"Ojciec Mateusz" ma już sto odcinków. Artur Żmijewski: "Nie chciałbym niczego zmieniać"

Telewizyjna Jedynka pokazała wczoraj setny odcinek "Ojca Mateusza". Co sprawia, że ten serial o księdzu-detektywie od czterech lat cieszy się aż tak dużą popularnością i ciągle nie daje szans konkurencji?
Po raz pierwszy zetknęłam się z serialem "Ojciec Mateusz" na konferencji Telewizji Polskiej, podczas której prezentowana była ramówka na jesień 2008 roku, dziennikarze mogli obejrzeć dziesięciominutowy fragment pilotowego odcinka. Już wtedy przewidywałam, że to będzie hit, ale uwielbienie widzów przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Myślę, że także twórcy "Ojca Mateusza" nie spodziewali się aż tak ogromnego sukcesu.

Ksiądz bezkonkurencyjny

Oglądalność "Ojca Mateusza" od czterech lat jest nieprzerwanie rewelacyjna. Jak podaje portal Wirtualnemedia.pl, pierwsze cztery odcinki ósmej serii przyciągnęły przed telewizory średnio 5,05 mln widzów, co pozwoliło pokonać propozycje innych stacji i utrzymać poziom oglądalności sprzed roku. We wrześniu serial znalazł się w trójce najchętniej oglądanych programów miesiąca, wyprzedziły go tylko "M jak miłość" oraz "Na dobre i na złe".

Chyba właśnie sukces "Ojca Mateusza", w połączeniu z popularnością emitowanego od 2006 roku "Rancza", ośmielił Telewizję Polską, która od 2008 roku chętnie sięga po scenariusze seriali, których bohaterowie są księżmi czy zakonnikami. Duchowny-detektyw za każdym razem i na tym polu pozostawia konkurencję daleko w tyle. "Siostry" (bohaterkami były zakonnice), które zadebiutowały na antenie telewizyjnej Jedynki w październiku 2010 roku, znikły z ramówki po 13 odcinkach. Tej jesieni TVP1 znów sięga po tematykę religijną, pokazując jak radzą sobie zakonnicy z sąsiedztwem buddystów w "Sile wyższej", a pierwsze odcinki śledziło średnio 3,8 mln widzów.

Doktor w sutannie?

"Ojciec Mateusz" nie jest oparty na polskim pomyśle, to polska wersja włoskiego "Don Matteo". Chyba po raz pierwszy w polskiej telewizji głównym bohaterem serialu stał się duchowny "zwyczajny", do którego parafianie nie muszą zwracać się ze szczególnym nabożeństwem, a Artur Żmijewski, który wcielił się w rolę księdza Mateusza Żmigrodzkiego - proboszcza z zacięciem detektywistycznym pomagającego policji w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych, dzięki występowi w tym serialu udowodnił, że do końca zawodowej kariery wcale nie musi być kojarzony z dr. Burskim ("Na dobre i na złe"). Serialowe szufladki zwykle ciężko zmienić, ale Żmijewski dosyć zgrabnie zamienił lekarski kitel na sutannę.

- To wypadkowa tego, co o tej postaci myślałem ja i co myślał Maciej Dejczer (reżyser serialu - red.) - mówił w jednym z wywiadów Artur Żmijewski zapytany o to jak duży wpływ miał na to, jak widzą ją ludzie przed telewizorami. - W sposobie grania tej postaci nie chciałbym chyba niczego zmieniać - mówi aktor po nakręceniu setnego odcinka. I nie ma się temu co dziwić, skoro od tyle lat wszystko sprawdza się dobrze.



Tytułowy bohater nie jest jednak jedyną gwiazdą tej produkcji i nie tylko on decyduje o klimacie serialu. Widzowie nie wyobrażają sobie odcinków bez prostolinijnej, otwarcie mówiącej co myśli Natalii (Kinga Preis) czy poczciwego policjanta Nocula (Michał Piela). To na planie "Ojca Mateusza" zaczął także zdobywać coraz większą popularność młody Maciej Musiał, który dziś - przede wszystkim dzięki występom w "Rodzince.pl" - jest jednym z ulubionych aktorów nastolatek.

Przez cztery lata na planie "Ojca Mateusza" pojawiło się zresztą ponad 550 aktorów, wśród nich m.in. Wojciech Mecwaldowski, Emilia Krakowska, Łukasz Simlat czy Renata Dancewicz. W kolejnych odcinkach do tego grona mają dołączyć Weronika Rosati, Marek Siudym czy Łukasz Nowicki.

Bajka w Sandomierzu

Twórcy "Ojca Mateusza" na każdym kroku podkreślają również rolę, jaką odgrywa miejsce akcji. Zdjęcia plenerowe są kręcone w Sandomierzu, a zyski są obustronne.

Bajkowe, sielskie zdjęcia, małe uliczki, po których główny bohater często jeździ rowerem, pozwalają oderwać się widzom na niespełna godzinę od rzeczywistości (choć trzeba przyznać, że czasem sytuacje i kwestie wypowiadane przez bohaterów potrafią sprowadzić na ziemię). Po każdym odcinku widz może spodziewać się morału niczym z przypowieści, ale nie nachalnego - w tym zapewne również tkwi tajemnica sukcesu "Ojca Mateusza".

Samo miasto dzięki popularności serialu jest chętniej odwiedzane przez turystów niż przed debiutem "Ojca Mateusza". Twórcy zadbali zresztą o promocję całego regionu - w czołówce serialu można zobaczyć miejsca charakterystyczne dla województwa świętokrzyskiego, m.in.: Pałac Biskupów w Kielcach, Zamek Krzyżtopór, Jura Park w Bałtowie czy Europejską Stolicę Bajek w Pacanowie.



Bez serialu Sandomierzowi z pewnością byłoby również trudniej poradzić sobie ze skutkami powodzi, która nawiedziła miasto w 2010 roku. Aktorzy "Ojca Mateusza" wystąpili w koncercie charytatywnym, podczas którego zbierano pieniądze i dary dla poszkodowanych. Transmitowała go Telewizja Polska.

Co dalej?

Sto odcinków dla serialu proceduralnego (takiego, w którym w każdym odcinku oprócz losów bohaterów widz może śledzić rozwój "sprawy tygodnia") to cezura, która w amerykańskiej telewizji świadczy o sukcesie produkcji. Także w Polsce nie jest łatwo przekonać do serialu kryminalnego widzów na tak długo. Dlatego twórcy "Ojca Mateusza" mają co świętować. Wiernym widzom pozostaje oglądać odcinki drugiej setki i czekać na informacje na temat ewentualnego debiutu księdza-detektywa na dużym ekranie.

W 2011 roku pojawiły się doniesienia, że trwają prace nad filmem kinowym - za scenariusz miał odpowiadać Grzegorz Łoszewski. - Historia przedstawiona w kinowej wersji będzie różnić się klimatem od znanej widzom z serialu. To będzie mocny film sensacyjny. Wykroczy daleko poza ramy serialu. Nie chcemy marketingowo odcinać kuponów. W opowieści kinowej ksiądz Mateusz wielokrotnie znajdzie się w sytuacjach niebezpiecznych, w pewnym momencie jego życie będzie nawet zagrożone - zapowiadał wtedy producent Krzysztof Grabowski, który planował rozpoczęcie zdjęć na lato tego roku. Na razie jednak o projekcie zrobiło się cicho. Może jubileusz setnego odcinka sprawi, że twórcy powrócą do pomysłu?

Więcej o:
Komentarze (24)
"Ojciec Mateusz" ma już sto odcinków. Artur Żmijewski: "Nie chciałbym niczego zmieniać"
Zaloguj się
  • Gość: Nocul

    Oceniono 33 razy 27

    Niedługo w Sandomierzu ludzi zabraknie bo się wymordują.

  • Gość: zzzimny

    Oceniono 21 razy 19

    Nigdy nie pojadę do Sandomierza. Co tydzień morderstwo- dzięki wielkie..

  • mal49

    Oceniono 34 razy 18

    Sukces "Ojca Mateusza" - to przede wszystkim doskonałe aktorstwo, a na drugim miejscu stawiam na ukryte pragnienia widowni, która w realu na próżno szuka wzorca takiego duchownego.

  • Gość: ABCBBCCBC

    Oceniono 23 razy 7

    Tylko dlaczego takie bajeczki lecą w publicznej telewizji, a aktor reklamuje potem SKOKi? Dlaczego od rana do wieczora telewizja polska emituje wyłącznie idiotyczne seriale ? Za to ludzie mają płacić abonament ? Na jedynce i dwójce jest ich po kilka i tak dwa razy dziennie. No są jeszcze programy jak familiada czy kopie tego co mają w polsacie czy tvn...Nigdy nikt normalny nie zapłaci abonamentu.

  • al-bundy

    Oceniono 16 razy 6

    O tej porze nawet sygnał kontrolny miałby ze 2 mln. widzów.

  • adamwlondynie

    Oceniono 1 raz 1

    "Misja".

  • Gość: Maria

    Oceniono 8 razy 0

    W telewizji nie ma czego oglądać, to z braku czegoś ciekawszego ludziska oglądają i to. No, cóż, na bezrybiu i rak ryba - mawiali starożytni Rzymianie, albo ktoś inny? Takiej nędzy w telewizji nie pamiętają najstarsi górale. Prywatne stacje żyją z seriali, dlaczego nie państwowa? Tylko, dlaczego ja mam płacić abonament za taką bylejakość?

  • Gość: Gość

    Oceniono 5 razy -3

    Niby Sandomierz, a sceny szpitalne kręcą w szpitalu przy Madalińskiego w W-wie i myślą, że ludzie tego nie widzą :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX