Nigdy nie byłem przystojny, ale się tym nie przejmowałem - największe role Philipa Seymoura Hoffmana

Wysokie czoło, blond włosy, zwalista postura. ?Wiem, że nigdy nie byłem tak przystojny, jak niektórzy koledzy po fachu, ale nigdy się tym nie przejmowałem? - powiedział kiedyś w wywiadzie Philip Seymour Hoffman. Nie można się temu dziwić: charakterystyczny wygląd uniemożliwił mu co prawda wcielanie się w role przystojnych amantów czy muskularnych herosów kina akcji, dał za to możliwość grania niezwykle charakterystycznych ról drugoplanowych i epizodów. A w późniejszym okresie, także kreacji pierwszoplanowych
Chris O'Donnell, który zagrał głównego bohatera w oscarowym "Zapachu kobiety" (1992), nie miał łatwego zadania. Partnerowali mu bowiem na zmianę: wielki Al Pacino, wówczas u szczytu formy, oraz 25-letni Philip Seymour Hoffman, dla którego rola w filmie Martina Bresta była kinowym debiutem. Kreacją pewnego siebie, rozpieszczonego syna bogacza, Hoffman zwrócił na siebie uwagę widowni i producentów, co zaowocowało kolejnymi rolami.

Po występach w mniej ("Ucieczka gangstera") lub bardziej ("Naiwniak") udanych produkcjach, w tym także w tych wysokobudżetowych ("Twister"), Hoffman spotkał na swojej drodze Paula Thomasa Andersona. Reżysera, który w ciągu 16 lat obsadzi go w pięciu na sześć swoich fabuł.

Pierwszym punktem zwrotnym była postać Scotty'ego w kultowych "Boogie Nights". Neurotyczny gej beznadziejnie zakochany w głównym bohaterze to jedna z wielu ról nieudaczników, jakich grać jeszcze będzie Hoffman (świetne kreacje w "Synekdocha, Nowy Jork", "Big Lebowskim" czy "Happiness"). "Zawsze lubiłem tych moich dziwaków, inaczej nie mógłbym się w nich wcielać" - powie po latach w wywiadzie dla Newsweeka.



Nie chcąc skazywać się na tylko jeden rodzaj ról, Hoffman starał się grywać różnorodne postaci, nie stroniąc przy tym od produkcji mainstreamowych. Aktor zagrał m.in. demonicznego przeciwnika Toma Cruise'a w trzeciej części "Mission: Impossible". "Chodziło o dobrą zabawę. W tego typu filmach postaci nie mają pogłębionej psychiki, są jednowymiarowe. Takie kreacje świetnie się odgrywa, są bardzo ekscytujące" - stwierdził aktor w rozmowie z Peterem Traversem z magazynu "Rolling Stone".



I choć Hoffman zagrał również w jeszcze kilku wysokobudżetowych produkcjach (np. popularny cykl "Igrzyska śmierci"), najbardziej kojarzony jest z rolą w skromnym, biograficznym debiucie fabularnym Bennetta Millera "Capote". Za rolę ekscentrycznego autora "Śniadania u Tiffany'ego", aktor uhonorowany został Oscarem dla najlepszej pierwszoplanowej roli męskiej.



Capote Hoffmana to kreacja totalna: aktor schudł do niej prawie 20 kilogramów, a swój zwyczajowy, tubalny głos zastąpił wysokim, nieco rozedrganym i zmanierowanym. O tym, jak niezwykłą kreację stworzył Hoffman, przekonać się można oglądając na YouTube wywiady z prawdziwym Trumanem Capote.

Po filmie Millera kariera Hoffmana nabrała rozpędu. Jednocześnie jednak, aktor dobierał role niezwykle starannie - być może dzięki temu nigdy nie zaliczył żadnej aktorskiej wtopy. I tak: wcielił się w cynicznego szefa kampanii wyborczej kandydata na prezydenta USA w głośnych "Idach marcowych".



Zagrał w ostatnim filmie Sidneya Lumeta - "Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz". Bezbłędnie oddał w nim dramat zadłużonego, zmęczonego życiem heroinisty.



Mnóstwo nominacji do najbardziej prestiżowych nagród (w tym także do Oscarów i Złotych Globów) przyniosły mu wybitne kreacje w "Wojnie Charlie'go Wilsona", "Mistrzu" i "Wątpliwości".



Niezależnie od tego, czy rola, którą miał zagrać, miała być pierwszym planem czy ledwie epizodem - Hoffman zawsze bezbłędnie potrafił skupić na sobie wzrok widza. Był jednym z najbardziej wszechstronnych aktorów swojego pokolenia. Jego tragiczna śmierć przerwała niezwykłą karierę, która prawdopodobnie przyniosłaby nam jeszcze wiele fantastycznych kreacji.



Skomentuj:
Nigdy nie byłem przystojny, ale się tym nie przejmowałem - największe role Philipa Seymoura Hoffmana
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX