Fot. JIM YOUNG REUTERSKoncert Madonny podczas Super Bowl
Madonna w koronie, Madonna w towarzystwie armii tancerzy, Madonna w fantazyjnych strojach i Madonna na tronie. W trakcie finału ligi futbolu amerykańskiego NFL jak co roku zagrała muzyka. Tym razem gwiazdą imprezy była Madonna, która dała kilkunastominutowym koncert. Zgodnie z tradycją - zupełnie za darmo.
Oprawa muzyczna Super Bowl, podobnie jak reklamy wyświetlane podczas transmisji finału, ma już za sobą bogatą historię. Pierwsze koncerty grały tam zespoły akademickie. Dziś to jedna z najbardziej pożądanych przez branżę muzyczną imprez.
W ubiegłych latach występowali na niej m.in. Rolling Stonesi, The Who, Sting, Mary J. Blige, U2 czy Black Eyed Peas. Wszyscy za darmo, bo już tradycją imprezy jest, że wykonawcy nie pobierają za swoje koncerty honorariów.
Po incydencie z udziałem Justina Timberlake'a i Janet Jackson (piosenkarz przypadkowo odsłonił pierś wokalistce), popowi wykonawcy wylądowali na cenzurowanym i przez jakiś czas wstęp na imprezę mieli tylko rockowy artyści starszego pokolenia.
Powrót do bardziej rozrywkowej formuły zainicjowała w zeszłym roku grupa Black Eyed Peas. Wczoraj gwiazdą była Madonna, która podczas 12-minutowego koncertu zaprezentowała sześć utworów - w tym "Give Me All Your Luvin" z jej nadchodzącej płyty "MDNA".
Oprawa była iście królewska - artystka wjechała na scenę na tronie ciągniętym przez rzymskich niewolników. Na stadionie towarzyszył jej zastęp tancerzy, fantazyjne stroje, scenografia i młodsze gwiazdy: m.in. Nicki Minaj, Cee Lo Green i M.I.A., która pokazała środkowy palec. Cenzor nie zdążył wyciąć prowokacyjnego gestu.
Media nie są zgodne w ocenie występu. "Daily Mail" określił go jednym z najbardziej spektakularnych koncertów w historii Super Bowl, zdaniem "Los Angeles Times" to tylko część dobrze przemyślanej, ale przewidywalnej kampanii reklamowej, zapowiadającej jej najnowszy album.
Sama Madonna twierdzi, że występ na Super Bowl był jednym z jej największych marzeń. Na pewno był marzeniem jej menedżerów. Gwiazdy nie dostają za show ani centa, ale to dla nich świetna promocja. Rok temu finał przyciągnął przed telewizory 111 mln osób, czyli ponad jedną trzecią liczby ludności USA.
Amerykańskie media podają, że nikogo nie zdziwiłoby nawet wprowadzenie opłaty za możliwość zagrania na Super Bowl. - Jest to rodzaj promocji, za którą daliby sobie uciąć rękę. Mnie nie zszokuje wiadomość, jeśli w przyszłości wykonawcy za występ będą płacić NFL - stwierdził Marc Ganis, wpływowy doradca sportowy i prezes SportsCorp.