Przed premierą: Tajne przez poufne

Tajnym przez poufne Coenowie ponownie udowadniają, że nawet kasową komedię potrafią nakręcić w najlepszym, sobie tylko właściwym stylu

Choć Ethan i Joel Coenowie reżyserują prawie od ćwierćwiecza, "Tajne przez poufne" jest ich pierwszym filmem, który znalazł się w Stanach na pierwszym miejscu box office'u (pokonując nawet duet Pacino-De Niro w "Righteous to Kill"). Czyżby zdolni bracia obniżyli swoje loty i postawili na poklask?


Nic z tych rzeczy. Ich poprzednia produkcja, dramat "To nie jest kraj dla starych ludzi", zdobył trzy Oscary, co na dobre przypieczętowało przynależność oryginalnych Coenów do hollywoodzkiego mainstreamu. Na szczęście ten fakt nie spowodował, że reżyserzy utracili swój wyrazisty charakter, za który kochają ich wyznawcy od czasu thrillera "Śmiertelnie proste".


W "Tajnym przez poufne" Coenowie powracają do komediowej konwencji. To film pełen świetnych gagów, z diabelnie sprytnie skonstruowanym scenariuszem. Twórcy umiejętnie żonglując wątkami kina popularnego doprowadzają widza do spazmów śmiechu, a jednocześnie, pod pozorem wielkiej zgrywy, przemycają kilka poważniejszych wątków. Naśmiewają się z przyzwyczajeń widza, z kina gatunkowego. Jest zatem w filmie strzelba Czechowa (choć w nietypowej formie, konia z rzędem temu, kto zwróci na nią uwagę), jest pościg, romans, wątek szpiegowski. Wszystko po to, by uśpić czujność widza, a potem wyprowadzić go z jego oczekiwaniami w pole.


"Tajne przez poufne" wiele zawdzięcza gwiazdorskiej obsadzie. I nie chodzi tylko o fakt, że więcej osób pójdzie do kina na "znane buzie". Najwięcej komizmu wynika tu stąd, że sławni aktorzy parodiują swoje utarte wizerunki.


Zatem jest w filmie Brad Pitt, który gra niezbyt mądrego, ale wzbudzającego sympatię, tryskającego energią pracownika siłowni, dla którego wbicie się w garnitur jest udręką:

 


 

Jego koleżanka z pracy to Linda Litzke (Frances McDormand), która zbiera pieniądze na operacje plastyczne, ponieważ - jak stwierdza bardzo poważnie - "kto by ją taką chciał w Hollywood".

George Clooney pojawia się u Coenów - jakżeby inaczej - w roli uwodziciela, który ma fioła na punkcie swojego wyglądu. Jedna z jego kochanek to Tilda Swinton, z charakteru przypominająca zimną prawniczkę, jaką aktorka zagrała w "Michaelu Claytonie".

 

Clooney i Swinton w


Nie można nie wspomnieć o Johnie Malkovichu - agencie CIA o manierach arystokraty i psychopatycznych skłonnościach.



Każda z tych ról to perełka. Każda, łącznie z tymi epizodycznymi, została fantastycznie napisana. A wszystkie razem - są świetnie zorkiestrowane i tworzą wyśmienitą całość.


Gdybyśmy jednak nie zajrzeli głębiej, poza dowcip rzucający się najsilniej w oczy w "Tajnym...", powiedzielibyśmy tylko część prawdy o nowym filmie Coenów. Bo co jest powodem wszystkich komicznych i dramatycznych wydarzeń w tej czarnej komedii? Operacje plastyczne, które chce przeprowadzić Lisa. Tytuł (i tak naprawdę najważniejszy temat) poprzedniego, oscarowego obrazu braci, w "Tajnym..." okazuje się ukrytą myślą przewodnią.

 


Malwina Grochowska

 

Film wchodzi do kin 24 października.


WIĘCEJ O NOWYM FILMIE BRACI COEN

Więcej o: