Spóźnione premiery i (nie)winni dystrybutorzy

Kolejne filmy pojawiają się na ekranach polskich kin wiele tygodni, a nawet miesięcy po oficjalnej premierze. Winą za taki stan rzeczy obarczamy dystrybutorów. Czy słusznie?
No fajnie, tylko skoro film będzie pokazywany w Cannes już w maju, to dlaczego my musimy czekać aż do września?!

- pytała na naszym forum magda, gdy informowaliśmy o planach związanych z premierą "Bękartów wojny" Quentina Tarantino. Użytkownik adi nie przebierał w słowach komentując brak na ekranach polskich kin filmu "Lars and the Real Girl":

polscy dystrybutorzy to idioci. Dlatego musze niektóre filmy ściagać z sieci. A lars to całkiem fajny film 

W dyskusji głos zabrał także goku84:

Ta. Najpierw nie dystrybuują filmu, a potem dziwią się, że piractwo się szerzy. Śmieszne. 

Podobnych wypowiedzi znaleźć można na forum zdecydowanie więcej. Na dystrybutorów pomstujemy przy każdej nadarzającej się okazji: że przegapili jakiś film, że zbyt długo każą nam czekać na premierę kinową innej produkcji, że zdecydowali się na idiotyczne tłumaczenie oryginalnego tytułu itd. Przyznaję, mi także często się to zdarza.

Bękarty wojny


Jednak w wypadku ustalania daty premiery sprawa nie jest aż tak jednoznaczna, jakby się mogło wydawać. Nie zamierzam tu usprawiedliwiać wszystkich decyzji dystrybutorów, chcę jednak zwrócić uwagę na często mozolny proces sprowadzenia filmu. Na każdym z etapów może wydarzyć się coś, co ku niezadowoleniu rodzimej widowni, opóźni polską premierę kinową. Często zapominamy lub nie zdajemy sobie w ogóle sprawy, że na wiele spośród tych opóźnień nasi dystrybutorzy nie mają wpływu. Albo jest on znikomy.


Akt pierwszy: Kupić film

Jak zaczyna się typowa "odyseja filmowa"? Najciekawsze filmy kupowane są jeszcze na etapie produkcji czy postprodukcji (po obejrzeniu ledwie kilkunastominutowych fragmentów), a nawet wcześniej - gdy gotowy jest tylko scenariusz. Oczywiście, tytuły firmowane znanymi nazwiskami brane są przez wszystkich w ciemno. Ba, trwa o nie naprawdę zażarta walka, a że w grę wchodzą duże pieniądze - tego dodawać chyba nawet nie trzeba.

Na uprzywilejowanej pozycji w wyścigu znajdują się firmy posiadające umowy z wytwórniami czy studiami, np. Gutek Film od lat zajmuje się dystrybucją w Polsce filmów Pedra Almodovara, Larsa von Triera czy Françoisa Ozona (inna sprawa to monopol, który na pewne tytuły mają polskie filie firm Warner Bros. i UIP). Jednak o ostatecznym sukcesie decyduje nie tylko zaproponowanie najwyższej stawki, ale i rozbudowana oferta marketingowa: liczy się zatem ten, kto będzie miał dobry plan, jak przyciągnąć widzów do kin. Czyli sprzedać film.

Niemiecki reżyser Tomk Tykwer, którego pokaz filmu The International otwiera Berlinale 2009

Targi filmowe organizowane są zwykle przy okazji największych festiwali. Dystrybutorzy wracają z nich nierzadko z pełnymi koszykami, chociaż chwalą się tylko niektórymi tytułami. Dlaczego? Ponieważ wiele filmów kupowanych jest w pakietach, trochę "przy okazji".

Jeśli dystrybutorowi zależy na jakiejś konkretnej "dużej" produkcji, często może ją kupić wyłącznie w pakiecie - na przykład z trzema innymi, "mniejszymi" filmami. Przypadkiem można trafić na prawdziwe perełki. Mało kto wie, ale w ten właśnie sposób trafiła do Polski słynna już dziś "Piła". W 2004 roku była właśnie pakietowym dodatkiem.

- opowiada Michał Duma z Monolith Films.


Akt drugi: Wszystko się może zdarzyć...

Od kupienia filmu do wprowadzenia go na ekrany jeszcze bardzo daleka droga. Przede wszystkim data polskiej premiery uzależniona jest od światowej premiery kinowej (najczęściej tej w Stanach Zjednoczonych lub w kraju produkcji, jeśli chodzi o filmy europejskie). Co to tak naprawdę oznacza dla widzów w Polsce?

Weźmy na przykład "An Education" duńskiej reżyserki Lone Scherfig, autorki "Włoskiego dla początkujących" i "Wilbur chce się zabić". Firma Gutek Film kupiła film już dawno. Tymczasem w styczniu przyszedł niespodziewany sukces na Sundance Film Festival. Wydawałoby się, że dla dystrybutora to wyłącznie powód do zadowolenia: dobre recenzje i prestiżowe wyróżnienia przyciągną widzów do kin. Pojawia się jednak jedno "ale": Sony Pictures, zachęcone sukcesem "An Education", kupiło prawa do dystrybucji filmu w Stanach Zjednoczonych. W tej sytuacji zadziałał niestety zawarty w umowie holdback: zapis gwarantujący, że w pozostałych krajach film pojawi się z określonym (w tym wypadku pewnie kilkutygodniowym) opóźnieniem. Amerykańska premiera "An Education" w październiku. Daty polskiej jeszcze nie ustalono...

W wielu przypadkach czekamy na filmy właśnie z powodu owych złowieszczo brzmiących holdbacków. "Okres ochronny" zależy zazwyczaj od planów dystrybucji w Stanach Zjednoczonych, ale nie tylko.

Już jakiś czas temu kupiliśmy najnowszy film Pedra Almodovara. Wciąż jednak czekamy na rozwiązanie decydującej kwestii: czy oficjalna premiera "Przerwanych objęć" odbędzie się w marcu w Hiszpanii, czy nastąpi to dopiero podczas festiwalu w Cannes w maju. Od tego zależy, kiedy będziemy mogli zobaczyć film w Polsce.

- zdradziła jeszcze w styczniu Iza Rogala z Gutek Film.

Przerwane objęcia


Ostatecznie "Przerwane objęcia" pojawiły się w hiszpańskich kinach w marcu, co prawdopodobnie (zgodnie z ustaleniami z właścicielem praw do europejskiej dystrybucji) umożliwiłoby wprowadzenie filmu na polskie ekrany już latem. Niestety, poczekamy dłużej...

Dlaczego? Taką decyzję podjął nasz dystrybutor, a konkretnie - zadecydowały względy czysto komercyjne: film Almodovara nie jest typowym wakacyjnym hitem, ambitne kino sprzedaje się zdecydowanie lepiej na jesieni (dlatego często produkcje, które miały premiery w Cannes czy w Berlinie, u nas pojawiają się we wrześniu i październiku). W związku z tym "Przerwane objęcia" wejdą do kin dopiero 18 września.

Podobnie było ze "Zmierzchem". Kiedy Summit Entertainment zdecydowało się przyspieszyć premierę ekranizacji powieści Stephenie Meyer w Stanach Zjednoczonych, polscy fani liczyli na podobne posunięcie Monolith Films. Dystrybutor rozczarował, ledwie wyrabiając się z pokazami przedpremierowymi na grudzień. Obawiano się, pewnie słusznie, okresu świątecznego, który zazwyczaj nie sprzyja frekwencji w kinach. Styczeń jest natomiast dla dystrybutorów jednym z najlepszych miesięcy w roku. Monolith Films opłacało się więc poczekać. Pazerność? Zwykłe prawa rynku. Przecież nie chodzi o uszczęśliwianie widzów pro bono, ale przynoszenie jak największych zysków.

Można też spojrzeć na to przekornie z innej perspektywy: im więcej dystrybutor zarobi, tym więcej będzie mógł wydać w kolejnym roku na nowe zakupy. A przecież na tym także powinno nam zależeć.

Zmierzch


Jednak "Zmierzch" wszedł do kin później nie tylko ze względów finansowych. Wytłumaczenie dystrybutora dobrze opisuje kroki niezbędne do przygotowania filmu zanim zostanie wprowadzony na ekrany:

Przede wszystkim późniejsze daty wejścia do kin podyktowane są oczekiwaniami na materiały filmowe (plakaty, zdjęcia, zwiastuny, materiał do EPK etc.), bez których ciężko zacząć promocję - a bez promocji nikt o filmie się nie dowie. Z reguły zachodnie studia dosyć późno udostępniają dystrybutorom finalne projekty graficzne, a wymagają one jeszcze obróbki, ułożenia polskiego logotypu i ewentualnych zmian graficznych.

Inną kwestią jest produkcja kopii filmowych. Najczęściej zlecamy ją poza granicami Polski. Do tego dochodzi również tłumaczenie napisów i tłoczenie ich na kopiach filmowych oraz dubbing (w przypadku filmów dla dzieci). A to wszystko trwa.

Problemów nastręcza również częste pośredniczenie pomiędzy producentem a polskim dystrybutorem przez właściciela praw na całą Europę. Mnożą się zależności. Ile z tego wszystkiego pozostaje do negocjacji i jest wyłącznie kwestią wyłożenia większej sumy pieniędzy, a jakie ograniczenia zostają automatycznie narzucone - to już kwestia odrębna dla każdego poszczególnego przypadku.

Jednak na opóźniające się premiery mogą narzekać także mieszkańcy innych europejskich krajów, znajdujemy się bowiem w tej samej strefie dystrybucyjnej (razem z... Afryką i Bliskim Wschodem!). Żeby nie sięgać daleko: w Niemczech "Zmierzch" miał swoją premierę 15 stycznia - czyli jeszcze dwa tygodnie później niż u nas.

Akt trzeci: (Nie zawsze) szczęśliwe zakończenie

Czasami "znienawidzeni dystrybutorzy" - zamiast unieszczęśliwiać - robią nam miłe niespodzianki, przyspieszając datę premiery (tak było w przypadku "Zapaśnika"). Niektóre produkcje w ogóle udaje się wprowadzić równocześnie z amerykańską premierą lub zaledwie tydzień po niej. Od czego to zależy?

Niedawno była taka sytuacja przy okazji premiery filmu "Watchmen. Strażnicy" - z czego bardzo się cieszę. Jednak o tym, kiedy film wejdzie na ekrany decyduje producent. To on jest właścicielem praw autorskich. (...) Od niego także zależy ostatnie słowo chociażby przy wyborze polskiego tytułu.

- wyjaśnia Urszula Malska, prezes polskiego UIP, które wprowadziło m.in. filmy "Watchmen. Strażnicy", "Koralina i tajemnicze drzwi", "Szybko i wściekle".

Z komentarza w tej sprawie oficjalnie zrezygnował przedstawiciel drugiego międzynarodowego dystrybutora, firmy Warner Bros. Powodów niestety nie podano.

Uprowadzona


Jedno wydaje się pewne: jeśli chodzi o zdecydowaną większość filmów pozostajemy "w tyle" za Stanami Zjednoczonymi. Tak było, jest i będzie. Wyjątek stanowi część produkcji europejskich, niekoniecznie tych z kategorii kina artystycznego. Francuska "Uprowadzona" z Liamem Neesonem pojawiła się w Polsce w sierpniu 2008 roku, zaś za oceanem dopiero pod koniec stycznia 2009 (wówczas była już dostępna u nas na DVD w wypożyczalniach). Wcześniej mogliśmy też obejrzeć chociażby najnowsze przygody Jamesa Bonda.

Natomiast, zazdroszcząc Amerykanom, zapominamy o ważnej kwestii: na tle państw ze Starego Kontynentu nie wypadamy ani lepiej, ani - jak błędnie zakładamy - gorzej. Zdarza się oczywiście, że czekamy na premierę dłużej niż Niemcy, Brytyjczycy czy Hiszpanie, jednak wiele razy to polska publiczność ma szansę obejrzeć film wcześniej. Warto o tym pamiętać, zanim ponownie i to tak zdecydowanie zaczniemy osądzać naszych dystrybutorów.

Piotr Guszkowski

Więcej o: