Poznajcie Hana Solo, pilota rakiety "Tysiącletni Sokół". Gazety PRL-u o "Gwiezdnych wojnach"

Jerzy Prokopiuk,

Jerzy Prokopiuk, "Chłopiec wśród potworów, czyli film gnostycki" - artykuł magazynu "Film" z 1983 r. (Fot. Gazeta.pl)

Myśleliście, że wiecie o Hanie Solo już wszystko? Zaraz wam udowodnimy, że nic nie wiecie. Tuż przed premierą "Gwiezdnych wojen: Przebudzenia mocy" zajrzeliśmy do bibliotecznych archiwów w poszukiwaniu starych artykułów - z przełomu lat 70. i 80. O czym? O "Gwiezdnych wojnach" rzecz jasna.
*** Kliknij w zdjęcie, żeby zobaczyć fragment archiwalnego tekstu w większej rozdzielczości ***

Zacznijmy od tego, kto jest kim w "Gwiezdnych wojnach". Po pierwsze: Luke Skywalker, 20-letni chłopiec z farmy na planecie Tatooine, którego nazwisko powinniście tłumaczyć jako "Podniebny wędrowiec".


"Filmowy Serwis Prasowy", 16-28 lutego 1979


Dalej mamy Hana Solo, pilota rakiety "Tysiącletni Sokół", przemytnika, ale też "szlachetnego awanturnika".


"Filmowy Serwis Prasowy", 16-28 lutego 1979


Poznajcie wreszcie R2D2, a raczej: Artoo-Detoo, niewielkich rozmiarów robota "obdarzonego kompleksową pamięcią", który "komunikuje się ze swym towarzyszem językiem cybernetycznym".


"Filmowy Serwis Prasowy", 16-28 lutego 1979


Aha, i nie zapominajcie przywitać się z Benem (Obi-Wanem) Kenobim, czyli "znanym w galaktykach" kawalerze Rycerzy Jedi, który jako ostatni "włada duchową Mocą, niszczącą nieprzyjaciela".


"Filmowy Serwis Prasowy", 16-28 lutego 1979


"Wszystkim szczęki opadły"

Sława "Gwiezdnych wojen" błyskawicznie rozprzestrzeniła się za żelazną kurtyną - rok 1977 był przełomowy dla światowego kina. Wtedy na ekrany weszły dwa ważne filmy - "Gwiezdne wojny" i "Bliskie spotkania trzeciego stopnia". Także w Polsce, choć - rzecz jasna - z poślizgiem. Jak po latach opowiadali ci, którzy tamte czasy pamiętali, władze wstrzymały zakupy filmów artystycznych i same promowały komercję, a publiczność chętnie przystała na ten układ, bo na filmach rozrywkowych można było na chwilę oderwać się i od polityki, i od szarej peerelowskiej codzienności.


"Era komiksu", "Film", 1979, nr 47 / Fot. Gazeta.pl


- Za sprawą Stevena Spielberga i George'a Lucasa wszystko się zmieniło - wspominał Andrzej Pągowski, malarz, grafik i plakacista. - Na ekran wpłynęły te wielkie statki kosmiczne i wszystkim opadły szczęki. Zaczęła się pogoń za efektami specjalnymi, zabawa w kino.

Media pisały wówczas o "nowej kinomanii", "nowej widowiskowości", a przede wszystkim o "kinie nowej przygody" - ten ostatni termin zachował się do dziś. Za jego głównego propagatora uznaje się legendarnego krytyka Jerzego Płażewskiego.


Jerzy Prokopiuk, "Chłopiec wśród potworów, czyli film gnostycki", "Film", 1983, nr 24 / Fot. Gazeta.pl


Moda na "Wojnę gwiazd"

Gdzie publiczność odlatywała w kosmos? W warszawskim kinie Relax, gdańskim Leningradzie, poznańskim Słońcu czy katowickim Spodku - to w tych miejscach dochodziło do szturmu publiczności i to tam w pierwszej kolejności można było zobaczyć "Gwiezdne wojny".

Sukcesu produkcji Georga Lucasa rzecz jasna nie mogła nie odnotować ówczesna prasa, a także Polska Kronika Filmowa, która obwieszczała "modę kosmiczną" inspirowaną filmem o tytule... "Wojna gwiazd":



Jakiś czas potem "Filmowy Serwis Prasowy" określił go "fenomenem socjologicznym", a zarazem znakomitą odpowiedzią na "przygnębiający obraz rzeczywistości", jaki wyłaniał się z kina tamtych czasów. Furorę robiły "walki na laserowe miecze", zainteresowania wzbudzała "człekokształtna małpa Chewbacca", nowinką technologiczną był wtedy "system dźwięku stereofonicznego Dolby", a także szeroko zakrojona akcja sprzedażowa i marketingowa, choć nieporównywalna z tą, jaka towarzyszyła "King Kongowi" z 1976 roku.

"FSP" w 1979 r. odnotował, że na potrzeby filmu zaprzęgnięty został "cały przemysł zabawkarski". Co to znaczyło wtedy? Autor notki wylicza: stroje, figurki, zegarki, ale też - uwaga, rewelacja - bawełniane podkoszulki.


Jerzy A. Rzewuski, "Recepta na superszlagier", "Film", 1983, nr 22 / Fot. Gazeta.pl


"Gadgety bardziej skomplikowane niż ludzie"

Zarzuty ówczesnej prasy? Oczywiście padały. W tym hasło "dehumanizacji" czy argument o "dziecinnym nadużywaniu gadgetów, które są tu bardziej skomplikowane niż ludzie". Złowrogi wątek imperialny? Proszę bardzo, gdzieś tam u Andrzeja Kołodyńskiego - w opracowaniu tekstu z "Newsweeka" - pobrzmiewa: "(...) okazało się, że właśnie na taki film wszyscy czekali - na róg obfitości pomysłów i radosnego optymizmu jako antidotum na niepewność, strach, cynizm i trudności, w jakich pogrążone jest amerykańskie kino i amerykańska rzeczywistość od lat chyba dziesięciu".


"Powrót widzów", z Wiktorem Krasowickim rozmawiał Bogdan Zagroba, "Film", 1983, nr 18 / Fot. Gazeta.pl


A może list do Marka Hamilla? W tym temacie prasa PRL-u też przychodziła z pomocą...


"Portret na życzenie. Mark Hamill", "Film", 1983, nr 25 / Fot. Gazeta.pl


... "Świat Młodych" znowu radził, jak mądrze zbierać fotosy:


"Poryw serca czy głowy" i sylwetka Marka Hamilla, "Świat Młodych", numery z lat 80. / Fot. Gazeta.pl


Świetnie, tylko skąd właściwie cały ten sukces "Gwiezdnych wojen"? Bolesław Michałek w "Kinie" z 1978 roku zauważył, że nie chodziło przecież tylko o to, że było w nich "dużo ruchu, dziania się, dużo zmiennych sytuacji, niezwykłości", a nawet "zdjęć trikowych" (czyli efektów specjalnych). Chodziło o prostotę.

"W swojej prymitywności są te filmy tak naturalne, tak czyste i bezbronne, że stanowi to ich autentyczny wdzięk" - donosił Michałek, a już pięć lat później konkurencyjny "Film" ogłosił, że wymyślona przez Lucasa "historia walki dobre ze złem w odległej galaktyce" na stałe zapisała się w dziejach kultury masowej.


Bolesław Michałek, "Nie jesteśmy sami", "Kino", maj 1978 / Fot. Gazeta.pl


Spoilery w tamtych czasach też się zdarzały. "Powrót Jedi" dopiero rozpoczynało swój triumfalny pochód przez europejskie kina, prasa donosiła, że zgarnął już przeszło 70 mln dolarów i pobił rekord "E.T." Stevena Spielberga, ale wszystkich fanów nurtowało tylko jedno pytanie: co dalej z tercetem tworzonym przez Hana Solo, księżniczkę Leię i Luke'a Skywalkera.

"Przede wszystkim Luke Skywalker i księżniczka Organa to brat i siostra - donosi redakcja "Filmu" z 1983 roku - Tajemnicę zdradził francuski tygodnik >>Cine Revue<<, podajemy więc fakty nie na swoją odpowiedzialność".


"Wszystko o kosmicznym rodzeństwie", "Film", 1983, nr 31 / Fot. Gazeta.pl


Ach te recenzenckie manipulacje!

Ale przecież nie tylko o sukces marketingowy i rozmach realizacyjny tutaj chodziło. Wacław Sadkowski na łamach "Filmu" z 1983 r. z rozbrajającą szczerością przyznaje, że z recenzją "Imperium kontratakuje", którą redakcja zamówiła u niego już dawno, zwleka "wprost nieprzyzwoicie", a najchętniej w ogóle by z niej zrezygnował.

"Niech mi posłuży za usprawiedliwienie - pisze Sadkowski - że film Lucasa-Kershnera bije i tak rekordy popularności (...), a widownia wypełniona jest niemal wyłącznie przez publiczność młodocianą (...), w największym chyba stopniu uniezależnioną od recenzenckich rekomendacji i >>manipulacji<<".

No cóż, przynajmniej pod tym względem niewiele się zmieniło. Za dwa tygodnie sale kinowe, jak przed kilkoma dekadami, znów przeżyją prawdziwe oblężenie "młodocianej widowni" i to mimo "recenzenckich manipulacji".

Jesteś fanem "Gwiezdnych Wojen" na dużym ekranie? Może przeczytaj też książkę? Sprawdź tutaj >>



Zobacz także
  • Kadr ze zwiastuna filmu "Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy" Nowe "Gwiezdne wojny" jako komedia romantyczna? Proszę bardzo, oto zwiastun!
  • Harrison Ford i fani wspierający przedsięwzięcie Star Wars. Force for Change Harrison Ford zaskoczył fanów "Gwiezdnych wojen". Zapamiętają to na długo
  • Plakaty z bohaterami "Gwiezdnych wojen: Przebudzenia mocy" Koniec "Gwiezdnych wojen"? Dziennikarz "Wired": Wy już go na pewno nie dożyjecie
Komentarze (129)
Poznajcie Hana Solo, pilota rakiety "Tysiącletni Sokół". Gazety PRL-u o "Gwiezdnych wojnach"
Zaloguj się
  • mydeer

    Oceniono 779 razy 737

    Piękny język, wspaniały zasób słownictwa. Nieścisłości wywołane słabym dostępem do materiałów i, dużo większą wówczas, barierą językową, można wybaczyć zwłaszcza, że nie zakłamują rażąco fabuły. Są i smaczki: sformułowanie "kawaler Rycerzy Jedi" jest fantastyczne i dużo bliższe oryginałowi niż po prostu "rycerz", bo lepiej oddaje zakonny charakter organizacji (Jedi Order przecież). Ogólny poziom? Niedościgniony dla większości dzisiejszych pismaków.

    Aaa, rozumiem... To wy chcieliście się ponabijać z głupich komunistycznych redaktorków...

  • Pawel Brzana

    Oceniono 257 razy 241

    Jak pięknie opisane w języku polskim a nie śmieciopoishenglish, współcześni dziennikarze mogą się uczyć takiego doboru słów.

  • ate7ier

    Oceniono 151 razy 141

    Pamiętam jak pod koniec lat '70-tych rodzice zabrali mnie (8 latka) na ten film - cała sala dzieci i młodzieży w kinie Moskwa. Prezentowana tuż przed filmem Polska Kronika Filmowa pokazała relację z fabryki Stomil gdzie produkowano prezerwatywy marki Eros-olex. Nie tylko moi rodzice musieli się nagimnastykować żeby wytłumaczyć co to jest i do czego służą baloniki o tak dziwnej nazwie... Oczywiście pytania o eros-olex przeplatały się z pytaniami o zasadę działania miecza świetlnego ;-)

  • panicattack

    Oceniono 143 razy 117

    Małpy rzucające gównem w poetów i filozofów... przepaść pomiędzy dziennikarstwem wtedy i dziś. Ale śmiesznie, beka dużo lajków i w ogóle...

  • saves

    Oceniono 89 razy 85

    Do dziś pamiętam jak siedziałem z rozdziawioną gębą, gdy niekończący się niszczyciel Vadera leciał przez ekran goniąc statek ambasador Organy... Kino "Relax" w Warszawie. Najlepsze kino w Polsce w tamtych latach.

  • stary_zgredek

    Oceniono 91 razy 81

    Wojskowe kino "Kosmos" (nomen omen) w Bolesławcu. Do dzisiaj pamiętam wrażenie jakie zrobiły na mnie AT-AT. Co do artykułów z gazet z lat minionych to wam gimboredaktorzy nie wyszło. Świetny język, dobrze napisane a w roczniku takiej gazety było mniej błędów niż w przeciętnym waszym artykule ze śladami.

  • re_x

    Oceniono 93 razy 81

    "widownia wypełniona jest niemal wyłącznie przez publiczność młodocianą"-dobrze pamiętam te kolejki do kas , koników przed seansem sprzedających 5-10 razy drożej bilety ...ale wtedy nie dziwiła widownia młodociana :), po prostu było stać młodego człowieka na bilet do kina, który kosztował grosze - chyba 3 zł:)wystarczyło sprzedać z domu kilka butelek po mleku(tak, tak ..kiedyś mleko było w butelkach!).Kino było rozrywką dla mas - ogólnie dostępne, tanie i odskok od szarości i czarno- białej tv, a teraz? bilet 25 zł! to 2-3 h pracy na "minimalnej"...a nie pójdziesz sam ..kiedyś oglądałem wszystko , co było w kinie - z kolegami po seansie studiowaliśmy gablotki z fotosami - jaka następna premiera ..na niektóre filmy chodziło się po kilka razy - czasem jak na Gwiezdne wojny , Seksmisje czy np . CK Dezerterzy były problemy tylko z biletami , ale nigdy z kasą ..

  • esie

    Oceniono 73 razy 63

    Niemożliwe, artykuł bez slajdów :)

  • jack_flash

    Oceniono 63 razy 47

    Coz w latach opresji, cenzury, braku internetu, google translate, mozna bylo sie postarac i napisac dobra, zrozumiala polszczyzna. Bez performensu, lamiacych wiadomosci, na topie, wszelkich innych lamancow i doslownych tlumaczen. To tamtego poziomu dziennikarstwa GW duzo brakuje, Sorry!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX