Crowe jak Marlon Brando

Gladiatora to może Russell Crowe ze swoją nową sylwetką nie zagra. Za to dzięki najnowszej roli w thrillerze "W sieci kłamstw" zasłużył sobie na porównanie do Marlona Brando. Nie tylko ze względu na fizyczne podobieństwo.

Ridley Scott, który Crowe'a obsadza w prawie każdym swoim filmie, tym razem nie miał zlitowania nad swoim ulubionym aktorem: Crowe musiał przytyć ponad 22 kg, aby dostać rolę agenta CIA. Czy to mu się opłaciło? Zdaniem magazynu "Rolling Stone" - tak:

Crowe jest zabójczo zabawny i zarazem przerażający. Dostarcza nam podobnych, smakowitych wrażeń jak swojego czasu Marlon Brando, który chciał odnowić skostniały gatunek.

 

Tymczasem "Variety" sugeruje, że poświęcenie ze strony aktora nic nie dało. Film określa jako "przekombinowaną bzdurę", a rolę Crowe'a opisuje tak:

 

Chyba przez połowę swojej obecności na ekranie rozmawia przez komórkę z DiCaprio. Przez drugą połowę przygląda się badawczo przez okulary. Byłoby lepiej, gdybyśmy mogli zobaczyć tego wspaniałego aktora w dawnej formie i bardziej wymagającej roli.

 

"W sieci kłamstw" oparto na książce dziennikarza Washington Post. Crowe wcielił się tym razem w Eda Hoffmana, skłonnego do intryg szefa CIA, który wraz z agentem Rogerem Ferrisem (DiCaprio) zastawia pułapkę na jednego z najniebezpieczniejszych liderów Al-Kaidy, rozpuszczając fałszywą plotkę, że zamachowiec współpracuje z Amerykanami. W zamierzeniu Scotta film ma być ostrym rozliczeniem z polityką zagraniczną, jakie Stany prowadzą na Bliskim Wschodzie w trakcie prezydentury George'a W. Busha.

 

 

 

Jak Crowe wypadł w roli Hoffmana, przekonamy się na własne oczy już w listopadzie.


WIĘCEJ O FILMIE "W SIECI KŁAMSTW"

 

Lubisz oglądać filmy w kinie i w domu na DVD? Mamy konkurs dla Ciebie! KLIKNIJ TUTAJ

Więcej o: