Ryan Reynolds w brutalnym, ale i zabawnym "Deadpool". Do 5 gwiazdek zabrakło niewiele! [NA CO DO KINA]

12.02.2016 14:15
NA CO DO KINA

NA CO DO KINA (Fot. mat. prasowe/kolaż Gazeta.pl)

Tak zabawnie burzącej czwartą ścianę postaci jak Deadpool nie było prawdopodobnie od czasu... serialu "Na wariackich papierach"! Film Tima Millera to bardzo niekonwencjonalna propozycja na walentynki. Inna to "Jak to robią single" z Dakotą Johnson.
Deadpool

Deadpool robi wszystko, żeby przekonać widzów o nieprzeciętności "Deadpoola". Sukces jest połowiczny. Ironia losu, że trzeba było zakryć twarz Ryana Reynoldsa ("Klucz do wieczności", "Green Lantern", "Wieczny student"), by aktor wreszcie odnalazł rolę dla siebie. Wychodzi na to, że Reynolds wiedział, co robi, przez dekadę walcząc o produkcję. Tak zabawnie burzącej czwartą ścianę postaci nie było prawdopodobnie od czasu... serialu "Na wariackich papierach"! To z popkulturalnych odniesień i metakomentarzy protagonisty wypływa większość akcentów humorystycznych niezwykle zabawnego filmu. Poza nimi, mamy jeszcze fantazyjną przemoc. Szkoda, że cała otoczka jest jednak tkanką żywcem przeniesioną z typowego kina superbohaterskiego i gdy Deadpool chwilami robi się zbyt poważny, rozpieszczony przezeń widz zaczyna się nudzić. Do "piątki" zabrakło tu niewiele. Zdecydowanie warto.

Ocena: 4/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Jak to robią single

Alice (Dakota Johnson) tkwi w pozornie udanym związku, ale żąda od chłopaka "przerwy", by upewnić się, że nic jej nie omija. Dziewczyna zaprzyjaźnia się z szaloną imprezowiczką, Robin (Rebel Wilson), dla której najważniejsze wartości stanowią ilość wypitego alkoholu i przelecianych facetów.

Jak to robią single" to jedna z tych nowoczesnych komedii romantycznych, w których wolna miłość nikogo nie szokuje i jest znacznie mniej skomplikowana od wielkich uczuć. Bywa zabawna, mądra i prawdziwa, a przy tym zaskakująco dalece oderwana od rzeczywistości: bohaterowie bardzo wiele mówią o ciężkiej pracy, ale na gadaniu o harówie się kończy - czas w Nowym Jorku spędza się raczej na zabawie i wydawaniu pieniędzy. Chociaż przesłanie płynące z filmu jest mądre - proces formowania własnego "ja" nigdy się nie kończy a w pełni szczęśliwe zakończenia nie istnieją choćby dlatego, że życie trwa i wszystko bez przerwy się zmienia - to po seansie odnosi się zbyt silne wrażenie, że naprawdę spędziło się z jego bohaterami kawał żywota. Zdecydowanie zbyt długo. Warto, ale...

Ocena: 3/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Widzę, widzę

Debiutancka fabuła Severina Fiali i współpracownicy Ulricha Seidla Veroniki Fiali to arthouse'owe kino grozy. Gotycki horror w modernistycznym wnętrzu. Na głębszym poziomie, film traktuje o naszych obawach w kwestii braku wystarczającego kontaktu rodziców z dziećmi i dobrze owe współczesne lęki rozgrywa. Szkoda, że w końcówce twórcy chcą też zadowolić zboczeńców i delektują się obrzydliwymi, obleśnymi scenami zadawania cierpienia. Można.

Ocena: 3/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Skala szarości

Fabularny debiut Claudia Marconego to skromny melodramat, najlepiej wypadający przy próbach odmalowania charakterów bohaterów czy przedstawiania zwykłych, codziennych sytuacji i trudności, z jakimi borykać muszą się ludzie, którzy znaleźli się w ich położeniu. Duża w tym zasługa popularnego w chilijskiej telewizji Francisca Celhaya oraz Emilia Edwardsa - sympatycznych aktorów wcielających się w bohaterów "Skali szarości". Można, ale....

Ocena: 3/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Eisenstein w Meksyku

Greenaway nie uważa się za filmowca, ale za artystę. Kamień z serca, bo wykształcony na kierunku malarskim autor nie nakręcił dobrego filmu od paru dekad (albo nigdy). Jego najnowszy utwór ogląda się z większą ulgą niż "Goltziusa", ale jedyną zaletą "Eisensteina..." pozostają wysmakowane kadry i wizualne eksperymenty. Zmienne nasycenie barw i momentami wręcz teledyskowy montaż pozwalają nie nudzić się w trakcie seansu, ale nie da się ukryć, że mamy do czynienia z mało udaną i nie do końca planowaną farsą. Zdecydowanie nie warto.

Ocena: 2/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Barany. Islandzka opowieść

Początkowo, "Barany" wydają się bardzo sympatyczną opowieścią. Nie dość, że bohaterowie ewidentnie są typami tylko pozornie antypatycznymi, głęboko skrywającymi swe dobre, ciepłe serca, to jeszcze możemy pooglądać sobie urocze zwierzątka. Tyle że "Islandzka opowieść" (podtytuł polskiego dystrybutora) jest prosta, stara jak świat i nieimponująco poprowadzona. Dałoby się opowiedzieć ją w kwadrans i nikt by na tym nie stracił. Nie warto.

Ocena: 2/6



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>

Ojcowie i córki

Rozumiem zarzuty krytyków, nazywających reżysera "W pogoni za szczęściem" Nicholasem Sparksem rodzinnych dramatów, ale jego dzieła mają w sobie nieodparty urok, nawet jeśli żerują na najprostszych uczuciach. Nigdy wcześniej amerykańscy recenzenci nie oceniali jednak jego filmu tak słabo, narzekając m.in. na patetyczne, miałkie dialogi i ogólną, nieznośną ckliwość. "Ojców i córek" jeszcze nie widziałem, ale mam nadzieję, że w tych opiniach jest sporo przesady.



Całą recenzję możesz przeczytać TU >>



Zobacz także
Komentarze (15)
Zaloguj się
  • amorvertical

    Oceniono 18 razy 14

    Panie Marku,
    w zeszłym tygodniu przeczytałem szereg entuzjastycznych recenzji o filmie Planeta Singli. I tak się złożyło, że zaniosło mnie na ten film. Sorry, ale uważam, że to jest jakaś totalna kicha. Uśmiałem się jedynie na ostatniej absurdalnej scenie. Uświadamiając sobie jednocześnie że zespół scenarzystów dążąc do nagromadzenia różnych atrakcji które miały mnie rozśmieszyć/wzruszyć kompletnie zapomniał o jednym z głównych bohaterów! Dziewczyna jest zakochana w niejakim ant-menie, przyjmuje na lekcje jego dziecko, już, już wydaje się, że coś z tego będzie, ale przybywa na koniu jakiś dupek celebryta, mówi, że ją kocha i ta idzie jak w dym. To ma być happy end???? A co z tym dobrym, samotnym lekarzem poszukującym kobiety swojego życia i matki dla swego dziecka??? W dodatku tak obrzydliwie potraktowanym przez naszego dupka celebrytę? Chciałbym się dowiedzieć! Co się z nim stało??? Czy scenarzyści zostawili jakąś tajemną furtkę do Planet 2, 3 a nawet 15??? I czy te dobre recenzje na pewno były spowodowane oceną tej szmiry czy tylko usługą wyświadczoną byłemu dyrektorowi festiwalu w Gdyni, a obecnie producentowi i scenarzyście? Pozostaję w narastającym niepokoju.
    AmorV.

  • david321

    Oceniono 6 razy 4

    Faflunek, zamiast tlumaczyc na pale (fourth wall) wez lepiej poszukaj odpowiednika w jez polskim, bo wychodza Ci glupoty.

  • arcturvox

    Oceniono 13 razy 3

    jak możecie wychwalać ten psotmodernistyczny film o zbóju, nihiliście, pijaku i rozpustniku? Przecież ja widziałem na trailerze, że on Pana Boga w sercu dawno nie ma. Jakie będzie naszych dzieci chowanie na tym filmie? Oni wyjdą z kina i pójdą robić niezłą grandę; puszczą jaką muzykę "neofolkową" albo hinduską (tzw. "indie", związaną z obcą religią indyjską) i będą się gzić; no, mocarza jeszcze zażyją albo gorzej, marihuanę. Potem rosną same jedynaki, wszeteczniki, szaławiły - a pracować na Wielką Bogatą Polskę nie ma komu!

  • naz_niepoprawna

    Oceniono 9 razy -1

    Deadpool - mdli mnie na widok marvelowskich superbohaterów. Są cholernie nijacy. Przynajmniej pod sztandarami Disneya. Tu wyszło całkiem dobrze, choć jak na kilkanaście lat szarpania się o tego bohatera nie ma szału. Specjalnie nie marudzę - decydenci z Foxa dali radę, również finansowo - film bezpieczny pod względem budżetu. Coś innego niż cukierkowe postaci. 7/10 [Kupro - 4/6]

    Barany... - sympatyczna opowieść mówiąca o prostych sprawach. Nie jest to arcydzieło, film niezły. Ot tyle i aż tyle. 6/10 [Kupro - 2/5]

    Skala szarości - toporne, przegadane, wtórne, pozbawione szerszego kontekstu kino. 4/10 [Kupro - 3/6]

    Eistenstein w Meksyku - bardzo manieryczne, jałowe kino. Eistenstein się w grobie przewraca. Odradzam. 3/10 [Kupro - 2/6]

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX