Turysta ****

Natury nie oszukasz.
Rodzina z pozoru idealna wybiera się na narty. Nie trzeba wiele czasu, by zorientować się, że w małżeństwie Tomasa (Johannes Kuhnke) i Ebby (Lisa Loven Kongsli) nie układa się najlepiej. Ich dzieci - Harry i Vera (Vincent i Klara Wettergrenowie) - też nie są małymi aniołkami. Prawdziwym punktem bez powrotu będzie zejście pozornie kontrolowanej lawiny, która zatrzyma się o krok od restauracji, w której obiad spożywają bohaterowie. Vera zamieni się w słup soli, za to Harry instynktownie schwyci swego iPhone'a i weźmie nogi za pas. Zostawiając żonę i dzieci.

Vera nie będzie mogła mu tego wybaczyć. Kobieta będzie wypominać mężowi jego zachowanie na każdym kroku, także w sposób nieelegancki i w sytuacjach niestosownych. Im bardziej roztrzęsiona sytuacją Vera będzie się robić bezwzględna, tym bardziej Harry będzie wypierał cały incydent z pamięci. Czy ich małżeństwo można jeszcze naprawić?

Reżyser i scenarzysta wpadł na pomysł zrobienia tego filmu, gdy jego znajomi wrócili z podróży do Afryki, gdzie podczas jednego ze spędzanych w restauracji wieczorów zostali sterroryzowani przez uzbrojony gang. Mężczyzna natychmiast schował się pod stół, nie bacząc na to, co dzieje się z jego partnerką. Podobno po powrocie oburzona kobieta nie mogła przestać o tym opowiadać.

Rdzeniem filmu Rubena Ostlunda ("Mimowolnie", "Gra") jest problem, o którym każdy dojrzały człowiek miał już pewnie okazję rozmawiać. Jedną z głównych zalet "Turysty" jest właśnie to, jakie dyskusje po seansie wywoła wśród oglądających. Jak człowiek zachowuje się w sytuacjach kryzysowych? I czy można go za to winić (lub chwalić)? Czy "najpierw kobiety i dzieci" to zasada święta i wiecznie aktualna? Czy nie decyduje za nas instynkt, na który nie da się wpłynąć, tytułowa "Siła wyższa" (co ciekawe, szwedzki tytuł filmu brzmi tak samo jak polski i z niego też można próbować czerpać znaczenia, ale tytuł międzynarodowy - "Siła wyższa" - wydaje się zawierać więcej ukrytych sensów)?

W obrazie, który dla części widzów będzie komedią jeszcze czarniejszą od "Birdmana" (dramat bohaterów jest bardzo świadomie w swej sztuczności rozdmuchiwany, m.in. przez użycie najbardziej znanego fragmentu "Lata" Vivaldiego), poruszane są też inne problemy, m.in. podejścia do ról płciowych w dzisiejszym społeczeństwie czy kwestia zalet i wad przedkładania rodziny i monogamii nad bardziej beztroskie, rozrywkowe i hedonistyczne podejście do związków. Problem w tym, że podobnie jak w przypadku bohaterów, gdzie sami możemy decydować, czyją stronę trzymamy (i czy czyjąś w ogóle), Ostlund wydaje się równie mgliście zajmować stanowiska w pozostałych sprawach. Nie tyle zostawia je otwarte, co, zwyczajnie, pozostawia widza skonfundowanego: to w końcu małżeństwa są dobre czy złe?, o bezpieczeństwo rodziny powinien dbać przede wszystkim facet czy nie?

Należę do tej grupy widzów, która uważa, że finał "Turysty" jest jego zdecydowanie najsłabszą częścią. Ostlund niepotrzebnie mnoży w nim (niejasne) puenty, rozcieńczając to, co wydawało się w jego dziele najważniejsze. Nie zmienia to faktu, że oto mamy idealny weekend na maraton ze szwedzkim filmem - w tym tygodniu do polskich kin trafiają dwa znakomite dramaty z tego kraju: "Zjazd absolwentów", czyli zdobywca Złotego Żuka (nagroda dla najlepszego filmu) za rok 2013 i "Turysta", który tę nagrodę otrzymał w roku ubiegłym.

Ocena: 4/6



"Turysta", dramat, Szwecja 2014, 118 min., reż. Ruben Östlund, występują: Johannes Bah Kuhnke, Lisa Loven Kongsli, Clara Wettergren, Vincent Wettergren, Kristofer Hivju, Fanni Metelius

Więcej o: