Grali grunge, zanim ktokolwiek usłyszał o tym gatunku, teraz dadzą koncert na Off Festiwal

Przemysław Gulda
09.02.2016 08:09
A A A
Dla młodszych muzyków, takich jak choćby Kurt Cobain - legenda grunge'u, byli prawdziwymi mistrzami. Na Off Festiwalu zagra zespół Mudhoney. Znamy też czterech innych wykonawców, którzy pojawią się w Katowicach.
Festiwal ogłoszeń kolejnych wykonawców, którzy w tym sezonie odwiedzać będą Polskę, trwa. W ostatnim czasie nie ma praktycznie dnia, żeby któryś z rodzimych festiwali nie informował swoich potencjalnych uczestników o tym, co będzie na nich czekało na scenach. Najważniejsi gracze w tej branży - gdyński Open'er i katowicki Off - konsekwentnie posługują się w tym sezonie identyczną formułą: raz na kilka dni szefowie tych imprez, Mikołaj Ziółkowski i Artur Rojek wybierają się do studia radiowej Trójki i ogłaszają kolejne nazwy. Tym razem przyszedł czas na tego drugiego. W poniedziałkowy wieczór dopisał do programu swojego festiwalu pięciu wykonawców, z których każdy gra w zasadzie zupełnie inną muzykę: Mudhoney, Lush, GZA, Jaga Jazzist i Andrew Weatherall b2b Roman Flugel.

Dotknij ich choć są chorzy

Zdecydowanie najważniejszym zespołem z tego zestawu jest Mudhoney. To prawdziwa legenda gitarowego grania, zespół który grał grunge zanim to było modne i gra go nadal, choć to już od dawna modne nie jest. Grupa oczywiście pochodzi z Seattle, światowej stolicy tego gatunku i powstała jeszcze pod koniec lat 80-tych. Ale w tym przypadku ważne jest też to, co działo się przed jej powstaniem - otóż dwaj późniejszych założycieli Mudhoney, Mark Arm i Steve Turner, na przełomie dekady, grali razem w zespole Green River, który uznawany jest za prototypowy i założycielski dla całej sceny muzyki grunge. W sensie zarówno muzycznym - to właśnie twórczość tej formacji była inspiracją dla kolejnych pokoleń artystów rozwijających ten gatunek, jak i czysto personalnym - w Green River pierwsze kroki na scenie muzycznej stawiali muzycy nie tylko Mudhoney, ale także Mother Love Bone, a przede wszystkim Pearl Jam.



O Mudhoney zrobiło się głośno w sierpniu 1988 roku, kiedy ukazał się debiutancki singel grupy, zatytułowany "Touch Me, I'm Sick". I nic dziwnego, bo to utwór bez dwóch zdań wybitny. Potwornie brudny pod względem brzmienia, drapieżny, ale jednocześnie zawrotnie przebojowy, trochę punkowy, trochę hard rockowy, obdarzony na dodatek ironicznym, trochę wulgarnym, ale zdecydowanie nie głupim tekstem - to brzmi dokładnie jak definicja grunge'u i tym się właśnie stał ten utwór: wzorem, dla wielu - niedoścignionym, tego jak powinien wyglądać, rodzący się właśnie w zimnym i nudnym mieście na północy Stanów, gatunek.

Prekursorzy stojący obok

Dwie kolejne dekady to czas wykuwania się, wielkiej popularności i bolesnego, wstydliwego upadku tej estetyki. Ale to w zasadzie zupełnie inna historia. Bo grupy Mudhoney nie dotyczyło to prawie zupełnie. Zespół nigdy nie zdobył popularności porównywalnej ze swoimi następcami, takimi jak Pearl Jam czy Nirvana - a muzycy tej ostatniej grupy, zanim stali się sławni, hołubili płyty Mudhoney i kiedy przejęli po nich steranego do cna vana, czuli się niemal jakby weszli do przedsionka nieba.

Tymczasem zespół Mudhoney funkcjonował sobie gdzieś na uboczu tego wszystkiego, zdobywając - owszem - należną sobie popularność, ale zawsze trzymając się jednak alternatywnej strony sceny muzycznej i nigdy nie przechodząc granicy masowej sławy. Kiedy inni nagrywali z najlepszymi producentami piosenki, które trafiały w prime time'ie na anteny rozgłośni radiowych i do programów muzycznych stacji telewizyjnych, członkowie Mudhoney szli swoją drogą, wydając kolejne płyty pełne brudnych, szorstkich piosenek. Po krótkim romansie z wielkim przemysłem muzycznym na początku lat 90-tych, muzycy wrócili na stare śmieci i znów zaczęli nagrywać dla Sub Popu, pozostając tej marce wierni do dziś - ich ostatnia, jak dotąd, płyta ukazała się właśnie z charakterystycznym kwadratowym logo na okładce. Był to wydany w 2013 roku album o filmowym tytule "Vanishing Point".

Wielkie powroty i mocne eksperymenty

Lush to legenda z nieco innej muzycznej planety, a powrót tego zespołu do aktywnego grania wpisuje się w pewną serię reaktywacji, które miały miejsce w ostatnim czasie: po My Bloody Valentine, Slowdive i Ride to kolejni prekursorzy i klasycy gatunku zwanego shoegaze, wracający do świata żywych. Zespół powstał w Londynie w połowie lat 80-tych, a swoje złote dni przeżywał na początku następnej dekady. Był wówczas jedną z najjaśniejszych gwiazd kolejnego pokolenia muzyków związanych z kultową w tamtym czasie wytwórnią 4AD. Seria trzech, wydawanych regularnie co dwa lata albumów: "Spooky" z 1992 roku, "Split" i "Lovelife", wyznaczyła gatunkowe standardy zarówno na płaszczyźnie muzycznej, jak i wizualnej - pogrobowcy tej estetyki do dziś kopiują rozmyte brzmienie gitar i charakterystyczny styl oprawy graficznej. Kiedy w 2015 roku muzycy grupy ogłosili pierwszą od kilkunastu lat trasę koncertową, dla uradowanych fanów było to tylko potwierdzenie tego, czego od jakiegoś czasu mogli się spodziewać.

Do zupełnie innej publiczności adresuje swoją twórczość amerykański raper GZA, znany także, po prostu, jako The Genius. I nic dziwnego, bo to właśnie on jest prawdziwym ojcem przełożonym hip hopowego zakonu znanego jako Wu-Tang Clan. Jego zespół koncertował w poprzednim sezonie, a w tym artysta - który naprawdę nazywa się Gary Grice - postanowił wyruszyć na trasę samodzielnie i promować materiał ze swoich solowych płyt. Tym bardziej, że przygotowuje coś, na co jego fani czekają od dawna, a dokładniej: od ośmiu lat - jego premierowy materiał ma się ukazać jeszcze w tym roku, a zatytułowany ma być "Dark Matter".



Na katowickim festiwalu, jak zawsze, znajdą coś dla siebie także wielbiciele nietypowej elektroniki, zahaczającej o zupełnie zaskakujące rejony muzyczne. Sporo wrażeń zapewni im z pewnością występ zespołu Jaga Jazzist, norweskich specjalistów od nowocześnie podanego jazzu oraz wspólna prezentacja dwóch producentów, specjalizujących się w elektronicznych eksperymentach, Adrew Weatheralla i Roman Flugel.

Jak grom z jasnego nieba

To jednak jeszcze nie wszystkie nowości w programie katowickiego festiwalu. Kilka dni przed ogłoszeniem radiowym, organizatorzy postanowili dać uczestnikom słodki prezent z okazji tłustego czwartku i na profilu festiwalu na facebooku ogłosili dopisanie do programu dwóch smakołyków z dwóch różnych zakamarków sceny alternatywnej. To amerykański duet Lightning Bolt i szwedzki raper Yung Lean. Ten pierwszy słynie przede wszystkim z dwóch spraw: braku litości, jeśli chodzi o generowanie nieludzkiego hałasu i sporej dozy nieprzewidywalności. Zespół powstał w pierwszej połowie lat 90-tych i choć płyt nie nagrywa zbyt często, a koncerty gra nieregularnie, na dobre zapisał się w historii sceny alternatywnej. Jako, że muzycy słyną z tego, że lubią występować w niecodziennych miejscach i w zaskakującym czasie, można się spodziewać, że w Katowicach zaprezentują się gdzieś poza głównymi festiwalowymi scenami.

"Raper ze Szwecji" brzmi w kontekście stereotypowego spojrzenia na współczesną scenę muzyczną mniej więcej tak jak: "wyrafinowana muzyka z Niemiec" czy "polski zespół z dobrymi tekstami piosenek". Ale organizatorzy Off Festiwalu nie od dziś słyną z obalania stereotypów. Szwedzki producent i wokalista naprawdę nazywa się Jonatan Leandoer Hastad, ma dziś zaledwie 19 lat, a debiutował w 2013 roku mixtapem zatytułowanym "Unknown Death 2002", po którym zaczęło się o nim coraz głośniej mówić wśród tych, którzy poszukują hip hopu nietypowego i zaskakującego. A w takiej właśnie muzyce specjalizuje się szwedzki muzyk - świadczy o tym już choćby to, że - co bardzo rzadkie w tym gatunku - nie rapuje w ojczystym języku albo fakt, że określeniem chętnie używanym przez recenzentów, kiedy piszą o jego muzyce jest słowo "nastrojowy", też raczej rzadko występujące w dyskursie na temat hiphopu. Artysta właśnie opublikował swoją drugą płytę, zatytułowaną "Warlord".

Off Festiwal odbędzie się w tym roku w dniach 5-7 sierpnia w Katowicach. Wcześniej na liście wykonawców pojawiły się m.in. takie nazwy jak: Gus Gus, Napalm Death, Beach Slang, Sleaford Mods, Brodka i SBB. Karnety trzydniowe można nabyć do końca lutego w cenie 230 zł.



Zobacz także
Komentarze (4)
Zaloguj się
  • redlich321

    Oceniono 1 raz 1

    średnio mi się kojarzy Lush jako zespół sceny shoegaze...

  • kixx

    Oceniono 4 razy 0

    Grunge?
    A ja mam wrazenie jakbym sluchal jakiegos nieznanego mi utworu z wczesnego okresu Sex Pistols.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX