"Nieznalska chce fiuta w bramie powiesić" - takie reakcje spotykają trójmiejską artystkę, po ogłoszeniu przez nią nowego projektu. Tym razem chce zrekonstruować słynną bramę Stoczni Gdańskiej, którą w grudniu 81' przejechało czołgiem ZOMO, by dostać się do strajkujących.
- Wpadłam na ten pomysł dzięki zdjęciu mojego ojca "No pasaran!" z 15 grudnia 1981 roku. Chcę odtworzyć bramę z tamtego konkretnego dnia, zdewastowaną przez czołg, w skali 1:1 - opowiada Dorota Nieznalska
w wywiadzie udzielonym Natalii Grzebałkowskiej i Dorocie Karaś w najnowszym wydaniu Dużego Formatu.
I znów
wbiła kij w mrowisko. I znów, jak twierdzi, w dobrych intencjach. Ale od czasów pamiętnej "Pasji" brakuje jej i poparcia władz miasta, które przedtem skore były do finansowania jej projektów, i przychylności świata sztuki.
Z galerii do sądu Choć wcześniej stworzyła jeszcze bardziej kontrowersyjne instalacje (m.in. "cykl zdjęć nagiego mężczyzny z pejczem, przed którym stał pies w pozie totalnej uległości"), to właśnie
stalowy krzyż ze zdjęciami genitaliów zaprowadził ją na sądową wokandę i dał miano "naczelnej skandalistki polskiej sztuki".
W dniu gdy zamykała ekspozycję "Pasji" odwiedzili ją aktywiści LPR-u. - Weszli, otoczyli mnie. Krzyczeli, że trzeba zniszczyć tę pracę. Nie chciałam, żeby ktoś jej dotykał, więc z jednym facetem zaczęłam się przepychać.
Nikt mi nie pomógł, choć wokół stali dziennikarze. Ustawili kamery i zaczęli robić wywiady z liderami LPR - wspomina artystka w Dużym Formacie wystawę zakończoną skandalem, procesem i opuszczeniem jej przez większość ludzi świata sztuki.
Otwarcie po 10 latach W 2010 roku po pierwszym wyroku skazującym i odwołaniu Dorota Nieznalska
została prawomocnie uniewinniona od zarzutu obrażania uczuć religijnych. Co jeszcze ważniejsze sąd dodatkowo "wskazał winnych" -
media, które podawały wyrwane z kontekstu informacje o jej instalacji, narzucając odbiorcom ich jednoznaczną, i obrazoburczą, interpretację.
W wywiadzie artystka po raz pierwszy otwarcie wspomina problemy rodzinne i to, co robiła przez 10 lat "wyklęcia ze świata sztuki" (była magazynierem, sprzedawcą, sprzątaczką). A przede wszystkim tłumaczy tło powstania innych swoich kontrowersyjnych projektów: cyklu koron cierniowych, czy niedoszłego happeningu z ukrzyżowaniem w Niemczech, kiedy to gazety pisały ponoć:
"Polska świnia znów robi skandal".
- Ja naprawdę mam dobre intencje. Może jestem naiwna? - całość wywiadu w czwartkowym wydaniu Dużego Formatu, dodatku do Gazety Wyborczej