Krok, który zmienia przeciętnego obywatela w bestię, wcale nie jest trudny do wykonania [RECENZJA]

22 lipca 2011 roku Norwegia obudziła się ze snu. Pięknego snu o prawie idealnym społeczeństwie i kraju wielkich szans. Widmo terroryzmu, dotąd kojarzone z islamskimi radykałami, zmaterializowało się z całą swoją mocą, jednak postać, jaką przybrało, była rodzima do granic możliwości. Rdzenna i norweska z dziada - pradziada.
Tego dnia 77 osób poniosło śmierć, a 33 zostały ranne, kiedy 32 letni Anders Behring Breivik w przebraniu policjanta dostał się na wyspę Utoya niedaleko Oslo, na której odbywał się obóz młodzieżówki lewicującej Partii Pracy i dokonał prawdziwej masakry wśród jego uczestników. Kilka godzin wcześniej podłożone przez niego bomby eksplodowały pod siedzibą premiera Norwegii w Oslo. Kraj zastygł w przerażeniu.

Koniec złudzeń

Z czym kojarzy nam się Norwegia? Na pewno z zimnem, krótkim dniem i daleką północą. Historycznie z wikingami, obecnie - z nową falą popularnych kryminałów albo erupcją black metalu w latach 90. ubiegłego stulecia. Drugie, uważniejsze spojrzenie, przynosi wizję spokojnego i bogatego kraju położonego wśród bajecznych fiordów, o stabilnym systemie politycznym i mocno wyeksponowanym modelu "państwa opiekuńczego". Kraju, w którym obywatel otoczony jest pomocą socjalną obejmującą - co należy zauważyć - nie tylko rdzennych mieszkańców Norwegii, ale także imigrantów, którzy do tego państwa ściągają nader chętnie. Wydarzenia z 2011 roku tym bardziej wstrząsnęły Norwegią, która podobne sytuacje znała dotychczas z zagranicznych serwisów informacyjnych i w sposób wręcz kategoryczny odrzucała możliwość takich zdarzeń na swoim gruncie.

Norweska dziennikarka i pisarka Asne Guldahl Seierstad, pisząc "Jeden z nas. Opowieść o Norwegi", dokonała rzeczy naprawdę arcyciekawej. Pokazała kwestię zamachu Brevika prawdopodobnie z każdej możliwej perspektywy, jaka rzutowała na rozwój i przebieg zdarzeń, których ukoronowaniem był dramat na wyspie, pojmanie sprawcy i pokazowy proces, w którym zabójca bez skrępowania opowiadał o swoich działaniach. Ba, nawet z całą mocą stwierdzał, że gdyby był na wolności, nadal popełniałby podobne czyny. Sama książka, chociaż można ją zaliczyć do tak zwanej literatury faktu, ma narrację rodem z beletrystyki, wzbogaconą o żywe dialogi, co sprawia, że momentami ma się wrażenie, że jest to właśnie jeden z wyżej wspomnianych skandynawskich kryminałów. Naturalnie do momentu, aż czytający nie uświadomi sobie, że opisywane wydarzenia zdarzyły się naprawdę.

Początki obłędu

"Jeden z nas" to bardzo wnikliwy obraz Norwegii ostatnich kilkudziesięciu lat. Autorka nie ogranicza się bowiem do samego zamachu i zdarzeń z nim związanych, lecz sięga głębiej, do lat siedemdziesiątych, kiedy urodził się Brevik. Przedstawia realia tamtego okresu i świadomość ludzi wtedy żyjących. Ukazuje rodzinę zamachowca, jej losy, decyzje i błędy. I trzeba przyznać, że jest to naprawdę gruntowna analiza, momentami wręcz zbyt drobiazgowa, przez co jeszcze bardziej eksponująca mechanizmy psychologiczne, które kształtują tak nieobliczalne jednostki jak zamachowiec z wyspy Utoya. Seierstad prowadzi czytelnika tą samą ścieżką, którą podążał Brevik - od dzieciństwa, przez edukację, zainteresowania, pracę zarobkową, aż po opętanie ideą, która popchnęła go do mordowania. Jednocześnie autorka pokazuje samą Norwegię - kraj, który z hermetycznego stał się na przestrzeni kilkunastu lat wręcz kosmopolityczny, po tym jak otworzył swoje granice dla uchodźców z Iraku, Pakistanu i Somalii, zaburzając niejako na własne życzenie silne poczucie państwowości. To miejsce, w którym wykwitają graffiti, w którym na ulicach mówi się "kebabowym norweskim" - mieszanką ojczystego języka i imigracyjnego slangu. To państwo nałogowych graczy komputerowych i młodocianych aktywistów partyjnych, bo polityka jest w nim prawie tak samo popularna jak sport.

Nie tylko Breivik

Zaznaczyć trzeba jeszcze jedną kwestię. Autorka, snując swoją opowieść, nie skupia się wyłącznie na losach Andersa Breivika. Wręcz przeciwnie. Z podobnym pietyzmem pokazuje sylwetki osób, które w całym zdarzeniu także brały udział. Nie ważne, czy jest to irakijska rodzina, która w imię lepszego jutra porzuciła wszystko i uciekła z Damaszku, by uzyskać azyl w mroźnym Oslo, czy rodzeństwo młodych entuzjastów lewicowej Partii Pracy, ich losy pokazane są w taki sam obrazowy, wręcz filmowy sposób. To bardzo ważne, bo w doskonały sposób stanowi przeciwwagę dla poglądów reprezentowanych przez Brevika. Antyislamskim, pseudonaukowym dywagacjom, które zabójca zawarł w swoim manuskrypcie, pisarka przeciwstawia realną sytuację arabskich emigrantów, a prawicowe przekonania i religijność zabarwiona chrześcijańskim wolnomularstwem zestawiona jest z liberalnymi poglądami rządzącej partii, stanowiącej według Brevika źródło "upadku" Norwegii. Kluczowa w tym wszystkim jest autentyczność przekazu autorki, której udało się uniknąć stronniczości i która rzetelnie pokazuje racje obydwu stron, pozwalając czytelnikowi dokonać własnej oceny sytuacji, bynajmniej nie jednoznacznej. Jednocześnie Asne Seierstad nie tłumaczy mordercy, przedstawia jedynie, jak kształtowała się na przestrzeni lat jego osobowość. Pokazuje jednocześnie, że krok, który zmienia przeciętnego obywatela w bestię, wcale nie jest trudny do wykonania, i akurat w tym przypadku w pewnym stopniu ponosi za to winę także państwo i żyjące w nim społeczeństwo.

Taki jak my?

"Jeden z nas" to doskonała książka. Brawurowo napisany obraz współczesnej Norwegii - kraju, o którym tak naprawdę niewiele wiemy, a w którym decydującą rolę odgrywa mentalność cechująca się niekiedy dziecięcą naiwnością i wiarą w moc państwa i współobywateli. Swoista naiwność, która tamtego lipcowego dnia przeszła bardzo ciężką próbę. Bo przecież Anders Behring Breivik żył pośród nich. Każdego dnia. Był jednym z nich.

"Jeden z nas. Opowieść o Norwegii"
Asne Seierstad
Wydawnictwo W.A.B.
Ebook jest dostępny w Publio.pl >>

Komentarze (27)
Krok, który zmienia przeciętnego obywatela w bestię, wcale nie jest trudny do wykonania [RECENZJA]
Zaloguj się
  • g.m.jackie

    Oceniono 115 razy 69

    Bawi mnie sposób w jaki lewacka prasa udaje, że można postawić znak równości pomiędzy pojedynczymi bandytami jak Brevik czy ten facet w USA, który strzelał w Kościele do Murzynów a masowym ruchem islamistycznym z uzbrojonymi po zęby fanatykami, kapłanami, przywódcami i politykami.

  • pogromca_bzdury

    Oceniono 41 razy 27

    Znów ten Mastalerek...

  • wicipinski

    Oceniono 26 razy 26

    Ja też kiedyś miałem obłędne pragnienie unicestwienia wielu osób. Siedziałem na zebraniu, słuchałem co mówią i każde słowo przybliżało mnie do furii. Byłem na konferencji orzeczników ZUS

  • kolumb2

    Oceniono 33 razy 21

    Breivik na przewodniczącego parlamentu europejskiego,on poradzi sobie z muzułmańskim motlochem

  • plastikpiokio

    Oceniono 43 razy 21

    czy on ma brata blizniaka w pisie ?????

  • super_smaczny

    Oceniono 26 razy 18

    Jednocześnie autorka pokazuje samą Norwegię - kraj, który z hermetycznego stał się na przestrzeni kilkunastu lat wręcz kosmopolityczny, po tym jak otworzył swoje granice dla uchodźców z Iraku, Pakistanu i Somalii, zaburzając niejako na własne życzenie silne poczucie państwowości.

    nie ma wlasne zyczenie tylko glosami nawiedzonych politykow ktorzy byli u wladzy i blednie ocenili konsekwencje swoich czynow ... nie przeprowadzono referendum tylko decyzjami administracyjnymi przyjeto zmiany ktore byly bardziej istotne niz zmiana konstytucji ...decyzje podejmowane przez tzw elity w oderwaniu od nastrojow spolecznych predzej czy pozniej doprowadzaja do napiec spolecznych wiec najprostszym wyjsciem wydaje sie zorganizowanie referendum w kluczowych sprawach np uchodzcow ... w przeciwnym razie napiecie bedzie narastac, az w koncu pojawi sie nowy Führer i historia zakonczy kolo ..

  • bazyli21

    Oceniono 22 razy 16

    "...Antyislamskim, pseudonaukowym dywagacjom, które zabójca zawarł w swoim manuskrypcie pisarka przeciwstawia realną sytuację arabskich emigrantów ... Kluczowa w tym wszystkim jest autentyczność przekazu autorki, której udało się uniknąć stronniczości i która rzetelnie pokazuje racje obydwu stron..."

    No to albo autorce nie udalo sie zrozumiec tej bezstronnosci i obiektywnosci, albo ksiazka wcale nie jest bezstronna. Jesli z jednej strony cos pokazuje sie jako "pseudonaukowe dywagacje", a z druga definiuje sie "a tak to w rzeczywistowsci wyglada", to dokonuje sie jednoznacznej i subiektywnej oceny.

    Niestety, nie da sie utrzymac linii poprawnosci politycznej i jednoczesnie zachowywac obiektywizm w spawach konfliktow kulturowych. A to dlatego, ze polityczna poprawnosc z definicji odrzuca mozliwosc takich konfliktow.

  • smileykkk

    Oceniono 21 razy 15

    sytuacja jest taka ze jezeli nadal beda media jednostronnie saczyc swoja propagande a lewackie rzady przyjmowac wszystkich bedzie takich desperatow wiecej. bo nie moze byc tak ze glos czesci spoleczentwa ktore nie chce wyranodowienia na rzecz multikulturalizmu nie bedzie sluchany przez polityczna elite. panstwa skandynawskie zmieniaja sie na naszych oczach. to proste ci ktorzy przyjezdzaja maja wieej dzieci a miejscowi mniej. z roku na rok odsetak obcyh rosnie. w pewnym momencie nie beda juz soba tylko jakim tyglem ludzi z roznych miejsc... i moze o to wlasnie komus chodzi. zeby sie kraje europejskie wyranodowily a nastepnie zintegorowaly w zjednoczona europe... taki rzad swiatowy... bo wszytsko bedzie tak pomieszane ze nie bedzie wikszych roznic miedzy panstwami.

  • jla-2

    Oceniono 12 razy 10

    Polecam. Książa mimo drobiazgowej analizy faktycznie wciąga jak doskonały kryminał, choć świadomość prawdziwości opisanych zdarzeń nie pozwalała mi cieszyć się w pełni lekkością pióra autorki.
    Oprócz wnikliwych analiz życia Breivika, zycia niektórych z jego ofiar, zycia w Norwegii i problemu imigracji autorka dotarła także i zrekonstuowala z wielką szczegółowością, minuta po minucie sam zamach oraz akcję ratunkową.

    Ta część książki wstrząsnęła mną szczególnie, gdyż obnaża kompletną nieporadność norweskiego aparatu państwowego wobec takich zdarzeń, pokazuje, jak zawodzili po kolei, niemalże na każdym szczeblu, poszczególni ludzie biorący udział w akcji ratunkowej.

    Mamy tu cały wachlarz ludzkich zachowań, które zaważyły na liczbie ofiar – od zwykłej nieporadności przez brak zainteresowania pracą po karygodną niesubordynację.

    Śledząc strona po stronie ten festiwal pomyłek, niedoróbek i tańca wokół własnego ogona, podczas gdy przez nikogo nie niepokojony Breivik zabijał, nie mogłam uwierzyć, że to zdarzyło się naprawdę.
    Niektóre sytuacje (pomylki, niedopowiedzenia, brak nalezytej uwagi) powinny miec miejsce jedynie w glupawych komediach typu „Gang Olsena”, a one wydarzyly sie naprawdę (!) i przyniosły tak przerażające żniwo. Zastanawiałam się, czy będąc kimś z bliskich ofiar chciałabym to wiedzieć, chyba nie…
    Nasuwa się tez nachalnie smutna konstatacja, ze wobec takich zdarzen jesteśmy zwyczajnie bezbronni, pozostaje mieć tylko mieć nadzieję, że nigdy nie znajdziemy się w ich srodku.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX