie stanęło na wykorzystaniu kilku naszych piosenek w filmie.

Zwiastun, co u nas nie zdarza się zbyt często, wyglądał nieźle.

- Tak, też go widzieliśmy i rzeczywiście oglądało się go bardzo dobrze. Dlatego liczymy, że cały film taki będzie.

Ale nie da się ukryć, że polskie kino gatunkowe nie zawojowało świata. Nie obawiacie się, że ten film nie spełni pokładanych w nim nadziei?

- Oczywiście, istnieje takie ryzyko, ale chyba każdy twórca musi brać je pod uwagę. Porażka zawsze jest wkalkulowana w jakąkolwiek działalność artystyczną i gdybyśmy mieli jej się obawiać, prawdopodobnie nigdy niczego byśmy nie nagrali. Poza tym nie przesadzajmy: kino czy muzyka, nawet jeśli porusza ważne kwestie, to wciąż tylko rozrywka, więc nie ma powodu do rozdzierania szat. Nie napisaliśmy zresztą ścieżki dźwiękowej od zera, udostępniliśmy parę piosenek i mamy nadzieję, że twórcy zrobili z nich dobry pożytek.

Sami wybraliście muzykę do filmu?

- Sporo rozmawialiśmy z twórcami filmu, słyszeliśmy o pomyśle na fabułę, aktorach, reżyserze. Powiedzieli nam, czego potrzebują, my zaproponowaliśmy im nasz własny zestaw piosenek, w tym kompozycje, które jeszcze nigdzie się nie ukazały. To, co publiczność usłyszy w kinie, będzie wypadkową tej współpracy.



Krytycy często używają sporo filmowych określeń w odniesieniu do waszej muzyki - swoimi piosenkami moglibyście zilustrować niejeden porządny thriller. Tymczasem wasza ostatnia płyta, "With Us Until You're Dead", jest inna, bo o miłości.

- Zawsze się staramy, żeby nasze płyty były inne. Nasz poprzedni krążek, "Controlling Crowds", był bardzo mroczny, momentami wręcz niepokojący, przynajmniej tak go odbierałem. W tym klimacie niewiele już mogliśmy zdziałać, stwierdziliśmy zatem, że czas wrócić do naszych korzeni i nagrać bardziej spontaniczną płytę. To od razu przełożyło się na sposób jej nagrywania - spędziliśmy w studiu raptem trzy miesiące.

A temat miłości? Przecież dotyczy każdego, dlaczego właśnie teraz nie mielibyśmy sobie pozwolić, żeby po niego sięgnąć?

To jak to jest z tą waszą miłością do polskiego kina?

- Kocham filmy w ogóle, ale nie jestem jakimś wielkim znawcą. Nie jestem uzależniony od siedzenia przed ekranem, choć pamiętam jedno nazwisko - Roman Polański. Niezwykle zdolny reżyser i niezwykle doświadczony przez los człowiek. To bez wątpienia jedna z najciekawszych postaci współczesnego kina.

Więcej o: