Matt Damon na Marsie w filmie Ridleya Scotta, starcie Krystyny Jandy i Katarzyny Figury w filmie Filipa Bajona [NA CO DO KINA]

Na ekrany kin wchodzi oczekiwany "Marsjanin" Ridleya Scotta. Kolejną gorącą filmową premierą są "Panie Dulskie" z doskonałą rolą Krystyny Jandy. To film bardzo zabawny, dobrze nakręcony i zdaje egzamin nawet jako intryga kryminalna. Podpowiadamy, na co wybrać się do kina.
Panie Dulskie

Melania Dulska (Maja Ostaszewska w peruce z planu "Body/Ciało") przyjeżdża po latach w rodzinne strony, by wydrzeć matce (Katarzyna Figura) mroczną, rodzinną tajemnicę. Melania kręci film, a dzisiaj w modzie są przecież filmy o dewiacjach, praniu brudów i tym podobnych dziwach. Właśnie tak rozpoczyna się, opowiadana w trzech planach czasowych, bardzo udana adaptacja tragifarsy Gabrieli Zapolskiej.

Pięć lat minęło od "Ślubów panieńskich" Filipa Bajona, co tylko kazało wzmocnić czujność przed seansem "Pań Dulskich". Reżyser i scenarzysta szybko i umiejętnie rozwiał jednak wątpliwości - jego najnowszy film jest bardzo zabawny, dobrze nakręcony, wypełniony celnymi, ciętymi uwagami na temat współczesnego kina i zdaje egzamin nawet jako intryga kryminalna.

Na dobry efekt końcowy wielki wpływ ma znakomita obsada. Nawet dziecięce aktorki, często bywające w polskim kinie problemem, robią świetne wrażenie. Prym wiedzie jednak szarżująca nestorka rodu Dulskich, w którą wciela się Krystyna Janda. "Panie Dulskie" to naprawdę udane, lekkie kino.

Ocena: 4/6



"Panie Dulskie", komedia obycz., Polska 2015, 90 min., reż. Filip Bajon, występują: Krystyna Janda, Katarzyna Figura, Maja Ostaszewska, Władysław Kowalski, Mateusz Kościukiewicz

Mama Tina

Prawdziwa historia Christiny Noble, czyli kogoś, kto nie mógłby bardziej zasłużyć na swoje nazwisko (jego tłumaczenie na polski brzmi: "Szlachetna"). Noble miała potworne dzieciństwo, los nie oszczędzał jej też w latach dorastania. Irlandka tym bardziej odczuwała potrzebę pomagania biednym sierotom. Wiedziona tajemniczym snem, w 1989 r. przybyła do Wietnamu, by działać na rzecz tamtejszych bezdomnych dzieci, nazywanych "pyłem życia".

Dramat biograficzny Stephena Bradleya ("Boy Eats Girl") skacze po trzech planach czasowych, ale wszystkie trzy historie są wciągające i poruszające. W najstarszą wersję protagonistki wciela się żona Bradleya i pomysłodawczyni filmu, a prywatnie przyjaciółka Noble, Deirdre O'Kane ("Intermission"), ale chyba jeszcze lepszą robotę wykonuje nastoletnia Christina, czyli znana z serialu "Dom grozy" Sarah Greene. O'Kane dostała irlandzką nagrodę filmową za najlepszą rolę pierwszoplanową, Greene za drugoplanową. Występujące w filmie wietnamskie dzieci to byli i obecni podopieczni fundacji Noble.

"Mama Tina" skrzy się też od dobrych dialogów i ciętych ripost. Cynicy mogą twierdzić, że film bezwstydnie stawia pomnik tytułowej, niemożliwie niezłomnej bohaterce. Tylko co, jeśli wszystko wskazuje na to, że Noble naprawdę taka jest? Podobno po zobaczeniu scenariusza poprosiła o zmianę zaledwie dwóch linijek - uznała, że nie mogłaby wyrazić się w taki sposób, jak w tekście.

Ocena: 4/6



"Mama Tina", biograficzny, dramat, Wielka Brytania 2014, 100 min., reż. Stephen Bradley, występują: Deirdre O'Kane, Sarah Greene, Brendan Coyle, Liam Cunningham, Ruth Negga, Nhu Quynh Nguyen, Mark Huberman

Marsjanin

Uznany za zmarłego astronauta Mark Watney (Matt Damon) musi nauczyć się przetrwania na Marsie - przynajmniej dopóki nie zdoła nawiązać łączności z NASA i załatwić sobie podwózki na Ziemię. Debiutancka powieść Andy'ego Weira, którą na scenariusz przerobił Drew Goddard ("Dom w głębi lasu", "World War Z"), pochwalić się mogła podobno sporą zgodnością z faktyczną wiedzą naukową. Niestety, w najnowszym filmie Ridleya Scotta nie jest nam dane się o tym przekonać - przeciętny zjadacz chleba nie ma szans nadążyć za magicznymi formułkami, wygłaszanymi przez bohaterów. Oni chyba też nie są do końca pewni swojej edukacji, bo dużo bardziej pewni wydają się, gdy wygłaszają znacznie prostsze formułki w rodzaju: "zrobiłem obliczenia, wszystko się zgadza!" lub "zastosuję na tym w cholerę nauki!".

Przez ekran przemyka plejada gwiazd (Jeff Daniels, Chiwetel Ejiofor, Michael Pena, Sean Bean, Kate Mara czy Kristen Wiig), przez co większość pozostaje zupełnie niewykorzystana. Donald Glover gra młodego uczonego, którego miejsce jest w sitcomie. To najbardziej denerwujący filmowy naukowiec od czasu pamiętnej pary z "Pacific Rim". Trudno też przymknąć oko na fakt, że w porzuconego na obcej planecie astronautę wciela się Damon, a wypatrującą go koleżankę po fachu odgrywa Jessica Chastain. W pewnym momencie naprawdę podejrzewałem, że cały film okaże się jedną wielką zgrywą i prequelem "Interstellar".

To może być niespodzianka, ale "Marsjanin" okazał się komedią. Poprawiającym humor filmem o wesołym astronaucie, którego pogody ducha nic nie jest w stanie złamać. Cóż, może za bardzo przyzwyczaiłem się do ponurych science fiction o popadających w depresję, samotnych zdobywcach kosmosu. "Marsjaninowi" wytknąć można wiele: brak emocji towarzyszących "Grawitacji" czy brak ambicji "Interstellar" oraz takie niemożliwe bzdury jak relacjonowana na żywo w telewizjach całego świata misja ratunkowa. Jako luźna i sympatyczna przygoda w kosmosie film sprawdza się jednak nieźle i pozwala miło bawić się w kinie.

Ocena: 3/6



"Marsjanin", akcja, Sci-Fi, USA 2015, 140 min., reż. Ridley Scott, występują: Matt Damon, Kristen Wiig, Jessica Chastain, Jeff Daniels, Kate Mara, Michael Pena, Sean Bean, Sebastian Stan

Przeczytaj książkę, na podstawie której powstał film "Marsjanin". Ebook dostępny na publio.pl >>

Wizyta

Na Ziemię przybyli kosmici. I co dalej? To pytanie stawiały dziesiątki blockbusterów. Tyle że tym razem stało się to... "naprawdę". W tym fałszywym dokumencie twórca zbiera przedstawicieli bardzo poważnych rządowych i pozarządowych agencji naukowych, politycznych a nawet wojskowych, którzy muszą udawać, że kontakt z obcą cywilizacją naprawdę został nawiązany i symulować jego przebieg.

Jaki komunikat zostanie przekazany społeczeństwu? Jaka taktyka w rozmowach z kosmitami zostanie przyjęta? Kto będzie wyznaczony do ich prowadzenia? To niezwykle interesujące kwestie, które dokumentalista Michael Madsen (nie mylić z tak samo nazywającym się aktorem) w "Wizycie" rozwija. Każdy na pewno będzie miał też mnóstwo pytań, które w filmie Duńczyka poruszone jednak nie zostaną.

W najlepszych momentach (m.in. scena opracowywania oficjalnego komunikatu dla społeczeństwa) "Wizyta" jest naprawdę świetna. Jeszcze więcej mówi o ludziach, niż o obcych. W najsłabszych momentach film przypomina jednak jedno z wielu fabularnych, niskobudżetowych science fiction. Madsen się czasem zagalopowuje. Wtedy oglądamy dorosłych ludzi, niczym malutkie dzieci bawiących się w grę "kowboje kontra obcy". Nie o to miało tutaj chodzić.

Ocena: 3/6



"Wizyta", dokumentalny, Finlandia, Dania 2014, 85 min., reż. Michael Madsen

Chemia

Lena (Agnieszka Żulewska, "Bejbi blues", "Demon") rzuca pracę, w scenie zawieszonej między komedią romantyczną a "Miastem 44" podrywa na parkingu Benka (Tomasz Schuchardt, "Jesteś bogiem", "Miasto 44") i rusza z nim w tango. Od dawna nęcony myślą o samobójstwie Benek odkrywa przy niej radość życia, ale nie wie jeszcze tego, co wiedzą widzowie - Lena ma raka. I nie ma ochoty na podjęcie leczenia.

Inspirowana historią założycielki fundacji Rak'n'Roll Magdaleny Prokopowicz i nakręcona przez wdowca po niej, debiutującego Bartosza Prokopowicza, "Chemia" to film podzielony na dwie części. Pierwsza, słoneczna, łączy choreografię teledysków Lady Gagi z onirycznym romantyzmem "Dziewczyny z lilią" i kiczem Paulo Coelho. Druga, depresyjna, krzyżuje nowoczesne standardy opowiadania o umieraniu z najgorszymi tradycjami polskiego kina.

Część radosna jest zdecydowanie bardziej udana i opowiada na pytanie: co by było, gdyby Jan Komasa nakręcił średnio udaną komedię romantyczną? Aktorzy są tu zmuszani do wygłaszania kwestii, które - gdy są mówione z najmniejszą nutką fałszywości - wywołują zgrzytanie zębów. Żulewskiej nie zawsze udaje się trafić w odpowiednią tonację. Dużo lepiej wypada w części smutnej. Świetny jest za to drugi plan (Danuta Stenka, Eryk Lubos). Pełniące funkcję przerywników animacje nie są złe, tyle że są po prostu zbędne. "Chemia" ma w sobie coś świeżego i interesującego, ale nie jest to film udany, a w drugiej godzinie dość mocno męczący. Szkoda straconej szansy, ale części widzów pewnie się spodoba.

Ocena: 2/6



"Chemia", dramat, Polska 2015, 95 min., reż. Bartosz Prokopowicz, występują: Agnieszka Żulewska, Tomasz Schuchardt, Eryk Lubos, Danuta Stenka, Anita Jancia, Adam Woronowicz

Praktykant

70-letni emerytowany wdowiec nie umie znaleźć sobie miejsca w pustym domu. Ben (Robert De Niro) próbuje każdego hobby, dopóki nie wpada na pomysł powrotu do aktywności zawodowej. Postanawia zgłosić się do programu stażowego dla seniorów w rozkręconym przez młodą gwiazdę biznesu start-upie. Internetowy sklep z ciuchami Jules (Anne Hathaway) osiągnął niespodziewany sukces, którego rozmiary zaczęły ją przytłaczać. Do kłopotów służbowych dochodzą problemy z niewieściejącym mężem. Czy bogate doświadczenie niechcianego przez Jules Bena może być dla niej wybawieniem?

"Praktykant" to pierwszy od sześciu lat film Nancy Meyers ("Czego pragną kobiety", "Lepiej późno niż później"), specjalizującej się w ciepłych komediach, które humorem nie grzeszą, ale, po prostu, bardzo przyjemnie się je ogląda. Nie inaczej jest w początkowych minutach najnowszego dzieła Meyers, zwłaszcza że Hathaway wygląda świetnie, a De Niro robi znakomite wrażenie w roli ostatniego szarmanckiego mężczyzny na Ziemi. Nie sposób go nie polubić.

Może i autorce udaje się przemycić kilka trafnych (i nieodkrywczych) uwag na temat kobiet mężniejących kosztem niewieściejących facetów, ale film ciągnie zdecydowanie zbyt długo jak na swój ubogi scenariusz. Druga połowa "Praktykanta" (seans trwa dwie godziny!) dłuży się niemiłosiernie, a widzowi robi się niedobrze od kolejnych chochel cukru, wpychanych mu do gardła przez Meyers. Jeśli macie ochotę na zabawny film o niewolniczej pracy, lepiej sięgnijcie po "Stażystów".

Ocena: 2/6



"Praktykant", komedia, USA 2015, 120 min., reż. Nancy Meyers, występują: Robert De Niro, Anne Hathaway, Rene Russo Adam DeVine Nat Wolff Anders Holm Adam DeVine Andrew Rannells Reid Scott

Pod elektrycznymi chmurami

Najnowszy film Aleksieja Germana Jr. ("Garpastum", "Papierowy żołnierz") to kilka przecinających się historii, podzielonych na siedem rozdziałów, połączonych wspólną metaforą Rosji jako niedokończonego wieżowca, który należałoby rozebrać - przeszłość miesza się tu z przeszłością nie tylko w filozoficznych perorach bohaterów, ale też na płaszczyźnie akcji dramatu (występowanie duchów, obecność robota w starym domu) i w niechronologicznej metodzie montażu.

Autor zrobił wiele, żeby spróbować przesłonić widzom najważniejszy fakt, od którego jednak można odwracać wzrok co najwyżej przez kilkanaście minut - "Pod elektrycznymi chmurami" to, poza chwilowymi wyjątkami, film przeraźliwie nudny, bełkotliwy i mało odkrywczy. Jedyne, co zasługuje na uwagę, to zdjęcia, za które film uhonorowano Srebrnym Niedźwiedziem na ostatnim Berlinale. Nie są na tyle dobre, by skazywać się dla nich na prawie dwuipółgodzinną katorgę.

Na uroczystej premierze filmu German Jr przypominał, że jego obraz to koprodukcja rosyjsko-ukraińsko-polska i cieszył się, że w tych trudnych czasach możliwe jest porozumienie ponad podziałami. Twórca "Pod elektrycznymi chmurami" mówił, że kultura zawsze pozostanie ostatnią płaszczyzną porozumienia. To słowa warte zdecydowanie więcej od całego filmu.

Ocena: 1/6



"Pod elektrycznymi chmurami", dramat, Polska, Rosja, Ukraina 2015, 135 min., reż. Aleksey German, występują: Louis Franck, Merab Ninidze, Viktoria Korotkova, Chulpan Khamatova, Viktor Bugakov, Karim Pakachakov, Konstantin Zeliger, Anastasiya Melnikova

Więcej o:
Skomentuj:
Matt Damon na Marsie w filmie Ridleya Scotta, starcie Krystyny Jandy i Katarzyny Figury w filmie Filipa Bajona [NA CO DO KINA]
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX