Piotr Kraśko dla Gazeta.pl: "Newsroom" ma się do rzeczywistości jak "Szpital na peryferiach" do pracy na ostrym dyżurze

Nowy serial Aarona Sorkina, który debiutuje w polskiej telewizji, to fantazja na temat pracy w redakcji programu informacyjnego. - Najpierw nie robią niemal nic, a potem nagle wszystko im się udaje w kilkadziesiąt minut. To jest bardzo filmowe, ale mało prawdopodobne - mówi dziennikarz i prezenter ?Wiadomości? Piotr Kraśko.
Mariusz Wiatrak: Pana pierwsze wrażenia po obejrzeniu "Newsroomu"?

Piotr Kraśko: Wiele już było seriali o telewizji, ale moim zdaniem ten zapowiada się na jeden z lepszych. Jedną mam wątpliwość - gdyby oni pracowali w takim tempie, jak robią to w pierwszym odcinku, to mogliby robić raczej tygodnik, a nie serwis codzienny. I te wątki obyczajowe... Tak naprawdę wątpię, żeby w jakiejkolwiek redakcji był na to czas, a przynajmniej nie aż tyle.

Zagraniczni dziennikarze zarzucili mu naiwność. Argumentowali, że wszyscy chcieliby mówić tylko o rzeczach istotnych, ale przecież telewizja też musi sprzedawać reklamy.

Trochę tak jest, bo sam pamiętam rozmowę z jednym z amerykańskich producentów. To było w dniu, w którym wszystkie amerykańskie stacje telewizyjne transmitowały opuszczenie aresztu przez Paris Hilton. Długo z nim rozmawiałem o tym, co musiałoby się wydarzyć w Stanach albo na świecie, żeby oni przerwali tę relację i pokazali coś innego. Nie był w stanie sobie tego wyobrazić. Podawaliśmy przeróżne przykłady dramatycznych wydarzeń na świecie. Na nic. Hilton i tak by została na wizji.

A moment, kiedy bohaterowie "Newsroomu" przez godzinę debatują nad tym, czy eksplozja na Deepwater Horizon jest wydarzeniem ważnym?

No tak, najpierw nie robią niemal nic, a potem nagle wszystko im się udaje w kilkadziesiąt minut. To jest bardzo filmowe, ale mało prawdopodobne. Momentami ten serial, przynajmniej ten odcinek, ma tyle do pracy w serwisie newsowym, jak "Szpital na peryferiach" do pracy na ostrym dyżurze. Nie może być tak, że szef programu wchodzi rano do redakcji i nie ma nikogo z zespołu. Nawet jeśli program będzie na antenie późno wieczorem, to przynajmniej część zespołu jest w redakcji od godz. 6 rano. Nie można czekać z założonymi rękoma do 15.00 licząc na świetny news, który wszystko ustawi.

To znaczy, że twórcy serialu snują przed nami utopię?

Nie do końca, bo pamiętajmy, że Ameryka to ogromny kraj, a przede wszystkim bardzo złożony. Zmieniając kanały znajdziemy najbardziej banalne programy świata, ale i produkcje na absolutnie najwyższym poziomie. Tam oglądalność największego serwisu wynosi 11 czy 12 milionów ludzi. Wolf Blitzer spokojnie może prowadzić codziennie dwugodzinny, bardzo poważny ekspercki program publicystyczny. I ma widownię, która na pewno będzie go oglądać. Owszem, zdarza im się na przykład miesiącami relacjonować z naszego punktu widzenia nieistotne procesy sądowe, ale to nadal jest kraj, który ma najbardziej profesjonalną telewizję świata. Wystarczy posłuchać ich niezwykłych debat wyborczych i stylu, w jakim mówią eksperci... Tam wiadomości prowadzą ludzie, którzy mają 60 lat i większość życia spędzili w telewizji. Mają czterdzieści lat doświadczenia w relacjonowaniu tego co dzieje się w polityce. My dojdziemy do tego pewnie za 10 czy 20 lat.

Czyli pan głównemu bohaterowi "Newsroomu" kibicuje. Ale czy pan w ogóle wierzy, że mu się uda?

A dlaczego nie, skoro sukces w Stanach można odnieść, jeśli program ma 4 miliony widzów? Czasami taki zasięg mają tam całodobowe stacje informacyjne. Dziś telewizja oferuje nam kolosalną, wręcz kosmicznie wielką ofertę rozrywkową, więc wydaje mi się, że ludzie przez te pół godziny w ciągu dnia mają prawo oczekiwać czegoś innego. Pod warunkiem, że to będzie podane dobrze, ciekawie, z pasją i będą wierzyli, że to coś ważnego w ich życiu. Wtedy widzowie się znajdą.



Pierwszy odcinek "Newsroomu" będzie można zobaczyć w telewizji 16 lipca o 22:00 na antenie HBO, a już teraz jest dostępny za darmo w sieci, na stronie HBOgo.pl.

Więcej o:
Komentarze (51)
Piotr Kraśko dla Gazeta.pl: "Newsroom" ma się do rzeczywistości jak "Szpital na peryferiach" do pracy na ostrym dyżurze
Zaloguj się
  • just4f

    Oceniono 37 razy 35

    A od kiedy to jaśnie PAN Kraśko, synalek Kraśki i wnuczek Kraśki okupujących publiczną telewizję od czasów, kiedy kwitła komuna, a dziadek Kraśko zajmował prominentne stanowisko w tv, jest dziennikarzem? No chyba, że jest to dziedziczne. Kraśko junior był tak nieudolny, że aby utrzymać go na etacie podatników, trzeba go było wysłać aż do USA, gdzie zresztą dokonał wyjątkowej kompromitacji, po której powinien wylecieć na zbity p….
    Niestety klan Kraśków nadal rządzi i rozdziela państwową, czyli podatników kasę w najlepsze (najlepsze dla jedynego chyba na świecie sepleniącego prezentera).

  • alterego4

    Oceniono 36 razy 32

    Piotr Kraśko ma się do dziennikarza jak ryba do roweru.

  • pesimist

    Oceniono 25 razy 25

    a może to działa odwrotnie i praca polskiego dziennikarza ma niewiele wspólnego z tą prawdziwą?

  • tygrysio_misio

    Oceniono 20 razy 20

    praca Piotra Kraśko ma się tak do prawdziwych serwisów informacyjnych jak "Ostry dyżur" do "Szpitala na peryferiach"

  • seboc

    Oceniono 19 razy 17

    Odkąd Kłaśko przejął dziennik telewizyjny, nie oglądam tej audycji z obawy porzygania się.
    S.

  • hamlet1111

    Oceniono 18 razy 14

    Krasko jest zaangażowanym prorządowym namiestnikiem w TVP. Nie ma to oczywiście nic wspólnego z dziennikarstwem. Dlatego w jego ustaw trochę dziwnie brzmi krytyka innych twórców, szczególnie dziennikarzy.

  • misiak-pysiak

    Oceniono 26 razy 14

    A co pan sepleniący wie o pracy dziennikarza???

  • vinz3

    Oceniono 21 razy 13

    zabolalo nieroba kraske,ze ktos pokazal prawde o tym srodowisku!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX