Nosowska w Żaku: Królowa jest tylko jedna

W dobie telewizyjnych show, w których liczy się umiejętność autokreacji, Nosowska nie miałaby czego szukać. Jej brak pewności siebie i ciągła wątpliwość we własne umiejętności dyskwalifikowałyby ją już na pierwszym etapie walki o smsy widzów.
Na szczęście dla siebie i ogromnej rzeszy słuchaczy, Nosowska debiutowała w czasach, kiedy liczył się przede wszystkim talent i sceniczna szczerość. Te dwie cechy nieprzerwanie towarzyszą jej drugą dekadę, a znakomitym tego dowodem był koncert w gdańskim klubie Żak.

Wokalistka promowała najnowszą płytę pt. "8", która nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z ikoną polskiej piosenki. Znakomita autorka tekstów, niezła wokalistka, ale przede wszystkim niezwykle wrażliwa artystka stała się przy okazji premiery krążka bohaterką prasowych elaboratów, idolką kolejnych pokoleń słuchaczy i namiastką prawdziwej sztuki w coraz bardziej plastikowym muzycznym świecie.

Podczas koncertu Nosowska wykonała wszystkie numery z płyty. Na żywo nabrały charakteru, wybrzmiały jeszcze lepiej niż na krążku, w czym duża zasługa znakomitych muzyków. Nie zabrakło również największych hitów z jej poprzednich solowych dokonań, w tym na nowo zaaranżowanego i genialnie zaśpiewanego "Jeśli wiesz co chcę powiedzieć", "Milena" czy dwóch numerów z płyty "Osiecka". Te dwa ostatnie pokazały, jak wiele łączy ją z Agnieszką Osiecką. Teksty obu są nie tylko poetyckimi mały dziełami, ale i genialnym odwzorowaniem codziennej rzeczywistości. Uniwersalnym, ale przy tym niezwykle aktualnym komentarzem, nie pozbawionym szczerego, osobistego tonu.

Siłą koncertu była nie tylko warstwa muzyczna, ale i wizerunek Nosowskiej, która pojawiła się w czarnej sukni zakrywającej całkowicie jej ciało, umalowanych na czarno paznokciach, podkreślonych czarną kreską oczach i złocistych lokach, które rozjaśniały jej twarz. A ta przybierała różne oblicza, chociaż jak zwykle przeważał strach, smutek i ciągły lęk.

To stałe elementy, których pomimo długo trwającej kariery Nosowska nie jest wstanie się pozbyć. Zresztą przyznała się do tego w trakcie koncert mówiąc, że stanie na scenie to "ekstremalne przeżycie". Ten strach widać było na każdym kroku. Nie udało się go przykryć niezwykłą i rzadko widywaną na jej koncertach wizualną oprawą, kilkoma płachtami tiulu i wyświetlanymi wizualizacjami. Gdy tylko Nosowska milkła i musiała się czymś zająć, uciekała w swoje nerwowe poprawianie włosów, obgryzanie paznokci czy przecieranie czoła. A po każdym numerze obowiązkowo wypowiadała w słodki sposób "no, dziękujemy bardzo". Ale po tak udanym koncercie wypada tylko odpowiedzieć - "No, to my dziękujemy bardzo!".

Polecamy - Wajda kręci w Gdańsku. Wałęsa: Zastanawiam się, czy sobie poradzi...