Piorun i humor jak lukier na cieście

Producent Pioruna i reżyser innych przebojowych animacji Disneya opowiada nam między innymi o tym, jak powstawała historia psa-gwiazdy i czy Piorun będzie nowym Dumbo.

Co pomyślałeś, gdy padł pomysł zrealizowania filmu "Piorun"?

John Lasseter - dyrektor kreatywny w Walt Disney i Pixar Animation Studios oraz główny doradca kreatywny w Walt Disney Imagineering. Pełnił także rolę producenta wykonawczego podczas realizacji najnowszego filmu studia - "Piorun". Uwielbia to, co robi; pewnie dzięki temu ma dwa Oscary na półce! Jako jeden z dwóch założycieli Pixar Animation Studios, John był pionierem nowej wówczas technologii: animacji komputerowej. Wyreżyserował pierwszy pełnometrażowy film wykorzystujący tę właśnie technologię - "Toy Story", a potem takie przeboje, jak "Dawno temu w trawie ", "Toy Story 2" oraz "Auta". Wyprodukował filmy: "Potwory i spółka ", "Gdzie jest Nemo", "Iniemamocni", a ostatnio "Wall-E".

John Lasseter: Od razu spodobał mi się bohater - pies, który wychował się na planie programu telewizyjnego i dlatego ma zaburzone poczucie rzeczywistości. Zwierzak, który uważa, że to, co dzieje się w serialu jest prawdą, nagle trafia do rzeczywistego świata i uczy się, jak być prawdziwym psem. Uważałem, że to niezwykła historia i że ma ogromny potencjał.

Twoja ulubiona postać w tym filmie to...


Uwielbiam świetne postaci, dlatego bardzo ciężko pracowaliśmy nad nimi w "Piorunie". Pies, kotka Marlena i chomik Atylla - każdy z tych bohaterów jest absolutnie wyjątkowy. Piorun, który dowiaduje się, że całe jego dotychczasowe życie to blaga i musi nauczyć się żyć na nowo, stał się wspaniałą postacią, a John Travolta wykonał rewelacyjną robotę, użyczając mu głosu w oryginalnej wersji. Wiem, że w wielu krajach jego głos będzie zmieniony, ale nie wątpię, że stanie się on wielką inspiracją przy budowaniu tej postaci. A Marlena? To fantastyczny pomysł, żeby nowojorska uliczna kocica uczyła psa, jak to jest być psem! To naprawdę znakomite zagranie. No i jest oczywiście Atylla, który zwyczajnie kradnie innym postaciom film.

 

Piorun

"Piorun" jest stylistycznie dość odległy od bajek Disneya.


Cóż, nie wszystkie filmy w historii Disneya były bajkami. "Bambi" nie był bajką, "Dumbo " też nie był bajką.

Co w "Piorunie" spodoba się widzom najbardziej?


Jest jedna rzecz, która przemawia do mnie w każdej historii - rozwój głównej postaci. Według mnie, to jest serce filmu. A humor jest jak lukier na dobrze wypieczonym cieście. Wynika z osobowości postaci, a nie z zabawnych dialogów. Walt Disney powtarzał: za każdym wybuchem śmiechu powinna iść łza. Publiczność zapamięta, jakie emocje wzbudził film. Film śmieszny, ale bez serca, to rozrywka, którą szybko się zapomina. Wracając do "Pioruna", potencjał tego filmu leży w postaciach: choćby w psie, który wychował się w telewizji i uwierzył, że to ona jest prawdziwym światem.

Zapowiadałeś, że chcesz stworzyć studio kierowane przez filmowców. Jak to się ma do "Pioruna"?


Pojawiliśmy się u Disneya, nie wiedząc w zasadzie, co tam zastaniemy. Nie byłem tam od czterech lat! Szybko okazało się, że w studiu jest bardzo wysoki poziom artystyczny. Zajęło nam dobry rok, by twórcy nam zaufali, by naprawdę zrozumieli, co nasze przyjście dla nich oznacza. "Piorun" to pierwsza produkcja, która w pełni wykorzystuje filozofię studia, kierowanego przez filmowców. Podczas realizacji nie byłem jedynie szefem, lecz pracowałem razem z nimi i dodawałem im wiary. Wszyscy oni wybrali pracę tutaj. Wszyscy kochają Disneya tak jak ja. Powodem, dla którego robię to, co robię, są filmy Disneya. "Piorun" to pierwszy film zrobiony z tą świadomością. Jestem z niego bardzo dumny. To film z tych, które naprawdę lubię, w stylu klasycznych filmów Disneya.

Jak bardzo angażujesz się w codzienną pracę przy animacji?


Cztery razy w roku mamy spotkania całego studia. Wszyscy zadają pytania, a my na nie bardzo szczerze odpowiadamy. Jednak przy "Piorunie" spotykałem się z ekipą mniej więcej dwa razy w tygodniu. Byłem przy nich na każdym etapie pracy. Najpierw z działem scenariuszowym. Potem ze story-boardzistami. Przez cały czas dawałem wskazówki, bo uważam, że być mentorem dla reżyserów to mój obowiązek. To tak jakbym miał dwie prace. Z jednej strony, jestem dyrektorem kreatywnym i dbam, by filmy były jak najlepsze. Z drugiej strony, ponieważ jest to studio filmowców, doradzam też filmowcom, jak być dobrymi liderami. To bardzo ważne, bo aby być dobrym reżyserem, trzeba mieć twórczą wizję, a równocześnie być dobrym liderem swojego teamu kreatywnego.

Robiliście pokazy fokusowe "Pioruna"?


Przez całą moją karierę moja żona Nancy i pięciu synów było moją jedyną grupą fokusową. Biorę pierwsze wersje filmów do domu, pokazuję im i obserwuję ich reakcje. Uwierz mi, dzieciaki, zwłaszcza w domu, jeśli film ich nie zainteresuje, odpuszczają sobie. A moja żona przez cały czas zadaje mi pytania. Ja to wszystko zapisuję i wysłuchuję ich uwag po obejrzeniu filmu. Nie wiem, czy masz dzieci, ale ja zawsze słucham moich w drodze powrotnej z kina. Jeśli rozmawiają, śmieją się i cytują dialogi - wiem, że film im się podobał. Jeśli siedzą cicho, nie będzie to film, który zechcą obejrzeć ponownie. Kiedy pokazałem im wczesną wersję "Piorun", zauważyłem, że powtarzają teksty chomika Atylli. Pokazuję im film kilka razy na różnych etapach produkcji, a potem przestaję, żeby móc ich zabrać na światową premierę i pokazać ukończone dzieło.

Co decyduje o tym, że powstaje dobry film?


Uważam, że aby powstał dobry film - zwłaszcza animowany - trzeba trzy rzeczy zrobić naprawdę rzetelnie. Po pierwsze, musisz opowiedzieć bardzo dobrą historię, która utrzyma widzów na krawędzi fotela. Po drugie, musisz przekazać tę historię poprzez niezapomniane postaci. Interesujący to w tym miejscu kluczowe słowo: nawet czarne charaktery muszą być interesujące. Po trzecie, wkładasz tę historię i te postaci do wiarygodnego świata. Nie realistycznego, ale wiarygodnego dla filmu i historii, którą opowiadasz. Te trzy rzeczy są ze sobą bardzo ściśle związane.

Zauważyłem, iż wiele osób sądzi, że "Auta" to film o gadających samochodach, "Gdzie jest Nemo" o rybie, a "Piorun" o psie. OK, to są postaci - ale to osobowości i historie tworzą te postaci, niezależnie od tego, czy chodzi o człowieka, psa, samochód czy rybkę. Ludzi trzeba poruszyć. Zawsze powtarzam, że z widownią trzeba zbudować więź, pokazać jej coś, co dobrze zna, ale w sposób, jakiego dotąd nie widziała.

Rozmawiał: Olivier Mouroux

 

Piorun

 

 

WSZYSTKO O FILMIE "PIORUN"

QUIZ na temat filmów animowanych

 

Nie chcesz przegapić żadnej ciekawej premiery i poznać recenzje z Co Jest Grane już w czwartek po południu? Zapisz się na nasz newsletter filmowy KLIKNIJ TUTAJ

 

Więcej o: