Serial medyczny w stylu "Uwierz w ducha"? To możliwe! "Szpital nadziei" w końcu w Polsce

Z jednej strony wydawać by się mogło, że takie szpitalne opowieści to samograj. Z drugiej, powstaje ich tyle, że coraz trudniej o oryginalność. Czasem jednak się udaje. Przykład? Serial "Szpital nadziei" ("Saving Hope").
Każda szanująca się telewizja ma swój serial o lekarzach. Możemy dziś mówić wręcz o osobnym gatunku, jakim jest serial medyczny oraz jego podgatunkach, wśród których wyróżnia się np. coraz bardziej popularne programy dokumentalne. Poza policjantami nie ma chyba grupy zawodowej, która byłaby silniej reprezentowana na małym ekranie. Seriale medyczne po prostu są w modzie.



Zaczęło się od "Doktora Kildare" z młodym Richardem Chamberlainem w roli stażysty w fikcyjnym Blair General Hospital. Emitowany w latach sześćdziesiątych serial bił rekordy popularności i zrobił z aktora gwiazdę. Tytuł ten wyznaczył kierunek wielu innym twórcom, którzy wykorzystywali szpital jako idealne miejsce akcji dla telewizyjnych produkcji. Zresztą nie tylko w Ameryce. Wystarczy wspomnieć choćby uwielbiany w Polsce "Szpital na peryferiach" - realizowany w Czechosłowacji serial o lekarzach z małego miasteczka. Starsi widzowie z pewnością pamiętają doktora Sovę, Blažeja i Štrosmajera. Powtórki archiwalnych odcinków spotykały się w naszej części Europy z takim zainteresowaniem, że w 2003 roku postanowiono nakręcić kontynuację - "Szpital na peryferiach po 20 latach".



Na zawsze odmienił sposób, w jaki pokazuje się medycynę w TV

Nie były to oczywiście seriale medyczne, do których przyzwyczajona jest dzisiejsza publiczność. Brak w nich szybkiego montażu czy zbliżeń na paskudne rany i tryskającą krew. Ten model wyznaczył przede wszystkim słynny "Ostry dyżur" - zdobywca 23 nagród Emmy. Produkcja Michaela Crichtona, lekarza i pisarza w jednej osobie (napisał np. książkę "Park Jurajski", która posłużyła za scenariusz filmu Spielberga), jest uważana za telewizyjną ikonę lat dziewięćdziesiątych. Odcinki trzeciego i czwartego sezonu regularnie oglądało ponad 30 milionów widzów (rekord - 48 milionów). Serial zdjęto z anteny dopiero po 15 latach. Mimo że ostatnie sezony przyniosły już spadki w rankingach popularności i nieco słabsze recenzje krytyków, "Ostry dyżur" wciąż prezentował poziom, do jakiego dążyli wszyscy naśladowcy. Produkcja nie tylko stała się przepustką do sławy dla George'a Clooneya, ale stworzyła też nową jakość w telewizji. Idealnie wyważyła przejmującą, wręcz naturalistyczną "opowieść szpitalną" z wątkami "domowymi" dotyczącymi pracujących na ostrym dyżurze lekarzy. Szybkie tempo, cięcia, używanie kamery "z ręki" - wszystko to złożyło się na wyjątkowy styl, który odróżniał "Ostry dyżur" od innych tego typu seriali. Na zawsze odmienił sposób, w jaki pokazuje się medycynę w TV.

Styl ten okazał się nie do podrobienia. Choć próbowało wielu, zawsze kończyło się to marnie. W ostatnich latach przebojem stały się więc seriale, które niejako odbiegały od tego wzoru i w mniejszym stopniu skupiały się na samym przedstawieniu pracy izby przyjęć. Głównym punktem programu miały być osobowości lekarzy. Do najbardziej znanych serialów wykorzystujących ten pomysł należą choćby osobliwy "Doktor House" czy "Grey's Anatomy" ("Chirurdzy") z siatką romansów godną "Mody na sukces". W ogóle od premiery "Ostrego dyżuru" powstało całe mnóstwo nowych seriali medycznych w rozmaitych odsłonach. Szpitalne historie to dla telewizji prosty przepis na sukces.

Tajemnica zostaje odkryta, szpital ulega demitologizacji

Dlaczego serial medyczny traktowany jest jak murowany przebój? To uniwersalna tematyka, odbierana tak samo pod każdą szerokością geograficzną. Wszyscy boimy się o zdrowie swoje i swoich bliskich - temat ten jest stale obecny w naszym życiu i nie da się od niego uciec. Poza tym (nie oszukujmy się) nie lubimy chodzić do lekarzy. Dzięki takim produkcjom trochę się z tą kwestią oswajamy. Uczymy się radzić sobie w sytuacjach stresowych związanych z chorobami. Pracujących w szpitalach ludzi poznajemy od ich "ludzkiej", prywatnej strony, co pomaga nam później im zaufać. Dostajemy możliwość wejrzenia w głąb tego, co w realnym życiu dzieje się zazwyczaj poza zasięgiem naszego wzroku. Tajemnica zostaje trochę odkryta, medyczne terminy stają się zrozumiałe, a instytucja, jaką jest szpital, ulega demitologizacji. Niektórzy traktują seriale medyczne wręcz jak pewien podręcznik postępowania. Choć lekarze przestrzegają, aby nie przyjmować ich za wyrocznię, oglądanie takich produkcji czasami naprawdę może pomóc. Za przykład niech posłuży aktorka "Ostrego dyżuru", Maura Tierney, która dzięki wiedzy z serialu uratowała życie swojemu mężowi.

Z jednej strony wydawać by się mogło, że takie szpitalne opowieści to samograj. Z drugiej, powstaje ich tyle, że coraz trudniej o oryginalność. Czasem jednak się udaje. Przykład? Serial "Szpital nadziei" ("Saving Hope"). Miesza on bowiem medyczne wątki z dramatem obyczajowym, a także lekkim fantasy. Widać tam nawiązania do "Uwierz w ducha" czy serialu "Zaklinacz dusz".

W zawieszeniu między życiem a śmiercią

"Szpital nadziei" to przede wszystkim chirurdzy Alex Reid i Charlie Harris. W pierwszym odcinku oglądamy nie tylko, jak zajmują się pacjentami, ale również ich przygotowania do ślubu. Bez pompy - przebierają się już w pracy, nie przejmując faktem, że pan młody zobaczy suknię ślubną przed ceremonią. Zamiast wielkiej imprezy, spotkanie ze znajomymi z otwartym barem. Zamiast limuzyny zwykła taksówka. Po prostu szczęśliwa para, która postanowiła zalegalizować swój związek.

Gdy udają się na miejsce ślubu, ulegają wypadkowi. Początkowo wydaje się, że oboje są cali. Potem Charlie jednak osuwa się na ziemię. Traci przytomność i zapada w śpiączkę. Jego niedoszła żona, wiedząc, że może tylko czekać, rzuca się w wir pracy. On zaś trwa w zawieszeniu między życiem a śmiercią - obserwuje jak Alex i inni koledzy próbują go wybudzić, zastanawia się, co robiłby na ich miejscu. Widzi też pacjentów, którzy są w takiej samej sytuacji jak on. Wykorzystując swoje doświadczenie, stara się im w jakiś sposób pomóc.

W Kanadzie to już prawdziwy hit

Oboje aktorów spotkało się wcześniej na planie serialu "Tajemnice Smallville". On grał Hawkmana, ona - Lois Lane. Być może właśnie fakt wcześniejszej współpracy sprawił, że widać między nimi chemię, a ich związek w "Szpitalu nadziei" jest bardzo przekonujący. Choć zarówno Erica Durance, jak i Michael Shanks cieszą się dużą sympatią publiczności, prawdziwą gwiazdą serialu jest Daniel Gillies, wcielający się w klasyczną rolę "tego trzeciego" - byłego partnera Alex, który rozpoczyna pracę w szpitalu niedługo przed wypadkiem. Aktor znany jest głównie z "Pamiętników wampirów" i jego spin-offu, "The Originals". Śmiało można stwierdzić, że jest ulubieńcem kobiet z całego świata. Występ w "Szpitalu nadziei" był dla niego ważny m.in. z powodu miejsca realizacji - mógł wrócić do swojej rodzimej Kanady. Akcja dzieje się bowiem w nieistniejącym Hope Zion Hospital w Toronto.

"Szpital nadziei" tworzony był jako serial wakacyjny - od czerwca do końca sierpnia chciano wyemitować jeden pełny sezon. Była to jednak zdecydowanie najpopularniejsza produkcja telewizyjna w Kanadzie w 2012 roku i serialem szybko zainteresowała się amerykańska stacja NBC. "Szpital " doczekał się już czterech sezonów, a jego emisję przeniesiono z wakacji na normalny cykl jesienno-wiosenny. Twórcom udało się znaleźć złoty środek. Z jednej strony zadbali o realizm - nad warstwą merytoryczną czuwa cały sztab specjalistów, w tym znany chirurg Bryce Taylor, a w rolach statystek widzimy prawdziwe pielęgniarki. Z drugiej, wątek fantasy sprawia, że ogląda się to jak współczesną telewizyjną przypowieść lub baśń. Fascynująca kwestia śmierci klinicznej, rozważania na temat tego, co dzieje się z człowiekiem w czasie śpiączki itd. - wszystko to sprawiło, że serial wyróżnił się na tle innych i wzbudził spore zainteresowanie. Monologi nieprzytomnego Charliego, prowadzone z dystansem i nierzadko wprowadzające do produkcji humor, kupiły widzów.

W Kanadzie "Szpital nadziei" to prawdziwy hit. Czy tak samo będzie w Polsce? O tym przekonamy się już w najbliższy poniedziałek.



Komentarze (4)
Serial medyczny w stylu "Uwierz w ducha"? To możliwe! "Szpital nadziei" w końcu w Polsce
Zaloguj się
  • Betty Kruk

    0

    Jutro na TV Puls premiera Stan alarmu! czyli Code Black. To naprawdę warto obejrzeć

  • moriach

    Oceniono 3 razy -1

    To to serial z przed milionów lat....

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX