Lepszego momentu na opublikowaniu swoich obserwacji badacze nie mogli wybrać. Po fali protestów przeciwko ustawom SOPA i PIPA czy ich międzynarodowym odpowiednikiem ACTA - Brett Danaher z Wellesley College i Joel Waldfogel z Uniwersytetu w Minnesocie ogłosili wyniki badań nad wpływem piractwa w sieci na zyski twórców filmowych.
Twierdzą oni, że
nielegalne udostępnianie filmów w internecie nie ma większego wpływu na liczbę widzów w amerykańskich kinach. Problem pojawia się dopiero poza granicami Stanów Zjednoczonych, gdzie filmy często wchodzą do kin ze sporym opóźnieniem. Wnioski? Im większy poślizg, tym większe straty filmowców.
3D nie zniechęca piratów Zazwyczaj na nowości filmowe nie muszą długo czekać widzowie w Wielkiej Brytanii czy Australii. Ale w pozostałych krajach - w tym w Polsce - opóźnienia w dystrybucji są spore.
Danaher i Waldfogel obliczyli, że
kilka tygodni zwłoki może oznaczać dla wytwórni nawet 40 procent straty. Jak podaje
serwis Deadline, każdy kolejny tydzień może się wiązać z obniżeniem zysków o ok. 1,3 procent.
Dla amerykańskich wytwórni to ważny sygnał, bo te zaczynają odnotowywać coraz większe zyski na międzynarodowych rynkach. Niedawno wytwórnia Paramount Pictures ogłosiła, że w zeszłym roku udało jej się zarobić przeszło 5 mld dolarów - prawie 2 mld w kasach zostawili Amerykanie, przeszło 3 mld widzowie z całego świata.
Jeszcze do niedawna twórcy wierzyli, że to technologia 3D będzie najlepszym narzędziem do walki z piratami w sieci. Nic z tego: "Avatar" Jamesa Camerona to tak samo najbardziej kasowa produkcja w historii kina, jak i
najczęściej ściągany film wszech czasów. I tak jednak swoje zarobił - w Stanach Zjednoczonych 700 mln dolarów, na całym świecie ponad 2 mld.
"Dystrybucja w sieci to przyszłość" Konserwatywne podejście wytwórni filmowych do dystrybucji jest od lat krytykowane, ale najwyraźniej z problemu w końcu zdają sobie sprawę sami filmowcy. Na pytanie, jak pogodzić "żywioł internetu" z ochroną praw twórców dzieł filmowych Jacek Bromski, jeden z obrońców ACTA, reżyser i prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich,
kilka tygodni temu odpowiedział:
- Dystrybucja on-line to przyszłość. Wyczekiwana.
Wprowadźmy dystrybucję internetową filmu, muzyki, literatury za rozsądną cenę. Producenci chętnie wstawią filmy do internetu za opłatą nawet dziesięć razy niższą niż cena rynkowa, bo opłaca się to i tak przy pominięciu opłat dla dystrybutora, hurtowni i sklepu.
Co więc stoi na przeszkodzie? - Wytwórnie obawiają się, że to w jeszcze większym stopniu ułatwiłoby kradzież filmów piratom - mówił.