Prawa do ekranizacji jego książek sprzedane. Borys Szyc chciałby zagrać [ROZMOWA]

17.06.2016 12:54
Remigiusz Mróz

Remigiusz Mróz (Fot. Sławomir Mielnik, (c) Wydawnictwo Filia)

Dwukrotnie nominowany w jednym roku do prestiżowej Nagrody Wielkiego Kalibru, uhonorowany Nagrodą Wielkiego Kalibru Czytelników Remigiusz Mróz jest jednym z najbardziej wyróżniających się współcześnie autorów kryminałów. Znany z zawrotnego tempa pracy i doskonałego kontaktu z czytelnikami tomem "Trawers" zakończył jeden ze swoich słynnych cykli literackich. O jego miłości do gór, pracy nad książką i jej ekranizacją z autorem rozmawiała Justyna Walczak.


"Trawers" i inne ebooki Remigiusza Mroza są dostępne w Publio.pl >>

Justyna Walczak: Przeszedłeś wszystkie szlaki w Tatrach, o których wspominasz w "Ekspozycji", "Przewieszeniu" i "Trawersie"? Zeszłam Tatry wzdłuż i wszerz i, czytając książki, czułam się, jakby mówił do mnie prawdziwie zaprawiony górołaz. Albo ktoś, kto przed napisaniem książki wykonał doskonały research.

Remigiusz Mróz: Niestety nie wszystkie, ale większość - i był to najprzyjemniejszy research, jaki wykonałem. Właściwie trochę przesadzam, mówiąc o tych wędrówkach w taki sposób, bo najpierw chodziłem, a potem wykorzystałem znane trasy w powieści... nie przemierzałem więc szlaków z zamysłem, żeby przygotować się do pisania książki. Góry generalnie są jednym z nielicznych miejsc - jeśli nie jedynym - gdzie o pisaniu myślę stosunkowo mało.

Czy w takim razie konsultowałeś np. z ratownikami TOPR szczegóły dotyczące górskiego życia i pracy?

Nie, raczej nie korzystam z pomocy konsultantów. Chciałbym móc to robić, ale potrzebowałbym ludzi, którzy byliby dostępni niemal przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Wynika to z tego, że pracuję dość intensywnie i mogłoby się zdarzyć tak, że o wpół do dwunastej w nocy będę na cito potrzebować jakiejś informacji - lepiej samemu ją znaleźć, niż nękać innych.

Wiesz, że czytanie "trylogii tatrzańskiej" (aż korci, by ją tak nazwać) zaowocowało w moim przypadku refleksjami typu "może góry nie są jednak tak bezpiecznie, jak myślałam". Włóczę się po górach samotnie i Twoje powieści, mimo że fikcyjne, zasiały we mnie ziarnko niepewności. Chciałeś, żeby to tak działało? A może sam zastanawiałeś się nad tym, czemu w miejscu, które - jak zabójca wielokrotnie podkreśla - jest idealnym miejscem do działania, ludzie zapominają o podstawowych zasadach bezpieczeństwa i tak szybko zaczynają sobie ufać?

Dobre pytanie! Chyba jest tak dlatego, że prawdziwy górołaz zdaje sobie sprawę z tego, jak niebezpieczna jest natura. Szuka więc oparcia w innych, którzy to przekonanie podzielają - i może stąd na szlakach i w schroniskach darzymy się większym zaufaniem. To świetna rzecz, nie chciałbym tego zepsuć (śmiech).

Idąc dalej tropem analogii do prawdziwego życia... Raczej nie siedziałeś w więzieniach, w których siedział Forst (red. główny bohater trylogii). Czy Czarny Delfin i Podgórze są wzorowane na konkretnych miejscach? Mam wrażenie, że doskonale oddałeś w książkach atmosferę więziennego życia.

Tak, obydwa istnieją naprawdę, choć o Czarnym Delfinie nie ma zbyt wiele informacji. Mnóstwo jest za to propagandy i niedopowiedzeń, więc pewne rzeczy musiałem zmyślić, a inne pokazać w nieco innym świetle. Jakiś czas temu wyemitowano dokument na National Geographic, ale pokazano wyłącznie tyle, na ile pozwoliły władze. Cała reszta pochodzi z nielicznych relacji tych, którym udało się opuścić mury Delfina. I którzy mieli na tyle odwagi, by choćby pobieżnie opowiedzieć o tamtejszym świecie.

A co Ciebie w nim najbardziej zaintrygowało?

To, że siedzą tam osoby skazane za kanibalizm. A poważnie mówiąc - wszystkie niedostępne miejsca są w pewien sposób magnetyczne dla ludzkiej wyobraźni. A być może szczególnie te, w których zamknięto i stłamszono zło w czystej postaci.

Skąd pomysł na wykorzystanie w trylogii wątku religijno-politycznego?

W przypadku zwojów z Qumran sprawa była prosta - od dawna chciałem napisać powieść, w której ten temat by się pojawił. Dzięki temu sam mogłem go zgłębić, a wydawał mi się interesujący. Polityka to natomiast zupełnie inna kwestia. Nie planowałem wplecenia jej w fabułę, ale kiedy tylko idea wpadła mi do głowy, wiedziałem, że to jest to. A dlaczego wpadła? Bo jestem typowym news junkie - pochłaniam wszystkie wiadomości ze świata i zapewne osiadają mi gdzieś z tyłu głowy, czekając tylko, by wychynąć w najmniej oczekiwanym momencie.

Podczas pisania książek można się wiele nauczyć, prawda?

Mnóstwa rzeczy! W dodatku większość z nich zostaje w pamięci, bo kiedy wplata się owoce researchu do fabuły, mieli się je w umyśle po raz drugi. Żadne wkuwanie nie może się z tym równać.

W jednym z tekstów pisze się o Forście jak o skrzyżowaniu McGyvera z Tyrionem Lannisterem. Tak go widziałeś, kiedy powoływałeś go do życia?

Forst występował już jako krzyżówka wielu bohaterów, co chyba jest dobrym sygnałem, bo oznacza, że mamy do czynienia z wielowymiarową postacią. Cieszy mnie, że zmieniał się z tomu na tom, bo właściwie wieloczęściowe historie pisze się głównie po to, by dać bohaterom pole do rozwoju. Nie miałem jednego, żelaznego zamysłu na to, jakim Forst będzie człowiekiem - na dobrą sprawę zresztą nigdy nie mam. Zostawiam moim bohaterom dowolność w kształtowaniu swoich charakterów.

Zapytam więc przewrotnie: dlaczego Forst musiał tyle wycierpieć?

Chyba właśnie po to, by mógł ewoluować. I może nawet jest w tym jakaś logika - skoro nie mogę wpływać na charakter postaci bezpośrednio, to staram się kształtować go poprzez fabułę. Rzucając Forsta na głęboką wodę i wystawiając go na kolejne próby, mogłem w praktyce sprawdzić, z jakiej gliny jest ulepiony.

I co, Twoim zdaniem okazała się wystarczająco mocna?

Trudno jednoznacznie przesądzić. Z jednej strony nie, bo nie poradził sobie z uniesieniem ciężaru przeszłości, z drugiej jednak ostatecznie udźwignął wszystko to, co teraźniejszość zrzuciła na jego barki. Koniec końców decyzja należy do czytelników - po zamykającej cykl scenie na dworcu widzimy doskonale, co się z nim stało.

Czytelnicy na całym świecie przyzwyczaili się już do detektywów z alkoholowymi problemami i ciężką, niewyjaśnioną przeszłością. Czy Twoim zdaniem pozytywny, prosty w swej konstrukcji i spełniony życiowo bohater nie sprawdziłby się w roli komisarza czy detektywa?

Pewnie sprawdziłby się mniej więcej tak, jak wierne opisywanie prawdziwej, policyjnej roboty. W dużej mierze sprowadza się ona do siedzenia za biurkiem, pisania raportów czy załatwiania innych spraw, które nie byłyby przesadnie emocjonujące dla odbiorcy. Przypuszczam, że w przypadku pozytywnego, wesołego protagonisty mogłoby być podobnie. Nawet Harry Bosch grasujący u Connelly'ego po słonecznych bulwarach Los Angeles ma w sobie nie mniej mroku niż niejeden komisarz ze Skandynawii.

Przy tworzeniu której postaci miałeś więcej radochy - Forsta czy Chyłki?

Nie potrafię wybrać, obydwie bowiem okazały się bardziej skomplikowane, niż na początku przypuszczałem. Chyłka wciąż odkrywa przede mną swoje karty i niechętnie dzieli się przeszłością - pierwszy dobry wgląd w nią uzyskałem dopiero podczas pisania czwartego tomu, który ukaże się na jesieni. Cofniemy się wtedy trochę w czasie i trafimy do momentów, które w dużej mierze ukształtowały charakter prawniczki. W przypadku Forsta było mi trochę łatwiej, okazał się bardziej otwarty. Może przeważyła męska solidarność, a może wszystko to wynika z faktu, że Chyłka to naprawdę uparte babsko.

W "Trawersie" Chyłka i Forst wreszcie się spotykają. Czy to ukłon w stronę czytelników, którzy od początku serii wywierali na Tobie presję, by ich ścieżki wreszcie się przecięły?

Właściwie wzmianka na jej temat pojawiła się już w pierwszym tomie, więc tylko kwestią czasu było, nim ich losy w pewien sposób się połączą. Przyglądałem się oczywiście temu, jak Czytelnicy zapatrują się na takie zabiegi, ale ostatecznie to książka jest panem i władcą.

Wróćmy do najnowszego tomu trylogii, "Trawersu". W stosunku do poprzedzających go dwóch tomów porusza problematykę tolerancji i uchodźców. Dlaczego zdecydowałeś się wprowadzić ten wątek?

Trudno powiedzieć, bo na dobrą sprawę nie planowałem tego. Choć chyba ze względu na to, że jestem nałogowym pochłaniaczem wszelkich wiadomości politycznych i okołopolitycznych, prędzej czy później musiało do tego dojść. Wiedziałem, że pewna grupa osób będzie zaangażowana w określone zdarzenia, ale nie miałem pojęcia, że ostatecznie będą to uchodźcy. Kiedy jednak ta idea wpadła mi do głowy, wiedziałem, że to jest to - kolejne pomysły eksplodowały reakcją łańcuchową i wszystko ułożyło się w logiczną całość. Tak to zazwyczaj działa. Pisarz może siedzieć i uparcie głowić się nad rozwojem fabuły, ale wiele dobrego to nie przyniesie. Potem nadchodzi jednak taki moment, kiedy znienacka pojawia się spoiwo, które wiąże wszystko, co do tej pory się napisało. Zupełnie jakby cały czas, od samego początku, tylko czekało na odkrycie.

À propos odkryć. Byłeś nominowany do Nagrody Wielkiego Kalibru...

I okazało się, że jako pierwszy pisarz podwójnie! Była to niesamowita niespodzianka, bo nie spodziewałem się pojedynczej nominacji, co dopiero mówić o podwójnej i otrzymaniu Nagrody Czytelników Wielkiego Kalibru. Dla takich chwil naprawdę warto pisać.

Wyobrażam sobie, że Twoja radość była ogromna. Wszyscy miłośnicy Twoich książek z kolei oszaleli ze szczęścia, gdy okazało się, że sprzedano prawa do ekranizacji trylogii. Zdradzisz nam, jak doszło do tego? Jak zareagowałeś, gdy się o tym dowiedziałeś?

Doszło do tego chyba w taki sposób, w jaki powinno - ktoś przeczytał książkę, pochłonęła go zupełnie i zdecydował, że trzeba to nakręcić. To najprostszy możliwy scenariusz, ale też najbardziej właściwy, przynajmniej tak mi się wydaje. A samą wiadomość przekazał mi mój redaktor prowadzący, Adrian. Zadzwonił do mnie, zaczął od czegoś niezwiązanego zupełnie z clou programu, potem zaczął budować suspens niczym Agatha Christie, a ostatecznie zrzucił bombę. Byłem na głośnomówiącym w siedzibie wydawnictwa, ale zebrani w pierwszych chwilach usłyszeli jedynie milczenie, bo mnie zamurowało.

I kiedy już przemówiłeś, jakie słowa usłyszeli?

Hmm... "Ja pierdzielę".

Kto będzie odpowiedzialny za produkcję serialu?

Niestety nie mogę tego jeszcze zdradzić. Ekipa jednak jest już w dużej mierze zebrana, to naprawdę fajni ludzie, zamierzający zrobić coś świeżego. I od początku założyli, by jak najbardziej zaangażować mnie w cały proces. Właściwie sam trochę się od tego uchylam, bo to nie moje podwórko - znam się na pisaniu książek, nie na kręceniu filmów.

Czy będziesz miał wpływ na to, co zobaczymy na ekranie?

W pewnej mierze. Nie chciałbym jednak mieć zbyt dużego wpływu, bo im więcej zostawię profesjonalistom, tym większe prawdopodobieństwo, że wyjdzie z tego świetna produkcja.

Są tacy aktorzy, których najchętniej obsadziłbyś w głównych rolach?

Nie mam żadnych żelaznych typów. Zawsze trudno mi przypisać moim bohaterom twarze innych ludzi, bo to tak, jakby szukać aktorów do obsadzenia ról członków rodziny czy przyjaciół. Trudna sprawa.

Czy w związku z produkcją serialu czegoś się obawiasz? Traktujesz to jako wyróżnienie?

Obawiałem się przede wszystkim tego, że pracując nad scenariuszem, zabraknie mi czasu na pisanie książek (śmiech). Ostatecznie jednak ograniczyłem swoją rolę w tym zakresie, wychodząc z założenia, że chcę skupić się na tym, co uwielbiam i w czym czuję się najlepiej. Na pisaniu powieści.

Jesteś aktywny w internecie, a Twoi czytelnicy tworzą wyjątkowo zgraną i zaangażowaną grupę. Bycie w kontakcie z nimi sprawia Ci przyjemność?

Pewnie! Dzięki temu wiem, dla kogo piszę. Gdybym robił to dla siebie, od razu po napisaniu książki kasowałbym plik lub zamykałbym ją w szufladzie.

Co myślisz o internecie jako o niemal nieskończonej możliwości promocji książek i twórczości?

To potężne narzędzie nie tylko w tych sferach. Nie chcę przynudzać, ale w tym kontekście trzeba wspomnieć o rewolucji w Egipcie, która zaczęła się od Twittera, czy o zwycięstwie Baracka Obamy w 2008 roku. Eksperci podkreślali wtedy, że to pierwszy raz, kiedy ktoś został najpotężniejszym człowiekiem na świecie dzięki internetowi.

Czy może w związku z tym myślałeś może o założeniu modnego teraz bardzo Snapchata ;)? Jestem pewna, że Twoi fani chętnie podglądaliby, co robisz, jak biegasz, jak piszesz - i jak żyjesz?

Nie, bo z góry założyłem, że zabraknie mi czasu, żeby go aktywnie prowadzić.

Na zakończenie zapytam, bo zżera mnie ciekawość. Jaki szlak w Tatrach najbardziej lubisz?

Na koniec najtrudniejsze pytanie? Nie wiem, jest takich sporo - może któryś z tych, które prowadzą na Orlą Perć od strony Hali Gąsienicowej. Wyjątkowo ciekawy jest też żółty szlak po słowackiej stronie, prowadzący na Bystrą Ławkę.

A o jakich górach i szlakach marzysz?

Właściwie tylko o Tatrach, na razie nie ciągnie mnie w inne rejony. Chciałbym przejść całą Orlą Perć, od Zawratu do Krzyżnego, bo na razie szedłem tym szlakiem tylko na raty.

"Trawers" i inne ebooki Remigiusza Mroza są dostępne w Publio.pl >>




Zobacz także
  • Jakub Szamałek, laureat Nagrody Wielkiego Kalibru Jakub Szamałek z Nagrodą Wielkiego Kalibru 2016 [RELACJA Z GALI]
  • Jest prawnikiem, ma 28 lat i napisał już...30 książek. Nałóg?
Komentarze (5)
Prawa do ekranizacji jego książek sprzedane. Borys Szyc chciałby zagrać [ROZMOWA]
Zaloguj się
  • zabavnik

    0

    Joanna Sieniawska idealna do roli Chyłki

  • tobitornottobit

    Oceniono 9 razy -5

    Nie wiem, czy dla mnie większym "antyfenomenem" jest on z tymi nominacjami i ekranizacjami czy niejaka Puzyńska, której trzaskane w równie oszałamiającym tempie grafomańskie dzieła z pogranicza pamiętnika nastolatki (luknijcie bio autorki i porównajcie z bohaterką) i harlequina podobno sprzedano do kilku krajów. Widać problemem jest nie tylko to, że Polacy nie czytają, ale nawet ci którzy czytają, wybierają straszliwe gówna

  • amorvertical

    Oceniono 9 razy -5

    Sorki, ale marzenie pisarza, że chciałby aby Szyc zagrał bohatera jego książki, to jakby Lewandowski marzył w czasie kiedy w Zniczu Pruszków o zagraniu w Zagłębiu Lubin.

  • kuntakinte.1

    Oceniono 15 razy -7

    Grafoman. Jego powieść "Zaginiecie" jest totalną bzdurą. To nie ma nic wspólnego z literaturą , nawet rozrywkową

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX