"Zniewolony": "Django" bez szaleństw czy "Chata wuja Toma 2"? [RECENZJA]

29.01.2014 09:00
Kadr z filmu ''Zniewolony''

Kadr z filmu ''Zniewolony'' (Fot. Monolith)

To, co Tarantino pokazał w "Django" w niemal komiksowo przerysowanej formie, Steve McQueen opowiada realistycznie niczym Dickens. "Zniewolony" od piątku w kinach
Jeden z faworytów tegorocznych Oscarów (aż dziewięć nominacji) to prawdziwa historia Solomona Northupa (Chiwetel Ejiofor), który w latach 40. XIX w. żył w miejscowości Saratoga koło Nowego Jorku jako wolny człowiek. Miał żonę, dwoje dzieci i modnie się nosił, bo dobrze zarabiał, grając z talentem na skrzypcach. Tyle że wpadł w pułapkę zastawioną przez białych przedsiębiorców cyrkowych - namówili go na wspólne występy, a później potraktowali jak towar. Z uśpienia obudził się skuty kajdanami. Trafił do Luizjany, gdzie został sprzedany jako niewolnik.

Film Steve'a McQueena (autora świetnego "Głodu" oraz "Wstydu") opiera się na wspomnieniach oswobodzonego Northupa wydanych w 1853 r. To nie pierwsza ekranizacja: w 1984 r. Gordon Parks (reżyser kryminalnego "Shafta" - klasyka kina z gatunku blaxploitation, czyli kręconego przez czarnych dla czarnych) nakręcił telewizyjną wersję dziejów skrzypka. Temat niewolnictwa na Południu w ogóle jest już cokolwiek wyeksploatowany. Jeszcze w PRL-u wyświetlano serial "Korzenie" (1977) według książki Alexa Haleya - skądinąd w latach 60. autora znakomitych wywiadów dla "Playboya", m.in. z Milesem Davisem i Martinem Lutherem Kingiem - który opisał dzieje swej rodziny, począwszy od Kunta Kinte porwanego w Afryce i przywiezionego za Atlantyk do niewolniczej pracy na plantacjach.



"Zniewolony", idąc tym tropem, chwilami popada w sentymentalno-brutalną sztampę rodem z powieści Harriet Beecher Stowe "Chata wuja Toma" opublikowanej rok przed wspomnieniami Northupa. Widać to zwłaszcza w wątku szalonego plantatora Edwina Eppsa (Michael Fassbender), który domagając się od Murzynów posłuszeństwa, powołuje się na Biblię. Tam też znajduje uzasadnienie swego fizycznego znęcania się nad niewolnikami (kto schodzi poniżej ustalonej wcześniej normy, zostaje wychłostany). Epps jest zafascynowany młodą Patsey (Lupita Nyong'o) bijącą rekordy w zbieraniu bawełny. Pożąda jej, ale jest impotentem, co nie przeszkadza jego żonie (Sarah Paulson) wybuchać w scenach drapieżnej zazdrości...

Na szczęście są też w "Zniewolonym" wątki ciekawsze, bo dramaturgicznie wycieniowane. Oto pierwszy właściciel Solomona - Ford (Benedict Cumberbatch) - traktuje go godnie, korzysta z jego inżynierskich zdolności. Jednak gdy tylko niewolnik w obronie własnej użyje siły wobec białego nadzorcy Tibeatsa (Paul Dano), natychmiast zostaje sprzedany. Ford wie, że takiego niewolnika nie będzie w stanie obronić przed innymi białymi. To zresztą równie tchórzliwy, jak okrutny Tibeats śpiewa pogardliwą pieśń, której refren jest widniejącym na plakacie lejtmotywem filmu: "Biegnij, czarnuchu, biegnij".

Solomon spotyka również kanadyjskiego cieślę abolicjonistę Bassa (Brad Pitt, współproducent tego filmu). Ten w teorii odrzuca niewolnictwo, ale w praktyce przeraża go sytuacja, w której Northup prosi go o pomoc w odzyskaniu wolności.

Cieniowanie dotyczy także przedstawionych w filmie Murzynów różnie reagujących na swój los. "Nie chcę przeżyć, chcę żyć" - głosi dumnie Northup. Nie lekceważy jednak rady innego niewolnika: "Jeśli pragniesz przeżyć, nie mów nikomu, kim naprawdę jesteś ani tego, że umiesz czytać i pisać". Bo też gdy Solomon dostaje się w ręce sprzedawcy niewolników Freemana (Paul Giamatti), ów nadaje mu nowe imię, ukrywając w ten sposób fakt, to bezprawnie więzi człowieka wolnego. Freeman nie ma żadnych skrupułów względem Murzynów: jednemu plantatorowi sprzedaje matkę, drugiemu jej dzieci. Tak właśnie potraktowana niewolnica, wyjąc z rozpaczy, zarzuca Northupowi służalczość względem białych. Bo Solomon, ujawniwszy swój muzyczny talent, przygrywa na skrzypcach na potańcówkach, które plantatorzy dla hecy urządzają niewolnikom.

Widzimy też innego Murzyna, który wpadł w ręce handlarzy ludźmi. Ten czeka z utęsknieniem, aż zgłosi się po niego jego biały właściciel. Gdy tak się dzieje, pada mu z płaczem w ramiona. Czy to znaczy, że "dobry" pan jest akceptowalny?



W innej okolicy czarna niewolnica zostaje kochanką białego plantatora: odtąd w wytwornej sukni na werandzie pije herbatę, którą w drogocennej porcelanie podaje jej czarnoskóra służąca. Czyżby zatem, gdyby doszło do "zamiany miejsc", niewolnicy nie mieliby nic przeciwko przejęciu ról panów?

Nominowany do Oscara czarnoskóry Brytyjczyk Steve McQueen jest zbyt wytrawnym reżyserem, żeby przy okazji cieniowania treści nie zabawić się także w cieniowanie formy. Dlatego łamie w filmie chronologię: wchodzimy w tę historię niczym przebudzony nagle niewolnik. Pierwsza scena to lekcja pracy na plantacji. Potem następują retrospekcje o tym, jak Solomon tam trafił. Niektóre dawne epizody przywoływane są metodą skojarzeniową - jakiś detal z teraźniejszości przywołuje inny z przeszłości. Czasem o pojawieniu się wspomnienia decyduje podświadomość bohatera: tak jest w przypadku intrygującej sceny seksu z nieznajomą kobietą. Są też momenty skrajnej zmiany nastroju - od nadziei po rezygnację, choćby podczas próby ucieczki Northupa. Choć Solomon pozostaje w niewoli, nie może nie dostrzegać, że świat mimo wszystko wciąż jest piękny. Niektóre kadry "Zniewolonego" to właśnie kontemplowanie urody świata.

"Zniewolony" jest filmem niby ważnym i porządnie zrealizowanym, ale, o dziwo, nie przełożyło się to na wielki sukces finansowy. Może publiczność w Ameryce woli inną poetykę w opowieści o niewolniczym Południu zaproponowaną przed dwoma laty przez Quentina Tarantino w "Django"? Od premiery w październiku "Zniewolony" zarobił na świecie 80 mln dol., z czego ledwie połowę w USA. Dla porównania "Django" - aż pół miliarda.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX