Rockandroll w Berlinie

58. festiwal filmowy w Berlinie otworzy dziś dokument ?Rolling Stones w blasku świateł? Martina Scorsesego. Kojarzone z kinem politycznym Berlinale chce w tym roku udowodnić, że ma rockową duszę


"W tej edycji przyjęliśmy zasadę: mniej polityki, więcej muzyki" - deklarował parę dni temu Dieter Kosslick, szef Berlinale, który sam gra w wolnych chwilach na gitarze i saksofonie. Jak zapowiada, dzisiejsza noc ma być jedną z najważniejszych w historii festiwalu: "Kto może przewidzieć, co się stanie, jeśli na czerwonym dywanie pojawią się Mick Jagger i Keith Richards?".



Filmy o muzyce

Film Martina Scorsesego - rejestracja specjalnego koncertu Stonesów w Beacon Theatre w Nowym Jorku (wśród gości m.in. Christina Aguilera) przeplatanego ujęciami zza kulis, materiałami archiwalnymi i wywiadami - to pierwszy w historii Berlinale dokument otwierający festiwal.

Do Berlina przyjedzie m.in. Patti Smith, charyzmatyczna dama rocka znana z ostrych poglądów, która swoim koncertem uświetni premierę poświęconego jej dokumentu "Dream of Life". Gustavo Santaollala zabierze widzów w podróż po historii tanga ("Café de los Maestros") - to kolejna odsłona większego projektu Angertyńczyka popularyzującego różne odmiany tanga. W obrazie "Heavy metal w Bagdadzie" zobaczymy codzienne życie istniejącej od 2001 roku irackiej grupy Acrassicauda nazywanej "brzmieniem wojny w Iraku", a Neil Young przywiezie swój dokument "CSNY - Deja Vu". Będą to zapiski z nostalgicznej trasy koncertowej "Freedom of Speech", w której zespół Crosby, Stills, Nash & Young powraca do swoich najbardziej antywojennych piosenek sprzed lat.

Na Berlinale gościem będzie nawet Madonna - tym razem jednak w roli debiutującej reżyserki. W sekcji Panorama pokaże swój obraz "Filth and Wisdom" o ukraińskim filozofie i poecie, który postanawia zostać międzynarodową gwiazdą cygańskiego punka.



Mistrzowie i uczniowie

Jednym z głównych faworytów do Złotego Niedźwiedzia jest Amerykanin Paul Thomas Anderson ("Magnolia", "Boogie Nights") i jego "Aż poleje się krew" z muzyką Jonny'ego Greenwooda z Radiohead. Ta rozgrywająca się w XIX wieku opowieść o ludzkich żądzach i namiętnościach (m.in. do ropy i pieniędzy), ale też rodzącej się Kalifornii zachwyciła krytyków za oceanem, którzy pisali, że tym właśnie filmem Anderson dołączył do grona "najważniejszych mistrzów i najbardziej oryginalnych poetów kina".

Z Andersonem rywalizować będzie w konkursie głównym m.in. Mike Leigh, który pokaże komedię "Głupie szczęście" o nauczycielce z Londynu poszukującej życiowego partnera. Dużo mówi się też o "Elegii", nowym filmie Isabel Coixet ("Życie ukryte w słowach") według powieści "Konające zwierzę" Philipa Rotha - Penelope Cruz zagra studentkę i córkę kubańskich uchodźców, która przeżywa namiętny romans z wykładowcą i dziennikarzem (w tej roli Ben Kingsley). Szczególnie liczę jednak na nowy obraz Erica Zonki ("Wyśnione życie aniołów"), który po ośmioletniej przerwie od czasu "Złodziejaszka" zrealizował "Julię" - wariację na temat pamiętnej "Glorii" (1980) Johna Cassavetesa. Ciekawe, co wziął Zonca z Cassavetesa, a co Tilda Swinton z Geny Rowlands?

Wśród konkursowych tytułów również "The Song of Sparrows" jednego z najsłynniejszych irańskich reżyserów Majida Majidiego ("Dzieci niebios", "Kolory raju", "Deszcz") - historia mężczyzny, która porzuca farmę strusi i przeżywa zauroczenie miejskim życiem. "To zachwycające, niezwykłe kino, zupełnie inne niż u Kiarostamiego" - zachwala film dyrektor festiwalu.

W przeciwieństwie do Polaków, którzy znów nie mają w konkursie swojego filmu, cieszą się Finowie. O główne nagrody walczyć będzie "Black Ice" Petriego Kotwicy - obraz, który odniósł w kraju zaskakujący sukces komercyjny, a zdaniem krytyków należy do najlepszych fińskich filmów ostatniej dekady.



"Ubóstwo Europy Centralnej"

Nie znaczy to jednak, że Berlinale rezygnuje z kina politycznego. Luźno opartym na faktach sensacyjnym dramatem o przemocy i korupcji w policji jest hit brazylijskich kin "Tropa de Elite" Jose Padilhy. Ten najdroższy film w historii Brazylii zrealizowany z rozmachem hollywoodzkiego widowiska zasłynął zresztą skandalem, gdy jeszcze przed oficjalną premierą sprzedawany był na DVD na ulicach Rio de Janeiro.

Śladem Cannes po raz pierwszy w historii Berlinale w konkursie znalazł się też dokument. W "S.O.P. - Standard Operating Procedure" reżyser Errol Morris powraca do słynnych zdjęć zrobionych w więzieniu Abu Ghraib w Bagdadzie w 2004 roku dokumentujących okrucieństwo żołnierzy amerykańskich wobec Irakijczyków, by po dwuletnim śledztwie z kamerą drążyć wątpliwości: czy fotografie te nie były manipulacją?

W ten sam nurt wpisuje się też nominowany do Oscara "Katyń" Andrzeja Wajdy, który dwa lata temu odebrał w Berlinie nagrodę za całokształt twórczości - będzie to jedyny polski film na festiwalu (poza krótkometrażowym obrazem "Kizi Mizi" Mariusza Wilczyńskiego znanego m.in. z czołówek dla TVP Kultura). Nawet "Katyń" pokazany jednak zostanie poza konkursem głównym. Dlaczego? "Patrzę krytycznie na kino z Europy Centralnej i dostrzegam jego ubóstwo" - tłumaczył szef Berlinale w rozmowie z "Variety". "Nie mogliśmy znaleźć niczego odpowiedniego na festiwal. Poza ?Katyniem ?, który włączyłem do programu dużo wcześniej".



Desant z Ameryki. I z Sundance

Tradycyjnie jednak swoje miejsce na festiwalu ma kino z Azji i ze Stanów. W branżowej prasie nie brakuje wręcz komentarzy, że Berlinale "amerykanizuje się" i powoli zostaje zdominowane przez Hollywood. To akurat przesada, choć trudno zaprzeczyć, że dzięki zaproszeniu takich filmów, jak "Kochanice króla", "Fireflies in the Garden" i "Gardens in the Night" po berlińskich czerwonych dywanach przejdą m.in. Scarlett Johansson, Natalie Portman, Willem Dafoe i John Malkovich.

Co ciekawsze, wiele filmów pokazywanych w Berlinie przyjedzie tu prosto z festiwalu w Sundance - m.in. "Ballast" Lance'a Hammera (nagroda za reżyserię i zdjęcia), "Transsiberian" Brada Andersona, rosyjska "Rusałka" Anny Melikian, dokumenty o Patti Smith i Dereku Jarmanie czy wreszcie nowy film Michaela Gondry'ego ("Zakochany bez pamięci") - "Be kind rewind" z Mią Farrow.

Dla Kosslicka bezpośrednią konkurencją jest Cannes: "Możemy być - i jesteśmy - coraz lepsi, coraz bardziej zabawni, mamy świetne nazwiska i filmy, ale to Cannes pozostanie zawsze numerem jeden. Tak po prostu jest".

Podobnie jak w Cannes również w Berlinie najbardziej ryzykowne, a często i najbardziej oryginalne tytuły pojawiają się w sekcjach dodatkowych - Forum i Panorama. Ciekaw jestem zwłaszcza nowych filmów Gregga Arakiego ("The Living End"), Sorena Kragh-Jacobsena, Jamesa Benninga (twórcy pamiętnych "13 jezior"), Guya Maddina ("My Winnipeg") i Amosa Gitaia ("Plus tard tu comprendras" z Jeanne Moreau). Liczę na dokumenty (m.in. "A Jihad for Love" o muzułmanach gejach), filmowe eksperymenty (np. projekt aktorki Isabelli Rossellini "Green Porno") i oczywiście debiuty. Ale też na spotkania - jednym z gości będzie choćby Serb Dušan Makawiejew, który zaprezentuje swój trudno dostępny film z 1971 roku "W.R.: Mysteries of the Organism".