Kult, Jello Biafra i młodość. Dziś rozpoczyna się Jarocin Festival

20.07.2012 09:30
Katarzyna Nosowska

Katarzyna Nosowska (Fot. Łukasz Giza / Agencja Gazeta)

Specjalny koncert na trzydziestolecie Kultu, występ legendy amerykańskiego punk rocka, byłego frontmana Dead Kennedys Jello Biafry oraz holenderskiej formacji metalowej Within Temptation to największe atrakcje tegorocznej edycji wielkopolskiej imprezy
Zestaw największych gwiazd dobrze oddaje charakter Jarocina. To połączenie przeglądu najmocniejszych punktów na polskiej scenie rockowej z zagranicznymi atrakcjami przykrojonymi do skali i rangi festiwalu. A także wymieszane w rozsądnych proporcjach historia i współczesność. Jarocin trzyma się tej formuły od kilku lat i wyraźnie nie zamierza jej zmieniać. To znaczące, bo niemal wszyscy inni organizatorzy polskich festiwali mówią o zmianach i potrzebie nowych pomysłów, które zainteresują publiczność, nieco już znużoną przewidywalnością polskich imprez.

Odmienny kurs Jarocina ma swoje uzasadnienie. Ta impreza wykonała ciężką pracę już parę lat temu, porzucając historycznie uzasadniony, choć nie do końca prawdziwy wizerunek festiwalu punkowego i zamieniając się w odległy od jakiejkolwiek jednoznacznej ideologii wakacyjny festiwal rockowy.

Tegoroczny program festiwalu to wzorcowa realizacja tego założenia. Stąd zupełnie naturalne jest, że to właśnie na tej scenie warszawski Kult na specjalnym koncercie (piosenki do niego wybrali fani w internetowym głosowaniu) obchodzi swoje 30-lecie.



Z drugiej strony równie naturalne, że w Jarocinie zagra jedna z najgłośniej dyskutowanych i komentowanych kapel reprezentujących najnowsze pokolenie na polskiej scenie muzycznej - nawiązująca do trochę hipsterskiej, folkowo-rockowej estetyki Paula i Karol.



Wizyta Jello Biafry przypomina o punkowym wizerunku imprezy - to gratka dla niedobitków sierot po latach 80., którzy wciąż kręcą nosem nad programem współczesnego Jarocina, marudząc, że ktoś ukradł im "ich festiwal".



Ale już mieszający melodyjny metal z gotyckimi klimatami i pompatycznymi riffami przywodzącymi na myśl rock progresywny Holendrzy z Within Temptation to atrakcja dla zupełnie innej publiczności - takiej, która powszechnie z tym akurat festiwalem nie jest kojarzona.



Znaczące, że w programie imprezy są dwie kapele Tomka Lipnickiego. Legendarne Illusion, które po latach przerwy okazjonalnie pojawia się ostatnio na scenie, to kolejny ukłon w kierunku przeszłości. Tym razem tej nieco bliższej, z początku lat 90., bo przecież ta kapela to jeden z najbardziej wyrazistych i uznanych symboli rockowego boomu sprzed dwóch dekad.



Drugi zespół Lipnickiego - Lipali, to tymczasem muzyczne tu i teraz polskiej sceny. Podobnym łącznikiem jest też występ Katarzyny Nosowskiej. To przecież jedna z najważniejszych postaci naszego rynku, wokalistka, która nieustannie eksperymentuje i poszukuje nowej formuły dla swojej obecności na scenie. Ale jednocześnie również i ona jest dzieckiem rockowej eksplozji z początku lat 90. A przy okazji także jedną z ostatnich beneficjentek "starego" Jarocina. Wygrała tu przecież z nieznaną wówczas nikomu grupą Hey na chwilę przed tym, gdy impreza na wiele lat zniknęła z festiwalowej mapy Polski.



Mimo wszystko Jarocin też wysyła sygnały o nadchodzących zmianach. Widać je w konkursowym zestawie kapel. Co prawda do konkursu zgłosiła się między innymi tak uznane firmy jak Power Of Trinity. Ale to nie na ten okrzepły już na polskiej scenie zespół, który równie dobrze poradzi sobie i bez tego festiwalu, warto w Jarocinie zwrócić uwagę przede wszystkim.

Dzień przed startem właściwej części imprezy w Jarocińskim Ośrodku Kultury odbył się koncert, który był dogrywką dla kandydatów walczących o zwycięstwo w festiwalowym konkursie. Zagrało dziesięć kapel wyróżnionych w głosowaniu przez internautów. Rok temu, gdy obowiązywała podobna formuła, w JOK-u pojawiło się sporo zespół w nawiązujących do różnych odmian indie rocka. Tym razem praktycznie ich nie było. W zamian do głosu wróciła rockowa klasyka - od metalu do punka. Oczywiście przetworzona zgodnie z duchem czasów.

Świetnie widać to po trzech formacjach, które ostatecznie zagrają w finale - Curly Heads, Sight To Behold i Rust. Ta pierwsza brzmi trochę jak skrzyżowanie The Strokes z The Doors, druga to wypadkowa screamo i postmetalowej estetyki, trzecia - kapitalne, od image'u po muzykę, nawiązanie do metalu i hard rocka końca lat 80. (chłopcy przypominają chwilami legendarną ekipę z Seattle Mother Love Bone).

Rzecz jasna Jarocin to szczególny festiwal, przyciąga zarówno zespoły, jak i publiczność o specyficznych gustach. Tego, co dzieje się w tutejszym konkursie, nie warto rozciągać na całą polską scenę. Ale nie można tego również bagatelizować. Że szeroko rozumiane indie nie jest już głównym nurtem na scenie niezależnej, widać od kilku lat. Młodzi wykonawcy od kilku sezonów szukają nowych źródeł inspiracji. Część z nich wygląda w tych poszukiwaniach na mocno zagubionych. Kapele z konkursu w Jarocinie w zdecydowanej większości wyglądają, jakby doskonale wiedziały, skąd przychodzą i dokąd zmierzają. To może przynieść zaskakujące efekty.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX