Mistrz olimpijski przyznaje: "Tak, kradnę muzykę z sieci". Wydawca oburzony: "Mistrz-Złodziej!"

17.08.2012 16:05
Tomasz Majewski i Robert

Tomasz Majewski i Robert "Litza" Friedrich (Fot. Reuters / Archiwum zespołu)

Tomasz Majewski, złoty medalista z Londynu i Pekinu, otwarcie przyznał w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że "kradnie muzykę z internetu". Na wywiad odpowiedział szef jednej z polskich wytwórni, zarzucając mu, że nie rozumie zasady fair-play. - Gdyby wszyscy kradli płyty, nikt by ich dzisiaj nie nagrywał - komentuje Litza z Luxtorpedy w rozmowie z portalem Gazeta.pl.
Muzyki słuchasz?

- Tak, dość dużo. Ale na nią nie wydaję, bo kradnę z internetu. Kupuję płyty tylko tych artystów, których szanuję, maksymalnie wychodzi dziesięć w roku - stwierdził Tomasz Majewski w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".

I się zaczęło.

Zasady fair play obowiązują nie tylko w sporcie

Kilka dni po publikacji rozmowy Andrzej Wojciechowski, założyciel wytwórni MJM Music, wysłał do kilku redakcji list, w którym zarzucił kulomiotowi, że ten bez zażenowania przyznaje się do tego, że "kradnie" muzykę z sieci.

"Czyli przyznaje, że jest złodziejem. Ale nie takim sobie zwykłym. Bo on okrada tylko tych artystów i ludzi z nimi pracujących, których nie szanuje. Na marginesie to szkoda, że dziennikarz nie zapytał, co taki artysta musi zagrać czy zaśpiewać, aby być przez 'Mistrza-Złodzieja' szanowanym i opłaconym" - pisze Wojciechowski. - "A to wszystko w kontekście wcześniejszych wypowiedzi - 'Zarabiam naprawdę dobre pieniądze' oraz 'W życiu nie sięgnąłbym po doping. Bo nie warto. Bo łamie moją główna zasadę - fair play'. Zdaje się, że mistrz nie bardzo rozumie określenie 'fair play', a nawet jeśli, to nikt mu do tej pory nie uświadomił, że nie ogranicza się ono tylko do sportu".

"Znam go! Kupuje płyty i książki"

Zamieszanie skomentował Hirek Wrona na swoim blogu, gdzie przytoczył własną rozmowę z Majewskim. Kulomiot zastrzegał w niej, że "nie miał zamiaru nikogo urazić, a już na pewno nic nie ukradł i nie jest złodziejem".

Potwierdza to Wrona: "Znam go! Jest moim kolegą i sąsiadem. Kupuje płyty i książki. I jeszcze obiecał w tym roku wspomóc akcję 'Bądź świadomy', której celem jest wytłumaczenie młodym ludziom co to są prawa autorskie i jak z nich legalnie korzystać".

Kto ma rację? Czy słuszne było nagłośnienie sprawy przez szefa MJM Music? I czy w dobie internetu stwierdzenie, że ktoś dziś słucha muzyki za darmo z sieci, może być jeszcze czymś więcej niż tylko przyznaniem się do tego, co i tak robią miliony osób na całym świecie? Zapytaliśmy o to Litzę, lidera zespołu Luxtorpeda, który swój ostatni album "Robaki" udostępnił w całości za darmo na YouTube.

ROZMOWA Z ROBERTEM "LITZĄ" FRIEDRICHEM

Mariusz Wiatrak: Co pan ostatnio ściągnął z sieci?

Litza: Nielegalnie nic, bo wszystkie płyty kupuję albo w sklepie, albo na iTunesie czy w polskim serwisie Sound Park. I jeśli płyta stamtąd przeze mnie ściągnięta mi się spodoba, bo wiadomo, że jakość MP3 nie jest tak dobra, a przynajmniej dla mnie nie jest do końca satysfakcjonująca, wtedy idę do sklepu i kupuję oryginalny album w pudełku.

Czyli de facto daje pan zarobić artystom dwa razy.

- Tak, ale nie widzę innej drogi i żadne z mojej siódemki dzieci też jej nie widzi.

To chyba wyzwanie przekonać młodych ludzi do tego, żeby płacili za to, co znajdą w sieci...

- Ostatnio jedna z moich córek podczas wakacji zapytała mnie, co myślę na ten temat. Moja odpowiedź była prosta: w każdym wypadku jest to kradzież. Wtedy ona zaczęła mnie przekonywać, że wcale nie, skoro najpierw chciałaby zapoznać się z materiałem i ocenić, jaki on jest, zanim wyda na niego pieniądze. Tylko że na iTunesie też jest opcja odsłuchania 30 sekund każdego utworu, a to daje już wystarczającą możliwość oceny, czy ta muzyka mi odpowiada, czy nie.

Sami jednak zdecydowaliście się wrzucić swoją ostatnią płytę za darmo na YouTube.

- I taki też przykład dałem swojej córce. Postanowiliśmy udostępnić ten album przed premierą tylko dlatego, żeby nikt nie musiał nas okradać. Córce tłumaczyłem: zobacz, jesteśmy teraz na wakacjach, a gdyby ludzie kradli nasze płyty, nie moglibyśmy sobie na nie pozwolić i nie moglibyśmy nagrywać dalej muzyki.

Ale wrzuciliście całość, nie 30-sekundowe fragmenty utworów. Czy nie ulegliście tym samym dyktatowi internetu, a co za tym idzie, również piratów w sieci?

- Nie, bo wierzymy, że treści, które śpiewamy są tego warte i wiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na kupno płyty. Po co ludzie mają coś ściągać z nielegalnych źródeł, skoro mogą wejść na nasz oficjalny kanał? Inna sprawa, że sporo osób po odsłuchaniu "Robaków" na YouTube kupiło ten album w sklepie - inaczej nie sprzedalibyśmy ponad 20 tys. egzemplarzy i nie mielibyśmy złotej płyty. Wydaje mi się, że to tylko zachęciło ludzi do tego żeby szanowali nasza pracę.

A więc eksperyment z internetem możecie uznać za udany?

- Nie nazwałbym tego eksperymentem, tylko zaufaniem do tych, którzy słuchają naszych piosenek.

Czyli nie popiera pan tego, co powiedział Tomasz Majewski?

- Każde nielegalne ściąganie muzyki z sieci powoduje, że wykonawca, który nad nią pracował kilka czy kilkanaście miesięcy, włożył pieniądze w studio i jej wydanie, będzie musiał podarować sobie z show-biznesem i pójść do pracy. Nie będzie mógł tworzyć, nie będzie mógł komponować, bo będzie musiał zarabiać na chleb.

Podczas dyskusji o ACTA jeden z muzyków stwierdził, że ludzie ściągają nie dlatego, że mają taki kaprys, tylko dlatego, że ceny płyt w latach 90. zostały tak wywindowane, że nikogo na nie po prostu nie stać.

- Tylko że polskie płyty kosztują 30 zł, co dzisiaj jest równowartością, powiedzmy, jednego wyjścia do pubu. Więc jeśli ktoś szanuje to, co ja robię, wie, a przynajmniej powinien wiedzieć, że równowartość trzech piw i paczki fajek nie jest specjalnie wygórowaną ceną.

Nie wszystkie płyty kosztują 30 zł. Czasami trzeba za nie zapłacić dwa razy więcej.

- Tak i w wielu przypadkach nie jest to wina muzyków, tylko handlu. Skoro ja sprzedaję dystrybutorowi płytę za 17 czy 18 zł, a w sklepach kosztuje ona prawie 50 zł, to jest to nieuczciwe.

Komentarze (171)
Mistrz olimpijski przyznaje: "Tak, kradnę muzykę z sieci". Wydawca oburzony: "Mistrz-Złodziej!"
Zaloguj się
  • laliga66

    Oceniono 66 razy 46

    Ale ten Liza pier....li nieucziwe jest sciągnie płyt z sieci bo to kradzież ale też nieucziwe jest ich sprzedawanie za cenę 50 zł jaką nakłada wydawca , w takim razie jak uczciwie można nabyć album ? Jeśli kupujesz w sklepie to dajesz zarobić złodziejowi sprzedawcy , jeśli ściągasz to ty jesteś złodziejem. A ja uważam że sieć jest młotem na czarwonice i ściemniaczy-artystów którzy by za swoje bąki chcieli milonów na kokę i dziwki. Jak odsłucham album i mi się spodoba to go kupię w sklepie bez mrugnięcia okiem a jak jest po prostu słaby to go nie będę nabywał drogą kupna tylko usunę go czym prędzej z komputera. Najbardzej zastanawiające jest to że o tą kasę i ściąganie prują się zawsze ci sami którzy obrastają w tłuszcz: Rodowicz, Butka Suflera, Lady Pank, Kazik teraz Liza , a może by któryś z nich pomyślał że małolata który mieszka z ojcem pijakiem i zarobinoną po pachy matką na dzielni nie stać na ich wielkie i orginalne dzieła artystyczne a w ten sposób tzw. dostęp do kultury staje sie elitarny. W 30 sekund to się możesz panie Liza zesr... a nie odłuchać płyty.

  • gad_z_rakowa

    Oceniono 49 razy 41

    mam coraz wiecej sympatii do pana Tomasza!

  • awcalezeniebotak

    Oceniono 52 razy 38

    Wiecie co jest w tym wszystkim najbardziej przerażające? To, że wszyscy uczestnicy tej, jakże fascynującej, opowieści dali sobie wmówić, że:
    1) Pobieranie utworów z sieci jest nielegalne (na potrzeby tej rozmowy odłóżmy na bok programy komputerowe, bo to inna bajka)
    2) Naruszenie praw autorskich to kradzież

    Podczas gdy obie z tych rzeczy są bzdurą. Naruszenie praw autorskich to naruszenie praw autorskich, a nie kradzież, morderstwo, gwałt zbiorowy, czy bigamia. To po prostu zupełnie inne przestępstwo.

    Natomiast przestępstwo popełnia tylko ten, kto rozpowszechnia utwory, a nie ten, kto je z sieci pobiera.

    Można długo i namiętnie dyskutować o stronie etycznej tego wszystkiego i o tym w którą stronę powinny wraz z rozwojem techniki ewoluować prawa autorskie, ale do dyskusji trzeba dwu stron. Natomiast dotąd strona "shołbiznesowa" zamiast dyskutować sieje klasyczny FUD. I - niestety- mamy tego efekty.

  • narwik

    Oceniono 56 razy 38

    Majewski jak przyznał, kupuje do dziesięciu płyt rocznie. To do dziesięciu więcej niż statystyczny rodak. Litza robi z siebie durnia.

  • polujacy_na_kaczki

    Oceniono 36 razy 36

    Adele "21"- cena w Polsce: 66zł, w USA: 12$ (40zł). I kto kogo okrada? Wiecie jak w Rosji wydawcy próbują sobie radzić z piractwem? Obniżają ceny, by nie opłacało się kupować od piratów, jednocześnie zachęcając do kupna oryginału. Zagraniczni wydawcy w Polsce podnoszą ceny, aby zrekompensować straty spowodowane małym zainteresowaniem ich płytami. Za dobrą płytę mogę dać 30zł (ok. 1/100 średniej pensji w Polsce, czyli 1/500 średniej w USA). Obniżcie ceny, to przestanę ściągać piraty. Innymi słowy: nie okradajcie mnie, to ja nie będę okradał was.

  • Gość: 3xvi

    Oceniono 38 razy 36

    pan od MJM niech się nie unosi bo jego firma też zaczynała (w latach 90) od piracenia

  • myfly

    Oceniono 43 razy 35

    Znowu powtarzanie tej samej bzdury.
    Jak ukradnę jabłko ze sklepu, to sprzedawca nie ma tego jabłka. Nie zarobi na nim. Jest na minusie przez złodzieja.
    Niech mi ktoś powie (może Litza?) co dokładnie KRADNĘ ściągając piosenkę z internetu? Czego pozbawiam tego artystę?
    Czy on traci pieniądze przeze mnie? Oczywiście, że nie. Przecież nie mam kasy na płyty, więc i tak bym jej nie kupił. Możliwe jednak, że polecę komuś tę piosenkę. Umieszczę ją na YouTube . I ten ktoś będzie miał tyle kasy i chęci by kupić całą płytę. Może też kupi bilet na koncert. Internet to w tej chwili najlepsze źródło reklamy i rozpowszechniania pomysłów, myśli. Zapewniam was, że gdyby nie darmowy dostęp do piosenek artyści wyszliby na tym o wiele gorzej. O niektórych nawet by nie usłyszano.

  • lubiem.fiku.miku

    Oceniono 42 razy 32

    Mnie nikt nie pyta czy pracodawca mnie okrada jak musze j****c po dwie godzinny dziennie wiecej i g*****o za to otrzymuje. Litza do cholery, takie są realia i p******eniem tego nie zmienisz.

  • head-cancer

    Oceniono 46 razy 30

    Aby być w tym kraju audiofilem szperającym za muzycznymi nowinkami i eksperymentami, kupującym legalnie każdą z nich na cd bądź winylu - co samo w sobie jest już nierzadko dużym wyzwaniem, bo w tym kraju na miejscu nic ciekawego nie ma - trzeba być zamożnym człowiekiem. Nie oszukujmy się statystyczny Polak z średniej wielkości miasta zarabia 1500 - 2000 tysiące miesięcznie na rękę. Zakup kompletnie już niepraktycznego nowego cd to wydatek rzędu 60 - 80 złotych. Kto to kupi się pytam, skoro ludzie dziś są zabiegani i słuchają muzyki wszędzie gdzie się da tylko nie w domu?
    Niech pan Litza wrzuci swoje plumkanie w jakimś bezstratnym formacie na stronę swojego zespołu, tak aby można było wszystko uczciwie przesłuchać i zakupić z osobna te utwory, które nam się podobają, za powiedzmy 2 zł od kawałka. Uniknie w ten sposób zbędnych pośredników, którzy i tak zabierają mu ponad 90% przychodów ze sprzedaży albumu. Niech w takim układzie 20 tysięcy młodych ludzi ściągnie odpłatnie piosenkę Luxtorpedy i niech każde z nich zapłaci za to 2 zł, i niech całość trafi do kieszeni artysty. Litza będzie miał 40 000 zł zysku, ze sprzedaży jednego tylko kawałka. Pozostaje tylko kwestia opłacenia studia, bo tłocznia i drukarnia odpada. Książeczką to ja całym szacunkiem mogę sobie dupę podetrzeć. 40 000 zysku to chyba wystarczająco jak dla skromnego wyznawcy Jezusa?
    Co więcej, brytole już dawno udowodnili, że internetowi złodzieje mediów w statystycznym rozrachunku kupują więcej oryginalnych płyt, filmów i częściej chadzają na koncerty, niż ich uczciwi koledzy, słuchający kaszany w stylu radia zet, gdyż są zwyczajnie lepiej zorientowani w tym co się dzieje na muzycznym i filmowym rynku.
    Internauci nie dajcie się robić w konia cwaniakom.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX