Opole w ogniu krytyki. Mozil: "Za sceną zrobił się bar, ludzie zaczęli pić. Wszystko zaczęło się sypać" [WYWIAD]

Rozmawiał Mariusz Wiatrak
18.06.2013 18:43
A A A
Czesław Mozil

Czesław Mozil (fot. Adam Golec / AG)

- Jestem niezwykle dumny z tego, że stałem się częścią tego festiwalu, ale brak profesjonalizmu w Opolu poraża - mówi dla Gazeta.pl Czesław Mozil, jedna z gwiazd tegorocznej imprezy. Prasa znowu była bezlitosna. Rocznicowe (50.) Opole wypadło gorzej niż fatalnie. Festiwal zdominowali celebryci, antybohaterką sieci stała się Joanna Moro po wykonaniu "Człowieczego losu" z repertuaru Anny German, prowadzący zamiast bawić, wprawiali w zażenowanie i tylko debiutantów właściwie dało się słuchać.
Festiwal od lat cieszy się złą sławą. Jubileusz, choć szacowny, tylko to potwierdził. "TVP zamienia swój legendarny festiwal w jarmarczny show, przegląd plastiku i tandety - pisze Robert Sankowski w "Gazecie Wyborczej". - To wszystko jest efektem choroby telewizyjnej, na którą Opole cierpi od lat. To od dawna nie jest festiwal muzyczny, który lansuje nowe gwiazdy i nowe trendy. Jak słusznie zauważyli internauci na różnych forach, dziś to raczej Opole ogrzewa się w blasku swoich gwiazd. Jest dodatkiem do parady celebrytów, która defiluje przez scenę".

To, że ten festiwal od dawna rozmija się z tym, co w polskiej branży rozrywkowej ciekawe, wiadomo od dawna. Nie ma edycji, po której krytycy nie apelowaliby o zmianę formuły legendarnej imprezy. Dzisiaj dołączają do nich też artyści.

"Opole, pogadamy? Ja chciałbym pogadać, zależy mi. Dlaczego POLSAT lub ktoś inny ciebie nie robi? Opole, staraj się, wiem że każdy czeka na twoje ruchy. Opole, jak tu żyć?" - napisał Czesław Mozil na Facebooku.



Mariusz Wiatrak: Chciałeś pogadać, to pogadajmy.

Czesław Mozil: Z góry zaznaczam: nie zależy mi na tym, żeby robić dym, ale fascynuje mnie to, że festiwalowi z taką piękną tradycją i takim zapleczem, dupę ratuje sztab techniczny, bo na pewno nie ludzie, którzy go organizują. Wyobraź sobie: cztery dni wcześniej przyjeżdżam na próbę ze swoimi muzykami i na miejscu okazuje się, że nikt nie wie, ilu nas jest, jakie piosenki będziemy grać, w jakim są klimacie, mimo że dwa miesiące wcześniej wszyscy o to pytali, a my na wszystko mailowo odpowiadaliśmy. Później przyjeżdżamy i okazuje się, że nikt nic nie wie.

Błąd ekipy?

- Niemożliwe, bo dokładnie ci sami ludzie robili tydzień wcześniej TOPtrendy i wiem, że są profesjonalistami. Tutaj tylko słyszałem: "Czesław, my nic nie dostaliśmy, nic nie wiemy".

No ładnie.

- I wyobraź sobie, że gram próbę i nagle dowiaduję się, że nie możemy zaśpiewać piosenki po angielsku, bo polski widz - jak usłyszeliśmy - na pewno jej nie zrozumie. Brakuje szacunku dla artystów. W umowie mieliśmy zapisane, że będziemy grać osiem minut, ostatecznie dostaliśmy tylko pięć. Poza tym na stronie Opola zapowiadani jesteśmy jako "Czesław Mozil - Projekt duński". Przecież od początku ten zespół nazywa się Czesław Śpiewa.

Hirek Wrona napisał na Facebooku: "Dwie godziny słuchałem opowieści o kulisach organizacji tegorocznego festiwalu w Opolu... Robię w tej branży 34 lata, ale szczęka mi opadła".

- Dlatego absurdalne wydaje mi się, jak ktoś mi zarzuca, że reprezentuję tutaj TVN. Tydzień wcześniej byłem na TOPtrendach [za imprezą stoi Polsat - red.], gdzie byłem tylko gościem Heya, ale wszyscy i tak wiedzieli, co śpiewam, jak zaśpiewam i nie było z tym żadnego problemu. Telewizja Polska wciąż chyba jest przekonana, że jest jedyną stacją telewizyjną w tym kraju. Nie potrafię ogarnąć, jak program telewizyjny, który leci na żywo, może mieć godzinne opóźnienie. Efekt był taki, że w pewnym momencie za sceną zrobił się po prostu bar, ludzie zaczęli pić, wszystko zaczęło się sypać.

Opóźnienie w programie na żywo?

- Też tego nie rozumiem.

A co zrobiliście z piosenką?

- Usłyszałem: "Czesław, to dla twojego dobra, zmień tę piosenkę, bo ludzie nie będą bić brawa". I tutaj przyznaję: na próbie zagrałem utwór "Baczyński - pieśń o szczęściu", "Łabędzie" i "Maszynkę do świerkania", o którą mnie proszono, ale już na żywo "Maszynki..." nie było. Słyszałem też historię, że jedna piosenkarka - bardzo znana - na próbie zagrała trzy piosenki, a na żywo cztery, i to całkiem inne.

Ale kawałek po angielsku przecież był.

- Był, ale inny - zamiast "Not the First, Not the Last One" zagraliśmy "A Toast for the Host", czyli... "Wypijmy za gospodarzy". Nie chciałbym, żeby ktoś mnie źle zrozumiał: jestem niezwykle dumny z tego, że stałem się częścią tego festiwalu, ale brak profesjonalizmu w Opolu poraża. Wystarczył zresztą rzut oka na nasz występ. Gramy, kamera idzie i nagle nasz gitarzysta zostaje zasłonięty bananami. Rozumiem, że telewizja chciała, żebym to ja stał na środku i śpiewał, ale ja jestem częścią zespołu i tego nie zmienię.



Sporo mówi się o tegorocznych wpadkach, o nudnych piosenkach i prowadzących, o tym, że Joanna Moro zaśpiewała nie tak, jak powinna, ale prawdą jest, że na Opole narzeka się od lat.

- I to, co widziałem za kulisami, chyba potwierdza, że nie bez powodu. Szczególnie przed kabaretonem - krzyki, bałagan, złość, niekompetencja, stres, każdemu zależy, żeby zagrać jak najlepiej, choć wszyscy wiedzą, że atmosfera powinna być inna. Jest jakiś błąd w systemie, którego nikt nie chce albo nie potrafi naprawić.

Festiwal w Opolu ma piękną tradycję, gdyby go zabrakło, zabrakłoby też ważnej cząstki polskiej rozrywki. Może jednak jego czas już przeminął?

- Nie, bo wciąż wierzę, że da się zrobić festiwal telewizyjny na przyzwoitym poziomie. Zastanawiam się tylko, jak to możliwe, że nikt nie powiedział Joannie Moro, że coś jest nie tak...

Może błąd techniczny?

- Ktoś w telewizji doszedł do wniosku, że skoro serial jest na topie, to ona musi zaśpiewać. Efekt jest taki, że nagle cały ten serial, cała ta pozytywna atmosfera, jaka wokół niej i wokół Anny German się wytworzyła, w jednej chwili zgasła. Tu nawet nie chodzi o to, że Joanna zafałszowała. To organizatorom zabrakło rozsądku.



Jakaś miła sytuacja?

- Spotkanie z Panem Andrzejem Grabowskim. To, że mogłem sobie z nim przybić piątkę, pogadać o jego płycie, której teraz słucham, poprosić go o podpis.

I co zapamiętasz z tegorocznego festiwalu?

- Widok przypadkowych, pijanych osób w strefie VIP-owskiej - czyli w strefie świętej, miejscu, gdzie artyści powinni czuć się bezpiecznie - i moment, kiedy Pan Andrzej Grabowski nie mógł opędzić się od jakiegoś pijanego faceta na zapleczu. Czyli według mnie w każdym elemencie, od backstage'u do realizacji, tym festiwalem rządzi przypadek.



Tagi:

Zobacz także
  • 61
  • 33
Komentarze (177)
Zaloguj się
  • drupal

    Oceniono 383 razy 329

    Bo to jest POLSKI festiwal POLSKIEj piosenki a w Polsce rządzi prowizorka i pijaństwo na zapleczu.
    Wczuj się w klimat Mozil i wyluzuj.

    Opole jest jakie jest dzięki tym klimatom z czasów nocy kabaretowych Smolenia i Laskowika.
    Tu rządzi zasada: nie ma brzydkich piosenek tylko wódki czasem brak.

  • kruczkr

    Oceniono 335 razy 283

    Top Trendy wcale nie lepszy. Zalew kiczu i plastyku. Tez należałoby zmienić formę. Ale z tym będzie gorzej. Mamy społeczeństwo takie jakie mamy.

  • serpikomiko

    Oceniono 276 razy 152

    Na festiwalu polskiej piosenki śpiewa się po angielsku. To może w ogóle nie śpiewać po polsku ? A festiwalu zrobić jakiś "top trendy Opole festival" Bo takie czasy przyszły po "odzyskaniu niepodległości", że konkurs recytatorski dla przedszkolaków Pcimiu Dolnym musi mieć angielską nazwę. Jak to w kolonii !!!
    Co by to było, gdyby kiedyś ktoś w Opolu zaśpiewał po rosyjsku ? IPN do dzisiaj ścigałby zbrodniarzy !

  • gnom_kartuski

    Oceniono 237 razy 107

    mnie za to porażają "występy" Czesia M. w porannym programie "Zwolnienie z WF-u" na Esce Rock. Nie wiem kto był tak zdesperowany, zeby tego Pana zapraszać do programu. Ani nie jest teraz zabawnie, ani ciekawie, a zrozumienie bełkotliwej mowy Czesia jest naprawdę problematyczne. Niestety Maciej Stuhr bywa rzadko gościem programu, Agnieszka Szulim bywa nieco częsciej - ale i tak Czesio z braku innych ofert zdominował ten program 4 razy w tygodniu. nawet Kuba Wojewódzki zdaje się być znudzony nim, bo nawet nie sili się na jakieś oryginalne żarty. Ot, dobrze że jest jeszcze Antyradio i inne stacje, bo tego w tym zestawie naprawdę się nie da już słuchać.

  • observatorx

    Oceniono 111 razy 95

    Czesiek, godzinne opóźnienie w programie z playbacku to by dopiero była wpadka..

  • jakmutam

    Oceniono 273 razy 77

    Czesław Narzeka. I to na co ? Na picie za sceną. Gdyby były wyżymaczki do ludzi to z Czesia dałoby się wyżąć parę literków czystej okowitki. O każdej porze dnia i nocy.

  • dokto

    Oceniono 98 razy 44

    Bez przesady z tą panią Moro. Jaki ma zdolności do śpiewania to było wiadomo bo sama wyrażała się o nich sceptycznie. Dobrze, że zaśpiewała na początku bo jej wpadki skutecznie "przyćmiły" następne występy.
    Ale fakt, gdyby nie pani Kwiatkowska bodajże, ta od parodiowania, to nie dałoby się tego wogóle oglądać. Następnym wieczorom już nie dałem rady;)

  • cillian1

    Oceniono 89 razy 43

    Panie, zabierzesz wódkę Polakom - to stodołę rozwalą nawet!

    Coś dziwny ten najazd na Opole - ktoś che przejąć organizację?
    Konkurencja nie śpi - oj nie śpi!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX