Łamią konwenanse, opowiadając o Holocauście. Jak? Z humorem, w komiksie, za pomocą klocków...

"Pizza w Auschwitz" to dokument niezwykły, odważny i przewrotny, a o ostatnim świadczy już sam tytuł. Obraz w reżyserii Moshe Zimermana powstał, by znaleźć odpowiedzi na pytania, jak opowiadać o czymś, czego opowiedzieć się nie da, i jak pamiętać o czymś, czego się nie przeżyło.
Dani Chanoch, bohater filmu, jako dziecko dokonał rzeczy niemożliwej - pomimo pobytu w pięciu obozach koncentracyjnych przeżył zagładę. Teraz jest w podeszłym już wieku, a jego największym pragnieniem jest zabranie swoich dzieci na Litwę i do Polski, w miejsca, w których przeżył błogie dzieciństwo i najokrutniejsze momenty swojego życia. Jego dzieci jednak wcale nie chcą tam jechać. Oglądając film, nie tylko poznajemy wstrząsającą historię Daniego, ale też obserwujemy jego kłótnie z negującą całą wyprawę córką. Jak się okazuje, ojciec przez całe życie przekazywał dzieciom swoją traumę. - Do dziś, gdy słyszę pukanie do drzwi, boję się, że to SS - wypomina ojcu Miri. Mimo to podejmuje próbę sprostania kolejnemu szalonemu pomysłowi ojca - spędza noc w obozowym baraku.



Tym, co najbardziej uderza podczas oglądania "Pizzy w Auschwitz", jest sposób, w jaki Dani opowiada o Zagładzie - nieustannie z Holocaustu żartuje. Na pytanie kelnerki o to, czy chce wodę gazowaną, odpowiada: My, Żydzi, nie pierwszy raz dopłacamy za gaz. Wyjaśniając, dlaczego Niemcy tworzyli obozy koncentracyjne na terenie Polski, mówi z powagą: Polacy wygrali międzynarodowy przetarg. To wszystko sprawia, że widz ma poczucie zaburzenia i dysonansu, co początkowo może szokować. Szybko okazuje się jednak, że jest to sposób bohatera na radzenie sobie z traumą.



"Kino obozowe"

Kino wypracowało pewną ikonografię i sposób opowiadania o obozach koncentracyjnych, które powtarzają się w kolejnych produkcjach. Za pierwszy film tego typu wielu uznaje "Ostatni etap" w reżyserii Wandy Jakubowskiej. Choć ta powstała w 1947 roku polska produkcja ma propagandowy wydźwięk (sam Józef Stalin poparł projekt), został doceniony jej realistyczny wymiar, a zastosowana w niej ikonografia odnajduje swoje echa w filmach powstających i dziś. To w "Ostatnim etapie" po raz pierwszy zobaczyliśmy przyjazd nocnego pociągu z deportowanymi, a biały dym stał się symbolem zagłady. Scena z pociągiem stała się w zasadzie standardem dla filmów obozowych - możemy ją zobaczyć między innymi w "Kapo" Gilla Pontecorva, "Wyborze Zofii" Alana Pakuli czy w "Liście Schindlera" Stevena Spielberga.

U Jakubowskiej powtarzają się też sceny zbiorowe przedstawiające poranne i wieczorne apele, które, powracając w kolejnych produkcjach, kształtować będą wyobrażenia na temat hitlerowskich obozów koncentracyjnych. To również w tym filmie po raz pierwszy błoto oblepiające plac i stopy więźniów nabrało wymiaru symbolicznego. Jako znak obozowego uciemiężenia zostało powtórzone między innymi w dwóch filmach z serii "X-Men". Jeden z bohaterów - Magneto - właśnie w obozie koncentracyjnym odkrył swoje niezwykłe moce. Co ciekawe, nawet umiejętność kontrolowania metalu nie pomogła mu ocalić matki.

Obozy w popkulturze

Choć można pomyśleć, że wykorzystanie motywu obozu koncentracyjnego w filmie superbohaterskim jest nie na miejscu, popkultura niekoniecznie bagatelizuje problem - często pozwala nadać mu współczesny kontekst. Tak było między innymi w przypadku komiksu "Maus" Arta Spiegelmana, tak było też w przypadku projektu Zbigniewa Libery "LEGO. Obóz koncentracyjny". Obie prace - choć zupełnie odmienne - traktowane były początkowo, z uwagi na dobór formy, jako zamach na powagę Holocaustu. Z tą różnicą, że pierwsza ostatecznie otrzymała nagrodę Pulitzera, a druga została wyrzucona między innymi z wystawy w polskim pawilonie na Biennale w Wenecji oraz doczekała się (ostatecznie wycofanego) pozwu od firmy LEGO.


"LEGO. Obóz koncentracyjny" na wystawie w warszawskiej Zachęcie w 2009 roku fot. Jacek Łagowski

Ale zdarzają się też projekty, w których obozy pojawiają się po to, by z nich żartować. I tak bohaterowie "South Park" zostali wysłani na "obóz koncentracyjny tolerancji", a Larry David w "Pohamuj entuzjazm" nie mógł zwolnić ze swojej restauracji kucharza z zespołem Tourrette'a, bo ten miał wytatuowany obozowy numer. Warto jednak zauważyć, że seriale te słyną z ciągłego przekraczania granic, a wyśmiewanie pewnych zjawisk ma w nich służyć nie tylko rozrywce, ale i wywołaniu pewnej refleksji. Choć to ostatnie zależy w dużej mierze od odbiorcy.

Kino łamie konwenanse

Również kino, mimo to, że wypracowało pewien powtarzający się język opowiadania o obozach, pozwala sobie na formalne eksperymenty i pewną transgresję. Jednym z najciekawszych (a jakże niedocenionych) polskich filmów obozowych jest "Kornblumenblau" Leszka Wosiewicza z 1988 roku. Ten całkowicie odbiegający od realistycznej formy obraz zaskakuje świeżością w ujęciu swojej tematyki, do której dorzuca wątki homoseksualne. Nie znajdziemy tutaj refleksji nad cierpieniem jednostki, nie będzie też szukania winnych czy ukazywania heroicznych postaw. Bardziej od przejmujących obrazów liczy się tu rytm ukazujący mechaniczność obozowego systemu. Wszystko zostało opatrzone sporą dawką muzyki, stosowanej zazwyczaj na zasadzie kontrapunktu, oraz iście brechtowskim, sztucznym i dystansującym aktorstwem.

Nieco bardziej znaną produkcją, której forma zaskakująco odbiega od tematu, jest "Życie jest piękne" Roberto Benigniego, która w gruncie rzeczy jest uroczą, wzruszającą... komedią rodzinną. Tyle że rozgrywającą się w obozie koncentracyjnym. Film został doceniony na całym świecie i do dziś znajduje szerokie grono odbiorców. Być może dlatego, że pozwala odnaleźć w tak okrutnym temacie promyk nadziei. Wszak główny bohater nie traci nic ze swej pogodnej osobowości, do końca zachowując godność i dobry humor... pytanie tylko, czy takie ujęcie nie jest zbyt przekłamane i czy właśnie ono nie "oswaja" za bardzo tematu.



Pizza w Auschwitz

W pewnym momencie filmu "Pizza w Auschwitz" Zimermana bohaterowie siedząc na pryczach w obozowym baraku, jedzą pizzę i popijają ją kolą. To jedna z najmocniejszych scen tego dokumentu, która może oburzać, jednak już na pierwszy rzut oka widać, że nie ma tu mowy o lekceważącej postawie bohaterów. Gdy wpiszemy w przeglądarkę Google hasło "Pizza w Auschwitz", jednym z pierwszych wyświetlających się rekordów będzie strona oświęcimskiej pizzerii, która reklamuje się tym, że znajduje się "zaledwie 150 metrów od głównego wejścia do Państwowego Muzeum Aushwitz w Oświęcimiu". To zdanie, które prawdopodobnie nikogo na co dzień nie oburza, niesie ze sobą bardzo smutną prawdę. Dla wielu bowiem Auschwitz jest tematem zamkniętym, atrakcją turystyczną, czymś, co nas nie dotyczy.

Słyszeliśmy mnóstwo razy, że o Holokauście należy mówić przede wszystkim po to, żeby ta historia się nie powtórzyła. Patrząc na ogromną niechęć wobec obcokrajowców, jaką przejawia wielu młodych (i nie tylko) Polaków, uznać można, że w naszym kraju ta historia nie jest opowiadana skutecznie. "Pizza w Auschwitz" oferuje nową formę i pokazuje sam proces opowiadania, poszukiwania drogi, by przekazać historię. Prawdopodobnie nigdy nie uda się znaleźć właściwego języka. To nieważne. Ważne, by nie przestawać go szukać.



Komentarze (2)
Łamią konwenanse, opowiadając o Holocauście. Jak? Z humorem, w komiksie, za pomocą klocków...
Zaloguj się
  • kocurxtr

    Oceniono 4 razy 4

    o Holokauście z humorem ?
    powinni się debile przejechac do Oświecimia

    nigdy, przenigdy, ludobójstwa, masowego, często oktrutnego zabijania mężczyzn, kobiet i dzieci - wszystko jakiego konfliktu - nie powinno się traktować lekko i żartobliwie ...

  • alien999

    Oceniono 1 raz 1

    oglądałem film dość dawno - czy dobry, słaby i ten sam problem, czy dzieci są w stanie pojąć przeżycia rodzica który przeżył.................

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX