Kopciuszek *****

Myszy i ludzie.
Mała Ella wiedzie magiczny żywot pod opieką kochającego ojca, kupca (Ben Chaplin) i najbardziej pełnej dobroci kobiety pod słońcem, swej matki (Hayley Atwell). Niestety, wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Matka dziewczynki umiera. Gdy Ella jest już duża (i grana przez znaną z "Downton Abbey" Lily James), ojciec postanawia znowu stworzyć jej rodzinę, żeniąc się z niedawno owdowiałą lady Tremaine (Cate Blanchett). Tyle że i jemu przytrafia się śmiertelna choroba, a macocha Kopciuszka i jej dwie córki - autorki nowego przezwiska głównej bohaterki - zaczynają coraz bardziej panoszyć się po domu, czyniąc z niewinnej dziewczyny swoją niewolnicę.

Najbardziej brutalnego z klasycznych "Kopciuszków" napisali bracia Grimm, ale tą starą, podawaną z ust do ust baśń, pierwszy spisał najprawdopodobniej neapolitański pisarz i dworzanin Giambattista Basile. Disneyowi zawsze najbliżej było do wersji Charlesa Perraulta, ale scenariusz aktorskiej edycji czerpie też z klasycznej muzycznej animacji studia z 1950 r. Do jego napisania wynajęto Chrisa Weitza, który 17 lat temu zadebiutował w roli scenarzysty "Mrówką Z", potem przygotował jeszcze m.in. adaptację powieści "Był sobie chłopiec" i "Złoty kompas", a obecnie pracuje nad przyszłorocznym filmem z uniwersum "Gwiezdnych Wojen". Reżyserem został Kenneth Branagh, znany przede wszystkim jako namiętny adaptator Szekspira. To zacięcie negatywnie przysłużyło się pierwszemu "Thorowi" i obawiałem się szekspirowskich wpływów na "Kopciuszka". Niepotrzebnie, bo wzbogacają one historię.

Zaletą "Kopciuszka" Branagha - bez wątpienia najlepszej aktorskiej adaptacji tej baśni w dziejach - jest to, jak klasycznie twórcy potraktowali tę historię, wzbogacając ją właśnie o te elementy, których wcześniej w niej brakowało. Jeżeli kiedykolwiek chcieliście wiedzieć o przeszłości protagonistki nieco więcej lub zastanawialiście się, jak to możliwe, że macosze i przyrodnim siostrom udało się zdegradować dziewczynę do roli służącej oraz jak i dlaczego Książę (Richard Madden, czyli Robb Stark z "Gry o tron") poszukiwał żony - ten "Kopciuszek" wyjaśnia wszystko satysfakcjonująco.

James ani Madden nie błyszczą, ale wystarczająco dobrze wcielają się w swoje postaci. Fenomenalne od pierwszej do ostatniej chwili są za to Blanchett i - szkoda że pojawiająca się na tak krótko - Helena Bonham Carter, odgrywającą rolę Wróżki Chrzestnej. Od strony wizualnej film wyglądać miał, jak gdyby kręcony był w połowie ubiegłego stulecia, a jego akcja toczyła się w XIX w. Chyba udało się osiągnąć zamierzony efekt. Kostiumy i scenografia są olśniewające, a ich autorzy już mogą oczekiwać kopert z zaproszeniami na przyszłoroczną Oscarową galę.

W ostateczny rozrachunku, na sukces filmu składają się takie małe cuda jak przepiękna dyniowa karoca czy przesłodkie, piszczące bardzo cienkim i czasem tylko możliwym do zrozumienia głosikiem myszy, będące najwierniejszymi przyjaciółmi Kopciuszka. Idąc na "Kopciuszka", musicie być świadomi, że Disney dokonał kolejnej niespodziewanej wolty - w czasach, gdy klasyczne historie mocno się modyfikuje, a najdrastyczniejszych zmian dokonuje ostatnio właśnie to studio (żeby wspomnieć tylko o "Czarownicy"), zrealizował tradycyjną produkcję, która przekonuje, że magia istnieje, a dobro musi zatriumfować nad złem. Odświeżająco staroświeckie podejście. Dzięki niemu, ten "Kopciuszek" już wkrótce będzie klasykiem.

Bonus: przed właściwym seansem wyemitowana zostaje krótkometrażowa opowieść ze świata "Krainy Lodu". Jest przyjemna, ale widać, że "Gorączka lodu" została zrobiona nieco na siłę i powstała zapewne m.in. po to, by szaleni fani animacji sprzed dwóch lat popędzili do kina na "Kopciuszka", chociaż wcale nie mieli zamiaru tego robić. Z biznesowego punktu widzenia, to znakomita decyzja, ale - jakościowo - "Kopciuszek" doskonale obroniłby się sam.

Ocena: 5/6



"Kopciuszek", familijny, fantasy, USA 2015, 101 min., reż. Kenneth Branagh, występują: Cate Blanchett, Lily James, Richard Madden, Stellan Skarsgard, Helena Bonham Carter, Derec Jacobi

Więcej o: