Z serialu do kina - nie takie proste, jak może się wydawać

Dziś granie w serialach nie jest dla aktora żadną ujmą. Ba! W zdominowanym przez blockbustery Hollywood to właśnie telewizja okazuje się mieć więcej ciekawych historii do zaoferowania. Nie ma jednak co ukrywać - wielki ekran to też wielki prestiż. Kino pozostaje marzeniem każdego aktora, zwłaszcza, że seriale (choć wygodne) szybko potrafią zaszufladkować. Gdy przez kilka lat co tydzień widzowie oglądają panią czy pana w tej samej roli, przyzwyczajają się do ich konkretnego wizerunku. Zmienić ten stan rzeczy bywa niezwykle trudno
Aktorów, którym udało się odnieść prawdziwy sukces na małym ekranie, ale w kinie już nie, jest całe mnóstwo. Najlepszy przykład? Kelsey Grammer, a więc słynny "Frasier". Aktor grał główną rolę w serialu, który w latach 1993-2004 bił rekordy popularności i zdobył aż 37 nagród Emmy. Po zakończeniu jego emisji trudno było mu jednak podtrzymać tę dobrą passę. Seriale, których miał być twarzą, nie spotkały się z dobrą reakcją widzów i szybko je wycofano.



Próbował więc w kinie - ale tam było jeszcze gorzej. Większość jego filmów (np. "Władza pieniądza" z Kim Basinger czy "Najważniejszy głos", gdzie wcielił się w prezydenta USA) trafiała od razu na rynek DVD. Inne, jak "Transformers: Wiek zagłady", "Fame" lub "Jak ona to robi", nie zbierały dobrych opinii. Ostatecznie przeprosił się z telewizją - choć jego seriale "Partners" i "Boss" nie uchodzą za wielkie przeboje, krytycy zgadzają się, że są one powrotem Grammera do formy. Za drugi z nich otrzymał Złoty Glob dla najlepszego aktora w serialu dramatycznym.

Uciec z szufladki

Przejście na duży ekran próbowały też wykonać gwiazdy filmu "Zabójczy szept", Josh Holloway i Sarah Wayne Callies. On kończył właśnie kręcić trzeci sezon hitu ABC "LOST" ("Zagubieni"), został uznany przez magazyn "People" za jednego z najpiękniejszych ludzi na świecie i cieszył się wprost ogromną popularnością, zwłaszcza wśród żeńskiej części publiczności. Ona z kolei wcielała się w doktor Sarę Tancredi w "Prison Break" ("Skazany na śmierć") - niezwykle lubianej produkcji z wytatuowanym Wentworthem Millerem w roli głównej. "Zabójczy szept" miał być dla obojga ucieczką z szufladki, w jaką zaczęli wpadać - horror był w końcu czymś zupełnie innym od tego, z czym ich kojarzono.



Mimo że "Zabójczy szept" to bardzo ciekawe kino gatunkowe, odświeżające motyw demonicznego dziecka, film nie okazał się sukcesem. Problemy pojawiły się już na etapie produkcji - belgijski reżyser Erik Van Looy po kilku tygodniach wycofał się z projektu, zostawiając ekipę na lodzie. Choć aktorzy nie zrezygnowali, a film udało się ukończyć, zawirowania na planie stały się przyczyną trudności ze znalezieniem dystrybutora. Premierę ciągle przekładano. Ostatecznie w kilku krajach film wypuszczono do kin (jak choćby w Meksyku, gdzie sprzedał się całkiem nieźle), ale w wielu, w tym w USA i Wielkiej Brytanii, pojawił się od razu na DVD. Zdecydowanie nie na to liczyli Hollowey i Wayne Callies, gdy postanowili spróbować swoich sił na wielkim ekranie. Jakby nie było, większość widzów i tak oglądała ten film w telewizorze.

Jednak telewizja

Wayne Callies, po tym jak uśmiercono jej postać na koniec drugiego sezonu "Prison Break", ostatecznie powróciła do serialu po roku przerwy. Do dziś fani produkcji nie potrafią zrozumieć, jak scenarzyści mogli zaserwować im taką fabularną głupotę. Z drugiej strony, jak wyjaśniali producenci, to właśnie sympatia, jaką widzowie darzyli aktorkę, zachęciła ich do przywrócenia tej postaci. Po zakończeniu emisji serialu w 2009 roku Wayne Callies szybko dostała angaż w jeszcze większym hicie - "The Walking Dead". Przez trzy sezony wcielała się w Lori Grimes, jedną z głównych bohaterek. Co ciekawe, to ona sama przekonała produkcję, by jej postać zginęła, tak jak stało się to w komiksowym pierwowzorze. Choć z kina całkowicie nie zrezygnowała (w zeszłym roku pojawiła się np. w katastroficznym "Epicentrum"), dziś wie, że to właśnie telewizja jest jej źródłem popularności.

Holloway miał inną strategię. Mimo że dla niego "Zabójczy szept" również był gorzką pigułką, po wyemitowaniu ostatniego odcinka "LOST" po raz kolejny spróbował zaistnieć na wielkim ekranie. Grał w głośnych produkcjach, jak np. "Mission: Impossible - Ghost Protocol" czy "Paranoja", ale nie były to duże role. "Bitwa roku" czy "Sabotaż" przeszły zaś przez kina niemal niezauważone. Sława aktora, jaką niewątpliwie zdobył dzięki pracy na planie "LOST", ulotniła się. Ostatecznie on również powrócił do występów w telewizji. Choć "Intelligence", w którym grał główną rolę, przerwano po pierwszym sezonie, wkrótce dostanie kolejną szansę. Na jesień planowana jest premiera serialu "Colony" opowiadającego o relacjach między ludźmi w obliczu inwazji obcych. Partnerką Hollowaya będzie nie kto inny jak Sarah Wayne Callies. Osobom odpowiedzialnym za casting chyba musiał się spodobać "Zabójczy szept"...

Transfer, który się udał

Do listy aktorów, którym nie wyszło przejście na większy ekran, można by doliczyć jeszcze choćby Neila Patricka Harrisa ("Jak poznałem waszą matkę"), Hugh Lauriego ("Doktor House"), Michaela C. Halla ("Dexter"), Jona Cryera ("Dwóch i pół"), Raya Romano ("Świat według Raymonda"), a także większość pań z "Seksu w wielkim mieście" czy "Gotowych na wszystko". Wszyscy oni są dowodem na to, że wielka kariera telewizyjna nie zawsze musi przekładać się na filmy kinowe. Są jednak tacy, którym się to udało.

Być może mało kto już to pamięta, ale od seriali zaczynali m.in. Tom Hanks, Sandra Bullock, Jim Carrey, John Travolta, Robin Williams, Johnny Depp, a nawet Leonardo DiCaprio. Produkcje, w których wystąpili, nie były co prawda wielkimi telewizyjnymi przebojami, na zawsze utrwalającymi ich wizerunki jako odtwórców jednej roli, ale są też przypadki aktorów, którym udało się wyjść z takiej właśnie szufladki.

Oto subiektywny ranking 5 najlepszych transferów telewizja-kino:

5. Helen Hunt

Grała w serialach już jako nastolatka, a w 1992 roku doczekała się przełomu w swojej karierze - dostała angaż w sitcomie "Szaleję za tobą", gdzie wcielała się w główną rolę przez 9 lat, otrzymując 3 Złote Globy i 4 nagrody Emmy. W 1995 roku spróbowała swoich sił w kinie i wystąpiła w filmie "Pocałunek śmierci" u boku Nicolasa Cage'a i Samuela L. Jacksona. Jak się okazało, była to świetna decyzja. Rok później grała już w prawdziwym hicie, katastroficznym "Twisterze", a w 1997 roku wybrano ją do roli kelnerki samotnie wychowującej syna w "Lepiej być nie może". Spotkał ją wtedy deszcz nagród - Oscar, Złoty Glob, SAG Award, Satellite Award Dzierżąc złotego rycerzyka w dłoni, ostatecznie przestała być aktorką telewizyjną. Wystąpiła też w tak popularnych filmach jak "Cast Away. Poza światem", "Podaj dalej", "Dr T i kobiety", a niedawno przypomniała się widzom w "Sesjach", za które znowu nominowano ją do Oscara.

4. Melissa McCarthy

Sympatyczna Melissa zdobyła popularność, grając drugoplanową rolę w serialu "Kochane kłopoty". Choć próbowała sił w kinie, udawało jej się dostać jedynie epizody. Po zakończeniu emisji serialu szukała więc nowego angażu w - nieco bardziej dla niej przychylnej - telewizji. I tak, najpierw przez dwa lata grała przyjaciółkę głównej bohaterki w "Kim jest Samantha", a potem otrzymała tytułową rolę w emitowanym do dziś serialu "Mike i Molly". W tym samym roku wystąpiła w przebojowej komedii "Druhny", za co nominowano ją do Oscara, i wszystko się wtedy odmieniło. Od tamtej pory McCarthy stale pojawia się w komediowych przebojach, które łącznie zarobiły ponad 800 milionów dolarów. A to nie koniec - na przyszły rok planowana jest premiera nowej odsłony "Pogromców duchów", w którym to filmie aktorka zagra jedną z głównych ról.

3. Will Smith

Emitowany w latach 1990-1996 "Bajer w Bel-Air" był początkiem przygody Willa Smitha z aktorstwem. Wcześniej zajmował się muzyką - był MC hip-hopowego duetu DJ Jazzy Jeff & The Fresh Prince. Mimo że sitcom okazał się sukcesem, Smith chciał zostać gwiazdą kina. Mówi się, że analizował wyniki box-office'u na przestrzeni lat i tym właśnie kluczem wybierał swoje następne projekty. W 1993 roku wystąpił w "Szóstym stopniu oddalenia" oraz w "Made in America" u boku Whoopi Goldberg. Wciąż czekał jednak na swój przełom. Ten przyszedł dwa lata później. Smith dostał wtedy angaż w "Bad Boys" oraz w "Dniu niepodległości" i tym samym rozpoczął marsz w górę hollywoodzkiej hierarchii. Dziś ma na swoim koncie nie tylko wielkie kinowe hity, ale też dwie nominacje do Oscara.

2. Jennifer Aniston

Gdy w ostatnim sezonie "Przyjaciół" cała szóstka aktorów otrzymywała okrągły milion dolarów za odcinek, wydawało się, że na świecie nie ma większych gwiazd show-biznesu. Po tym, jak wyemitowano ostatni odcinek sitcomu, ich kariery stanęły jednak w miejscu. Właściwie wszyscy próbowali swoich sił w kinie, ale kończyło się na pojedynczych występach. W telewizji nie było dużo lepiej - wyniki oglądalności "Odcinków" z Mattem LeBlancem czy "Cougar Town: Miasta kocic" z Courteney Cox doprawdy trudno porównywać z popularnością, jaką cieszyli się "Przyjaciele". Karierę na wielkim ekranie udało się zrobić jedynie Jennifer Aniston. Bez wątpienia jest ona dziś jedną z największych kobiecych gwiazd komedii. "Bruce Wszechmogący", "Marley i ja" czy "Millerowie" były hitami box-office'u. W zeszłym roku Aniston udowodniła, że ma też inne, dramatyczne oblicze - jej rola w "Cake" to wielki popis aktorki, o czym świadczą nominacje do Złotego Globu i SAG Award.

1. George Clooney

George Clooney próbował swoich sił właściwie wszędzie - zarówno w kinie, jak i telewizji, ale były to raczej małe role i naprawdę słabe produkcje. Przełomu doczekał się dopiero w 1994 roku, gdy dostał angaż w "Ostrym dyżurze". Już w trakcie pracy nad serialem dostawał propozycje filmowe - wystąpił choćby w "Od zmierzchu do świtu", w "Peacemaker" obok Nicole Kidman oraz w "Batmanie i Robinie", który co prawda został wprost zmiażdżony przez krytykę, ale przyniósł ogromne wpływy i potwierdził gwiazdorski status aktora. Po tym, jak w 1999 roku odszedł z "Ostrego dyżuru", jego kariera na dużym ekranie ruszyła na całego. Clooney sprawdza się właściwie w każdym typie kina i można go dziś traktować niemalże jak króla Hollywood - jest nie tylko uznanym aktorem, ale też reżyserem, scenarzystą, producentem, a także najlepszym przykładem na to, jak sukces na małym ekranie przełożyć na ten większy, kinowy.

Komentarze (3)
Z serialu do kina - nie takie proste, jak może się wydawać
Zaloguj się
  • nie_podano_loginu

    Oceniono 7 razy 7

    Bruce Willis powinien się obrazić, że o nim nawet półsłówkiem nie wspomniano.

  • dev99999

    Oceniono 5 razy -3

    Hola, Hola. Czy Courteney Cox nie zagrała czasem w Krzyku który zarobił ponad 100m $ i seaquelach? Trzymając się tej pozycji czy Neve Campbell nie zaczynała czasem w serialach, np. bardzo popularnym Ich pięcioro? A S. M.Gellar, Koszmar... nie był hitem? J. L. Hewitt też w niczym poza TV jej się nie udało? Jeśli ja czuje się w kwestii filmu co najwyżej amatorem to co powiedzieć o autorze który przeleciał po łebkach bardzo ostatnich lat.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX