Gagi, zwroty akcji, fabuła kipiąca seksem. Są i gwiazdy. Czyli przepis Woody'ego Allena na sukces

- W tym roku jestem gwiazdą, ale kim będę w następnym? Czarną dziurą? - pytał nieśmiało Woody Allen. To oczywiście zwykła prowokacja wymieszana z typową dla Allena kokieterią.
Od dekad Woody Allen est jednym z tych twórców, którzy najjaśniej świecą na hollywoodzkim firmamencie. I tym, któremu na sucho uchodzą wszelakie filmowe wpadki z ostatnich lat. Ale tych, całe szczęście, nie ma znowu wcale tak wiele.



Mit wrażliwca

- Krążą o mnie dwie legendy. Pierwsza, że jestem intelektualistą, ponieważ noszę okulary. Druga - że jestem artystą, ponieważ moje filmy nie zarabiają pieniędzy - śmiał się Allan Stewart Konigsberg, który później zaistnieje w wielkim świecie jako Woody Allen - dodając, że wbrew pozorom, nigdy nie był ani słabeuszem, ani chowającym się po kątach intelektualistą, ani nawet "frajerem". Ba, wręcz przeciwnie. To właśnie on zaliczał się do grona najlepszych szkolnych sportowców (na boisku baseballowym i bieżni nie miał sobie równych) i do dziś ceni sobie prawdziwie męskie wieczory, kiedy to może usiąść przed telewizorem z piwem w ręku i obejrzeć mecz.



Zaczynał jako publicysta, później sam wygłaszał swoje teksty w okolicznych klubach, a jego stand-upy przyciągały coraz większą publiczność. Zachęcony sukcesami, postanowił sprawdzić się w kolejnej dziedzinie i tym razem dał się poznać jako utalentowany reżyser, scenarzysta i, jakże by inaczej, aktor. Starał się również, by jego życie prywatne nie przesłoniło zawodowych osiągnięć, choć to akurat nie zawsze mu wychodziło - zwłaszcza że Allen okazał się mężczyzną dość kochliwym.

Nie wyszło mu zawarte w młodym wieku małżeństwo z Harlene Rosen, rozpadł się związek z Louise Lasser, głośnym echem odbił się romans z Diane Keaton, która zresztą była nie tylko kochanką, ale i muzą reżysera (z myślą o niej stworzył "Annie Hall", przez wielu uważany za najlepszy film w jego dorobku; dostał za niego nawet Oscara, choć twierdził później, że ta statuetka "nic dla niego nie znaczy"). Po rozstaniu z Keaton znalazł nową inspirację - Mię Farrow. I wszystko pewnie byłoby wspaniale, gdyby aktorka nie znalazła w domu Allena zdjęć swojej adoptowanej córki. Nagiej. Skandal odbił się Woody'emu prawdziwą czkawką; Farrow zaś podgrzewała sytuację, zarzucając dodatkowo reżyserowi, że molestował jej drugą, niepełnoletnią córkę. Dopiero po latach, kiedy sprawa się rozmyła, reżyser mógł odetchnąć i znów na spokojnie zająć się kręceniem filmów.

Allen w formie

Rok 2008. Allen wraca do łask krytyków, wypuszczając do kin "Vicky Cristina Barcelona" i zgarniając w pełni zasłużony Złoty Glob (w kategorii "Najlepszy film komediowy lub musical") oraz Independent Spirit Award za scenariusz. I słusznie. Film bowiem od samego początku był skazany na sukces; zarobił zresztą niebagatelną sumę dziewięćdziesięciu sześciu milionów dolarów, przy budżecie wynoszącym zaledwie piętnaście milionów. Większą jego część pochłonęły naturalnie wynagrodzenia dla ekipy; reżyserowi udało się zainteresować projektem iście gwiazdorską obsadę - Scarlett Johansson (swoją nową muzę, którą wcześniej zatrudnił do "Wszystko gra", gdzie zastąpiła Kate Winslet, i "Scoop - Gorący temat"), Rebeccę Hall oraz Penélope Cruz (za swoją rolę aktorka zgarnęła Oscara) i Javiera Bardema, którzy tak bardzo przypadli sobie do gustu, że dwa lata później się pobrali. Allen jak zwykle dał swoim aktorom ogromne pole do popisu; chętnie przyjmował ich uwagi i namawiał do improwizowania.

Fabuła jest iście Allenowska, wypełniona gagami, zwrotami akcji i kipiąca seksem. Dwie przyjaciółki, Vicky i Cristina, przyjeżdżają do Barcelony, gdzie zamierzają spędzić wakacyjny urlop. Tam poznają mężczyznę, Juana, który proponuje im romantyczny wypad na weekend. I właśnie wtedy sprawy zaczynają się komplikować, zwłaszcza kiedy do gry wkracza była żona Juana. Bohaterowie będą musieli się zastanowić, czego tak naprawdę chcą od życia.

A co dalej?

Po sukcesie "Vicky Cristina Barcelona" Allen nie spoczął na laurach, co roku wypuszczając kolejny film. Jednak jego najnowsze dzieła zbierają ostatnio, w najlepszym wypadku, mocno mieszane recenzje. To go oczywiście nie zniechęca; obecnie pracuje nad następną produkcją pełnometrażową, niedługo też na małych ekranach pojawi się pierwszy wyreżyserowany przez Woody'ego serial telewizyjny.

Nieźle radzą sobie również jego aktorzy. Penélope Cruz wystąpiła ostatnio w dwóch komediach, "Grimsby" i drugiej części "Zoolandera", a obecnie pracuje na planie "La reina de Espana". Jej mąż, Javier Bardem, pojawi się w piątej odsłonie "Piratów z Karaibów", dramacie "The Last Face" i, wraz z żoną, ma w planach zagrać w "Escobarze". Nie próżnuje też pochodząca z Wielkiej Brytanii Rebecca Hall - niedawno aktorka zakończyła zdjęcia do serialu "Codes of Conduct" i filmu "Christine", a teraz kręci "The Dinner" i "Permission". A jasnowłosa muza Allena, Scarlett Johansson? Ona, jak zwykle, ma pełne ręce roboty. Po "Avengers: Czas Ultrona" i "Ave, Cezar!" zaangażowała się w pracę nad filmami "Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów" i "Ghost in the Shell"; udzieli również głosu bohaterom w "Księdze dżungli" i "Sing".