Stephen Hawking - naukowiec i celebryta. Najpierw patrzył w gwiazdy, potem stał się gwiazdą

Czy Stephen Hawking był jednym z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych naukowców tylko dlatego, że stworzył genialne teorie? Oczywiście, że nie - co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze, nie był nieomylny, a po drugie, większość ludzi nie była w stanie zrozumieć jego dokonań. Dlaczego to akurat on stał się ikoną popkultury?
Roger Penrose razem z Hawkingiem udowodnił twierdzenie o osobliwościach (np. środek czarnej dziury) w ogólnej teorii względności. Penrose - naukowiec z podobnym, jeśli nie większym, wkładem w naukę - został jednak zaledwie trzecioplanowym bohaterem "Teorii wszystkiego", która weszła do polskich kin 30 stycznia 2015 roku. To film o Hawkingu, bo on był nie tylko utalentowanym astrofizykiem, kosmologiem i fizykiem teoretycznym, ale też prawdziwym celebrytą.

Wyścig z czasem

Gdyby nie stwardnienie zanikowe boczne, Hawking pewnie nie byłby tak rozpoznawalny. To schorzenie nieuleczalne, które sprawia, że cierpiący na nie traci kontrolę nad mięśniami. Potem następuje całkowity paraliż i śmierć w wyniku zatrzymania pracy mięśni oddechowych. - A co się stanie z mózgiem? - pyta 21-letni Hawking lekarza, który informuje go o diagnozie w jednej ze scen "Teorii wszystkiego". - Mózg nie ucierpi. Myśli się nie zmienią, tylko nikt ich nie pozna - brzmi odpowiedź...

Maksymalna przewidywana długość życia dla chorych na ALS w momencie, gdy rozpoznano je u Hawkinga, wynosiła zaledwie dwa lata. Dziś jest niewiele dłuższa, to około pięciu lat. Hawking, który zmarł 14 marca w wieku 76 lat był najdłużej żyjącym pacjentem z tą chorobą. To wzbudzało ciekawość lekarzy, ale gdyby dotyczyło zwykłego człowieka, pewnie niewiele osób by się nim interesowało. Chorował jednak ktoś, kto przez wielu był i jest nazywany "jednym z największych umysłów naszych czasów".

Niemal przez całe dorosłe życie Hawking ścigał się z czasem, bo nie wiadomo było, kiedy przestanie móc wyrażać swoje myśli i zostanie uwięziony w ciele z ciągle sprawnie funkcjonującym mózgiem.

Można zastanawiać się, czy choroba była przekleństwem, czy ułatwiła mu karierę... Dała mu siły, czy sposobności? Czarne dziury, temat jego doktoratu podsunięty przez Dennisa Sciamę, miał być dla niego wyzwaniem, pomóc oswoić się z tym, co usłyszał w szpitalu i poradzić sobie z depresją. Późniejsze dokonania także mogły być próbą przeciwstawienia się światu i chorobie, która bez wątpienia pozbawiła go wielu możliwości.

Z drugiej strony, stopniowe i przymusowe odcięcie od otoczenia z powodu utrudnionej komunikacji ze światem zewnętrznym sprawiło, że zamiast skupiać się na domowych obowiązkach czy innych "przyziemnych" sprawach, Hawking mógł większość czasu poświęcić rozmyślaniom naukowym. - Zacząłem myśleć o czarnych dziurach, kiedy kładłem się do łóżka. Moje inwalidztwo sprawia, że jest to bardzo powolny proces, więc miałem wiele czasu - powiedział kiedyś. Być może gdyby nie to, nie miałby na koncie tylu nagród, m.in. Medalu Eddingtona, Orderu Imperium Brytyjskiego czy Medalu Wolności - najwyższego cywilnego odznaczenia państwowego Stanów Zjednoczonych.

Niektórzy zastanawiają się, dlaczego Hawking nie dostał Nagrody Nobla? Jedni tłumaczą to tym, że wolą jej fundatora było wyróżnianie odkryć o znaczeniu praktycznym, a teorie podstawowe, którymi zajmował się brytyjski fizyk, takimi nie są. Inni zwracają jednak uwagę na to, że chociaż Hawking może być jednym z najsławniejszych naukowców w historii, to jego dorobek naukowy jest skromniejszy niż niektórych kolegów po fachu. Także wśród fizyków znajdą się tacy, którzy sugerują, że wpływ na jego popularność ma w dużym stopniu choroba. - Czasem zastanawiam się, czy jestem bardziej znany dlatego, że jestem niepełnosprawny i nieuleczalnie chory, czy jednak bardziej wpłynęły na to moje odkrycia - przyznał zresztą sam Hawking w filmie dokumentalnym z 2013 roku.

Brytyjski astrofizyk, fizyk i kosmolog nie był nieomylny i nie bał się do tego przyznać. Zmieniał zdanie wielokrotnie, nawet w kwestii najważniejszych głoszonych przez siebie teorii.

Choćby w 2004 roku publicznie potwierdził, że popełnił błąd. Przyznał, że wbrew temu, co głosił wcześniej, informacja trafiająca do czarnej dziury nie znika w niej bez śladu. Doszedł do wniosku, że jego teoria była niezgodna z prawami mechaniki kwantowej. Musiał sprezentować Johnowi Preskillowi, z którym się założył, encyklopedię. Po tym, jak w 2012 roku naukowcy ogłosili, że najprawdopodobniej odkryli poszukiwany od lat 60. bozon Higgsa, nazywany "boską cząstką", był zmuszony pogodzić się z kolejną przegraną. - Założyłem się z Gordonem Kanem z Uniwersytetu z Michigan, że bozony Higgsa nie zostaną znalezione. Chyba właśnie straciłem 100 dolarów - powiedział.

Indeks Hawkinga

- Jeśli nie potrafisz wytłumaczyć czegoś w prosty sposób, to znaczy, że tak naprawdę tego nie rozumiesz - powiedział kiedyś Albert Einstein. Popularnonaukową "Krótką historię czasu", swoją najbardziej znaną publikację, Hawking napisał, kierując się tą zasadą. - Ktoś mi powiedział, że każde równanie, jakie umieszczę w książce, zmniejszy liczbę sprzedanych egzemplarzy o połowę. Postanowiłem wobec tego, że nie będzie żadnych równań - pisał w przedmowie.

Gdyby nie zamieścił w książce jednego (chyba najsłynniejszego wzoru świata): E=mc2, zgodnie z tą teorią mógłby sprzedać dwa razy więcej egzemplarzy, ale i tak "Krótka historia czasu" trafiła do "Księgi rekordów Guinnessa" jako najdłużej utrzymująca się pozycja na brytyjskiej liście bestsellerów - spędziła na niej pięć lat. Wydana w 1988 roku książka w przystępny sposób porusza m.in. temat czarnych dziur i historii wszechświata. Oczywiście nie każdy jest w stanie poradzić sobie nawet z uproszczonymi wywodami Hawkinga. "Krótka historia czasu" stoi jednak nawet na półkach tych, którzy nie wiedzą, co oznacza "c" w jedynym znajdującym się w niej wzorze.

Dzieło Hawkinga jest nazywane "najbardziej nieprzeczytaną książką wszech czasów". Zainspirowało nawet matematyka Jordana Ellenberga z amerykańskiego Uniwersytetu Wisconsin do stworzenia indeksu Hawkinga pokazującego, które tytuły czytelnicy najczęściej kończą, a które tylko zaczynają czytać i porzucają.



Hawking chciał dzięki tej książce podreperować rodzinny budżet nadwyrężony wydatkami związanymi z jego chorobą, a dzięki niej został nie tylko zamożnym popularnym naukowcem, ale prawdziwą gwiazdą. Jego życiem zaczęły się coraz częściej interesować tabloidy. Prasa szczególnie śledziła historię jego drugiego małżeństwa, gdy pojawiły się oskarżenia wobec żony Hawkinga o znęcanie się nad nim. Chociaż rozwiedli się w 2006 roku, fizyk zawsze zaprzeczał, by dochodziło do przemocy.

Sam jednak chętnie dostarcza mediom tematów. Szeroko opisywane były choćby około cztery minuty, które spędził w stanie nieważkości. W 2007 roku znalazł się na pokładzie specjalnie przystosowanego Boeinga 727. Jak zapewnił, to była tylko przymiarka przed planowanym lotem w kosmos. Tego marzenia na razie nie udało się jednak spełnić.

Na dużym i małym ekranie

Jego cięte, niekiedy ironiczne i zdecydowane wypowiedzi często zwracały na niego uwagę. - Jeśli kosmici mieliby nas odwiedzić, efekt byłby podobny do przybycia Kolumba do Ameryki. To nie wyszło na dobre rdzennym Amerykanom - powiedział w 2010 roku. - Zachowanie poczucia humoru było kluczowe dla mojego przetrwania - mówi Hawking. Poza tym, jak sam przyznał, pociąga go sława i potrafi zadbać o to, by ciągle było o nim głośno nie tylko w środowisku naukowców. Często właśnie poczucie humoru mu w tym pomagało.

Jego charakterystyczna szczupła sylwetka na wózku inwalidzkim, na którym był zmuszony poruszać się przez lata, ma już swoje miejsce w popkulturze. Fizyk ma na koncie m.in. wywiad z komikem Johnem Olivierem, w którym inteligentnie dogryzał prowadzącemu. Pojawił się w serialu "Teoria wielkiego podrywu", którego twórcy wyśmiewają stereotypy dotyczące genialnych, ale społecznie nieprzystosowanych naukowców.



Pozwolił się również zanimować na potrzeby występu w kultowej kreskówce "Simpsonowie", w której groził Homerowi, że przypisze sobie jego teorię o wszechświecie w kształcie pączka. W "Futuramie" użyczył komputerowego głosu... swojej głowie zamkniętej w słoiku (w 1985 roku stracił możliwość mówienia w wyniku powikłań po zapaleniu płuc, porozumiewa się przy wykorzystaniu oprogramowania komputerowego, sterowanego ruchem policzka).

Na przyjęciu promującym premierę "Krótkiej historii czasu", wydanej na wideo, Leonard Nimoy, który zagrał Spocka w "Star Treku", dowiedział się, że Hawking byłby zainteresowany pojawieniem się w tej produkcji. Aktorowi udało się doprowadzić do tego, że naukowiec zagrał w 1993 roku holograficzną symulację samego siebie w serialu "Star Trek: Następne pokolenie". "Spotkał się" na planie z innymi sławnymi fizykami: Izaakiem Newtonem i Albertem Einsteinem.



W tym samym roku zespół Pink Floyd wykorzystał próbki jego komputerowego głosu. Można go usłyszeć w utworze "Keep Talking" wydanym na płycie "Division Bell". Kiedy 7 października 2014 roku Hawking postanowił dołączyć do użytkowników Facebooka i kilkanaście dni później zamieścił na swoim profilu pierwszy wpis, w niecałe 48 godzin zyskał prawie półtora miliona fanów.

"To być może doświadczenie najbliższe podróżom w czasie, w jakim dane mi będzie uczestniczyć - komentował Hawking po londyńskiej premierze "Teorii wszystkiego". - Jesteś bohaterem ważnego filmu i zdajesz sobie sprawę, jak krótkie jest życie, gdy wytną z niego nudne fragmenty... Teraz na serio: jestem zaszczycony, że ten film powstał" - pisał z kolei w listopadzie 2014 roku. Na każdym kroku komplementuje także Eddiego Redmayne'a.

W gabinecie Hawkinga na uniwersytecie Cambridge wisi podobno obraz z dedykacją od reżysera Stevena Spielberga, który napisał: "Ja filmuję gwiazdy. Ty żyjesz pośród nich".

Brytyjski astrofizyk zmarł 14 marca 2018 roku. Miał 76 lat.

Więcej o: