"Szwedzki system społeczny się skończył. Czas na zmiany". Ewa Fröling o filmie "Obce niebo" [WYWIAD]

- Nie miałam wcześniej szansy grać kogoś takiego. Gorzkiej, podstarzałej kobiety, posłusznej służebnicy systemu socjalnego - mówi o swojej roli w filmie "Obce niebo" Fröling, szwedzka modelka i aktorka, która nadal kojarzona jest z ?Fanny i Alexander" Ingmara Bergmana. "Obce niebo" w kinach 16 października.
Ewę Fröling od piątku będzie można oglądać w "Obcym niebie" Dariusza Gajewskiego. W filmie wciela się w urzędniczkę, która w imię systemu chce odebrać córkę Ulę (Basia Kubiak) polskim rodzicom (nagrodzona za najlepszą rolę kobiecą w Gdyni Agnieszka Grochowska, Bartłomiej Topa) i oddaje rodzicom zastępczym.

Polakom na emigracji kino przygląda się rzadko. Skandynawia to raj? >>

Dla wielu widzów Fröling pozostanie na zawsze Emilie z "Fanny i Alexander" Ingmara Bergmana. W nagrodzonym Oscarem szwedzkim filmie wystąpiła jako dwudziestokilkulatka, a jej warsztat i uroda zachwyciły cały świat. Ponad trzydzieści lat później nie ma do mediów pretensji, że wciąż przedstawiają ją jako "aktorkę Bergmana". Błyskotliwa, zdecydowana i niezwykle atrakcyjna, żałuje tylko, że dla aktorek po sześćdziesiątce nie ma w Szwecji więcej pracy. Bo Fröling ma apetyt na międzynarodową karierę.

Anna Tatarska: Co wydało się pani najbardziej interesujące w "Obcym niebie"?

Ewa Fröling: Chyba moja postać, bo nie miałam wcześniej szansy grać kogoś takiego. Gorzkiej, podstarzałej kobiety, posłusznej służebnicy systemu socjalnego. Zasady są dla niej świętością. Takich urzędników jest w Szwecji całkiem sporo. Trzymają się zasad za wszelką cenę, by uniknąć emocjonalnego zaangażowania w prowadzone sprawy. I efekty takiego podejścia są bardzo różne.



Trudno było pani zagrać taką zimną, służbistą postać?

Nie, bo patrzyłam na nią z zewnątrz. Jak na obiekt, obraz. Dla mnie praca nad postacią zaczyna się od "ustawienia". Czasami dosłownie - od znalezienia dla niej odpowiednich butów. To determinuje krok, postawę, punkt widzenia. Poza tym ten film pokazuje, że nie zawsze najlepszym rozwiązaniem jest przestrzeganie zasad. W końcu nie jesteśmy maszynami. Czasami trzeba zaufać swojej intuicji, zrobić coś na fali emocji. Zaufać sobie i skoczyć.



Uważa pani, że "Obce niebo" realistycznie pokazuje szwedzki system socjalny? Wielu Polaków decydując się na emigrację do Szwecji, właśnie opiekę państwa wymienia jako jeden z powodów zamieszkania w tym kraju. W filmie pokazany jest on raczej jako broń obosieczna.

Niestety, proces ograniczania kontroli rodzicielskiej w Szwecji potrafi wyglądać tak, jak na ekranie. Słyszy się tu o wielu okropnych sytuacjach, jakie wynikają z ograniczeń naszego systemu - tego samego, który wiele Państwa zagranicznych traktuje jako wzór. Wydaje im się, że mamy nad sobą tarczę, która pomaga i chroni, kiedy tylko mamy gorszy czas. Ale tak już nie jest.

"Obce niebo". Czy państwo może ingerować w życie rodziny? Te pytania zdają sobie nie tylko Polacy w Szwecji >>

Ten system powinien zostać zweryfikowany, trzeba go odświeżyć. Jego struktura jest na pewnym poziomie bardzo niebezpieczna. Funkcjonariusze opiekujący się rodzinami maja ogromna władzę, ale niewystarczająco dba się o to, by zachowali człowieczeństwo. Stają się urzędnikami w służbie, tracą ludzki pierwiastek, tak, jak moja bohaterka. Jej się wydaje, że to dziecko [polskich imigrantów] jest źle traktowane w domu. Ale to jej wyobrażenie, oparte na doświadczeniach, nie racjonalny osąd. Ale wystarczający, by wprawić machinę w ruch.

Jaki stosunek do tego systemu mają szwedzkie media?

Nie są bezkrytyczne, ale poruszają się głownie po powierzchni. Mnie się wydaje, że Szwecja powoli dąży w stronę poważnego kryzysu. Mamy wiele problemów - bezrobocie, imigracja... Tak jak mówiłam, system socjalny był przez lata takim filarem szwedzkiej wolności. Ale dziś te nogi nie są już tak stabilne.

Film opowiada o rodzinie polskich imigrantów w Szwecji. Mówi pani, że imigracja to jeden z narastających problemów waszego kraju. Co dokładnie ma pani na myśli?

Nie mam nic przeciwko imigrantom, a sytuacji, w jakiej się znajdują po przybyciu do Szwecji. Ludzie mogą bardzo łatwo dostać się do kraju i mieszkać tu przez lata bez zgłoszenia się do władz, bez regulacji prawnych, pracy, bez niczego. Mnie się wydaje, ze to jest bardzo niebezpieczna sytuacja, dlatego, że wszyscy potrzebujemy w życiu celu, znaczenia. Jako ludzie działamy w trybie zadaniowym i bez pracy, która tę potrzebę reguluje, trudno jest funkcjonować. Wielu wydaje się, że Szwecja jest rajem, ale to miraż.

Mam wrażenie, że nie jest pani zbyt wielką fanką szwedzkiej mentalności. Dlaczego?

W Niemczech mogę zgłosić uwagę - na przykład "niezbyt podobają mi się te buty" - na planie sesji, a stylistka od razu zaoponuje. Wytłumaczy mi, dlaczego mam w nich zostać. I ja już nie protestuję - bo jej ufam, wiem, że się zna na tym, co robi. Lubię takie podejście. W Szwecji od razu ktoś zacząłby szukać dla mnie nowej pary. Szwedzi są dla mnie zbyt asertywni. Cały czas zadają pytania, do znudzenia upewniają się, czy wszystko gra. Chcą wszystkim dogodzić. Tak jakby brakowało im pewności siebie. Mnie się podoba to, jak jest za granicą - że trzeba naprawdę ciężko pracować, żeby utrzymać się na szczycie. Tu można po prostu płynąc z prądem. Wiem, że jestem w swoich opiniach dość bezpośrednia, ale mam 63 lata, i widziałam wiele rzeczy. Jest jak jest.

Szwecja postrzegana jest jako kraj postępowy, liberalny. Jak wygląda sytuacja kobiet, a szczególnie starszych aktorek w szwedzkiej branży filmowej?

Jest... nijaka. Obojętna. Tak bym to ujęła. Patrzę na kobiety w moim wieku w innych krajach - Helen Mirren czy Catherine Deneuve. Utalentowane, dojrzałe, inteligentne aktorki, które wciąż dostają ciekawe role. Ale nasza rodzima branża jest bardzo nakierowana na młodość. Jeśli aktorka w moim wieku dostaje większą role, to albo jest to postać samotnej, porzuconej kobiety w depresji, takie "resztki", albo ktoś kompletnie wyzuty z seksualności. Z mojego punktu widzenia szwedzkie kino nas nie ceni.

Myślała pani kiedyś, żeby po prostu wziąć sprawy w swoje ręce? I zająć się na przykład reżyserią?

Jak dotąd reżyserowałam tylko małe projekty. Mam wielka nadzieję do tego wrócić. Ale w tym momencie moim priorytetem jest praca zagranicą. Chcę wyrabiać sobie kontakty, podróżować. Potrzebuję pracować z zaangażowaną ekipą. Oprócz aktorstwa zajmuję się też modelingiem i dostaję dużo zleceń zza granicy. Kilka lat temu na przykład robiłam we Włoszech dużą sesję zdjęciową z Maxem Cardelli, niedawno wróciłam z Hamburga, gdzie pozowałam dla "Brigitte", dużego niemieckiego magazynu. Z takich współpracy wynikają potem następne. Mam nadzieję, że ktoś za granicą zobaczy "Obce niebo" i zaproponuje mi pracę, bo takie nieróbstwo, jakie nie z własnego wyboru uprawiam, to piep***** marnacja talentu. Mam wrażenie, że ten kraj jest dla mnie za mały...

Podobała się pani praca z polską ekipą?

Od razu pojawiła się między nami dobra chemia, jakiś rodzaj organicznego wręcz porozumienia. To było całkiem inne doświadczenie niż praca na szwedzkim planie, gdzie wszystko musi być jak spod linijki, a wszyscy prześcigają się w byciu dyplomatami. Nudy. A tu było i ryzyko, i eksperymenty - niesamowita energia!

Uwielbiałam to emocjonalne napięcie, otwartość na nieznane. Dla mnie to była wymarzona sytuacja, bo jestem jak samochód z turbo przyspieszeniem: od zera do stu na godzinę w kilka sekund. U Dariusza i z Agnieszką u boku mogłam się tak rozpędzać. W świecie filmu jest wiele par reżysersko-aktorskich, to zdaje się być naturalny schemat w tej branży. Takim parom jest trudno, bo w grę wchodzi wiele silnych, emocji. Na planie bywa gorąco, bo przecież oni się kochają, a funkcjonują w relacji nie jest do końca demokratycznej [Agnieszka Grochowska jest prywatnie żoną reżysera Dariusza Gajewskiego]. Ale Agnieszka i Dariusz radzą sobie w tej sytuacji doskonale.

Nie lubi Pani na planie nudy - czego jeszcze?

Najmniej przyjemnie pracuje się z reżyserami, którzy nie traktują swojej pracy jako pasji czy misji, a jako trampolinę do kariery i sławy. Oni nie rozumieją, na czym polega dusza aktorstwa, które wysysa energię, wymaga skupienia. Trzeba być w pełni obecnym w każdej chwili nagrania... Robię to od 42 lat i wiem, jak bardzo jest to trudne.

33 lata temu zagrała pani jedną z głównych ról w "Fanny i Alexander" Ingmara Bergmana. Denerwuje panią, że po dziś dzień ten film jest pierwszym skojarzeniem, jakie pojawia się na dźwięk pani nazwiska?

Nie, bo Szwecja to mały kraj, z ograniczoną produkcją filmową. Nic dziwnego, że ludzie kojarzą tylko nazwiska mistrzów. Poza tym ja wiem swoje - nakręciłam ponad 50 fabuł, odniosłam duży sukces w komedii. Występuję w teatrze, bywam gościem w telewizji. Mnie to ciągłe nawiązywanie do Bergmana nie denerwuje, bo rola Emilie była dla mnie biletem do kariery. I po dziś dzień otwiera drzwi.

"Obce niebo" w kinach już 16 października.

Więcej o:
Komentarze (1)
"Szwedzki system społeczny się skończył. Czas na zmiany". Ewa Fröling o filmie "Obce niebo" [WYWIAD]
Zaloguj się
  • episkopatszatana777

    0

    No nie wiem, na podstawie własnych doświadczeń mogę powiedzieć, że rodzice traktujący dom jak państwo w państwie są niebezpieczni. Moi starzy powinni stracić prawo do opieki już wtedy, kiedy byłem w podstawówce, ale nikt nie reagował. Jeśli już, to tylko po to, żeby dowalić mojej starej, która sobie narobiła wrogów, albo na odwrót, maltretowali mnie ludzie z jej sekty. Wolałbym być szarym człowieczkiem uratowanym przez system, niż żyć na widelcu w permanentnym Silent Hill. Polecam Dom i Dom 2 Miszkurki i Kreczmara, oczywiście w dobrym towarzystwie ludzi, którzy wiedzą, co robią. Niesamowite przeżycie, mission impossible/horror dla pracowników opieki społecznej. To nie żarty, bez pomocy uprawnionych do działania funkcjonariuszy państwowych to skazanie wielu dzieciaków na życie w piekle za fasadą normalności. Dziecko alkoholika to co innego, wiadomo od razu, a reszta to same przypadki 39.

    A nie obchodzi mnie to wasze obce niebo, odpowiedź na lęki polskich widzów ge erowane przez księdza tracącego kontrolę nad owkeczkami. To wzmacnianie stereotypu i potwierdzanie słuszności przeżyć widza, tchórzostwo twórców i chciwość producent?w. Bądźcie proklaci, a kysz.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX