Miłość, przygoda, strata i jedna z najkrwawszych bitew I wojny światowej. "Miłość robi z nas szaleńców" - mówi Russell Crowe, reżyser "Źródła nadziei"

Russell Crowe w "Źródle nadziei" opowiada o wielkiej historii, starając się unikać uproszczeń. Ale to prywatna historia jest tu najważniejsza i ojcowska miłość. Film trafia do kin 13 marca.
Hollywoodzki sukces Crowe'a jako aktora jest niekwestionowany. Aktor otrzymał Oscara za pierwszoplanową rolę w "Gladiatorze" Ridleya Scotta, a był nominowany także za role w "Pięknym umyśle" Rona Howarda i "Informatorze" Michaela Manna. Teraz po raz pierwszy stanął po drugiej stronie kamery. I opowiada historię zakorzenioną w wydarzeniach bitwy o Gallipoli, ważnych dla tożsamości narodowej Nowozelandczyków i Australijczyków, dbając o unikanie uproszczeń. Ale film opowiada przede wszystkim uniwersalną historię. - To miała być opowieść o miłości, stracie, żalu i wielkiej przygodzie - zapowiada film reżyser.



Historia opowiedziana z perspektywy ojca

- Rzecz dzieje się w 1919 roku, cztery lata po bitwie o Gallipoli. Pewien mężczyzna wyrusza w podróż, by odszukać szczątki swoich trzech synów. Od odosobnienia australijskiego buszu po wzniosłość Imperium Osmańskiego. I choć nie osiąga tego, czego chciał, osiąga więcej niż kiedykolwiek pragnął, a także miłość, która przywraca mu chęć do życia - wprowadza w fabułę "Źródła nadziei" Crowe, który w filmie jest nie tylko reżyserem, ale także występuje jako odtwórca głównej roli Connora.



- Kino lubi młodych bohaterów, mało kto próbuje zobaczyć świat z perspektywy ojca. Wydało mi się to fascynujące - mówi reżyser w wywiadzie udzielonym "Newsweekowi". To dojrzała perspektywa jego postaci wysuwa się na plan pierwszy "Źródła nadziei". - Chciałem zobaczyć, jak daleko zawiedzie go [Connora] miłość. To kolejna rzecz, o której kino rzadko opowiada - miłość robi z nas szaleńców - mówi Crowe tygodnikowi.



Bitwa o Gallipoli z uwzględnieniem tureckiej perspektywy

Dlaczego Crowe zdecydował się na opowiedzenie historii związanej z bitwą o Gallipoli i udziałem w walkach żołnierzy ANZAC, rekrutujących się wśród Australijczyków i Nowozelandczyków? W Nowej Zelandii, z której pochodzi Crowe pamięć o tej jednej z największych bitew desantowych w historii I wojny światowej jest nadal żywa. Zarówno w Nowej Zelandii jak i Australii, do której reżyser przeprowadził się, mając cztery lata, obchodzony jest Anzac Day, święto państwowe, upamiętniające ofiary bitwy o Gallipoli, przegranej przez państwa ententy. Bitwa o Gallipoli, uznawana za jedną z najbardziej krwawych bitew I wojny światowej, była społeczną traumą.



- ANZAC Co to słowo dla nas znaczy? Trzymamy je w naszych sercach. To symbol. To podstawa naszej tożsamości kulturowej. Postrzegamy bitwę o Gallipoli przez pryzmat Australijczyków i Nowozelandczyków, ale na tym półwyspie byli również żołnierze brytyjscy, francuscy, kanadyjscy, no i oczywiście mieszkańcy Turcji - podkreśla reżyser. "Źródło nadziei" daje głos obu stronom tego konfliktu, nie pomija perspektywy tureckiej.

W filmie zagrali tureccy aktorzy - Yilmaz Erdogan, który wcielił się w majora Hasana, i Cem Yilmaz, występujący w roli sierżanta Jemala. - Russell z przyziemnej historii potrafi stworzyć prawdziwą legendę, ale w tym filmie pokazał prawdziwych ludzi, w prawdziwych sytuacjach. Myślę, że widzowie to docenią - mówi Cem Yilmaz. Czy tak będzie, okaże się w najbliższy piątek, kiedy film wchodzi na ekrany kin.

Więcej o:
Skomentuj:
Miłość, przygoda, strata i jedna z najkrwawszych bitew I wojny światowej. "Miłość robi z nas szaleńców" - mówi Russell Crowe, reżyser "Źródła nadziei"
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX