Jack Strong ****

Polska 2014. Reż. Władysław Pasikowski. Aktorzy: Marcin Dorociński, Patrick Wilson, Maja Ostaszewska, Ireneusz Czop, Dimitrij Biłow, Mirosław Baka, Zbigniew Zamachowski, Paweł Małaszyński, Krzysztof Dracz, Siergiej Kriuczkow
"Pokłosie" było w filmem "w sprawie". "Jack Strong" o Ryszardzie Kuklińskim przeciwnie - to zręczne kino sensacyjne.

Swój film zaczyna Pasikowski od sceny ze zdemaskowanym agentem Olegiem Pieńkowskim, który zostaje żywcem wrzucony do hutniczego pieca. Nie wiadomo do dziś, czy to prawda, o podejrzeniach raczej mówią z ekranu polscy oficerowie. Ale Pieńkowski i tak staje się tu podstawowym punktem odniesienia. Bo zdrada komunistów, pokazuje Pasikowski, oznaczała śmierć najgorszą z możliwych. Bo komunistyczny system sam w sobie był nieludzki, więc wymagał działań - jak te Kuklińskiego - w "normalnych" czasach co najmniej dyskusyjnych.



Mówienie "dużymi literami" próbuje uzasadniać Pasikowski formułą szpiegowskiego thrillera. Miejsce historycznych niuansów zajmują więc dobrze znane, symboliczne fakty (jak atak na Czechosłowację w 1968 roku czy Grudzień '70), brutalnie klarowny staje się podział na szlachetnych Amerykanów i podłych, cwanych, prostackich Rosjan, a pytań o słuszność tego, co robił Ryszard Kukliński, przekazujący Stanom polskie i radzieckie tajne informacje wojskowe, w ogóle się nie stawia.

Inna sprawa, że - co w filmie najciekawsze - Pasikowski przyjmuje perspektywę samego Kuklińskiego. Czyli szybko awansującego oficera PRL-owskich wojsk, człowieka prawego, zmyślnego stratega i pupilka przełożonych, który zaczyna coraz więcej widzieć i wiedzieć, ale też coraz mocniej zaczyna się bać. Z tajnych dokumentów (do których miał dostęp) i rozmów, ale też domysłów, wyobrażeń i lęków rodzi się wizja kraju całkiem realnie zagrożonego III wojną światową i atomową zagładą. Na ile była to groźba realna, historycy są w stanie (a i tak nie do końca) ocenić dopiero dziś: jak pokazuje reżyser, Kukliński w wariant wojenny całkowicie wierzył. I dlatego zdecydował się na szpiegowską współpracę z Amerykanami, za którą - podkreśla się parokrotnie - żadnych pieniędzy nie brał.

W dużej mierze "Jack Strong" opiera się oczywiście na błyskotliwej kreacji Marcina Dorocińskiego. Jest w tej postaci i brawura, i zdumiewająca czasem naiwność. Widoczna w coraz bardziej umęczonej twarzy świadomość zapętlenia, chaotyczność i - delikatnie mówiąc - niefrasobliwość, a przy okazji odrobina satysfakcji "małego chłopca", który odważył się na rolę agenta, chociaż nie do końca wie, jak ją wypełnić. Od pewnego momentu nad satysfakcją góruje oczywiście strach, uzasadnione i lekko obłąkańcze przerażenie skrajnie osamotnionego człowieka, który wycofać się już nie może. A właściwie może w jeden tylko sposób: dzięki zabójczej substancji trzymanej w małej fiolce.

Szkoda jednak, że Kuklińskiego otaczają w filmie niemal wyłącznie postaci-typy. Jak prowadzący Stronga amerykański agent Daniel (mówiący koślawym polskim Patrick Wilson), jak oficerowie Putek i Gendera (Mirosław Baka i Zbigniew Zamachowski) czy szatański z twarzy Iwanow (Biłow), nie mówiąc o groteskowo przedstawionych generale Jaruzelskim (Dracz) i Breżniewie (Kriuczkow). Właściwie jedyną pogłębioną postacią okazuje się Rakowiecki, uwikłany w system i w wyrzuty sumienia po strzelaniu do robotników, w czym jednak ogromna zasługa świetnego Ireneusza Czopa.

Jest zresztą "Jack Strong" filmem specyficznego rozdarcia: chwilami zdumiewająco kwaśne, dosłowne, pompatyczne dialogi (choćby w rodzinie Kuklińskiego) zderzone są z reżyserską maestrią Pasikowskiego, którą widać nie tylko w świetnie pomyślanej scenie finałowego pościgu. Pod względem filmowym "Jack Strong" zdecydowanie przebija bowiem "Pokłosie": nowy film Pasikowskiego, nawet jeśli zbyt dużo w nim patosu i fabularnych uproszczeń, ma rytm, tempo, ekranową soczystość. Ale czy wbija w fotel? Często nawet dramatyczne sceny ogląda się na chłodno, publiczność kinowa uśmiecha się wtedy, kiedy powinna wstrzymać oddech. Nie tylko z powodu kojarzącego się dziś ironicznie nazwiska "Gendera".

"Pokłosie" było filmem "w sprawie". "Jack Strong" tymczasem to zręczne kino sensacyjne, które, mam wrażenie, do głębszej dyskusji o przeszłości nie skłania, bo pokazuje ją zbyt jednoznacznie. Ale może właśnie to jest sposób, żeby do młodego widza, który o historii ma mgliste pojęcie, dzisiaj trafić?