Prokurator Szacki był kobietą? A czemu nie?! "Uwikłanie" w TV

?Uwikłanie? podzieliło krytykę i widzów. Wielu fanów Zygmunta Miłoszewskiego nie było zachwyconych, chociaż sam autor ekranizowanej powieści nie był aż tak surowy dla wizji Jacka Bromskiego.


Film Bromskiego znalazł uznanie choćby u Andrzeja Wajdy. - Jestem zachwycony, zdumiony. To jest fantastycznie zrobiony film, tak żywo - entuzjazmował się reżyser. - Podoba mi się, że wkracza w nasze życie filmowe takie profesjonalne kino.

Nieco mniej entuzjastyczni byli wierni fani powieści Zygmunta Miłoszewskiego, na motywach której oparto fabułę filmu. Bromski przyznawał bowiem, że materiał źródłowy potraktował bardzo lekko - książkę podsunął mu Juliusz Machulski, gdyż, jak wyznawał, on sam po literaturę piękną sięga dość rzadko - i wprowadził do scenariusza wiele poprawek.

Kopernik była kobietą, to i Szacki może

Po pierwsze, reżyser zmienił płeć głównego bohatera, robiąc z prokuratora Teodora Szackiego Agatę Szacką. Swoją decyzję tłumaczył "wymogiem dramaturgii filmowej" i wprowadzeniem odpowiedniego napięcia między głównymi bohaterami. Po drugie, przeniósł akcję z Warszawy do Krakowa - ponieważ stolica nieco go już znudziła, a Kraków ma swój niepowtarzalny klimat, który wzmocnił tylko nastrój filmu.



Obiekcje fanów wydają się jednak mocno niesprawiedliwe, bo nawet sam autor zaakceptował reżyserską koncepcję. - Nie przeszkadza mi zmiana miasta na Kraków ani bohatera na bohaterkę. Nie jestem rodzajem autora, który siedzi na planie i mówi: "Nie, ku...wa, to nie tak było - zapewniał Miłoszewski w "Krytyce Politycznej", choć nie krył, że pewne odstępstwa fabularne nie przypadły mu do gustu.

Decyzja o zmianie płci bohatera spodobała się zwłaszcza żeńskiej części publiczności, Maja Ostaszewska, która ostatecznie wcieliła się w Szacką, nie kryła swojej radości z tego powodu. Zauważała, że w polskim - i nie tylko - kinie postacie męskie są znacznie ciekawsze od kobiecych; w dodatku bohaterki zazwyczaj są stereotypowe, płaskie, bezbarwne i przez to zupełnie nieinteresujące. - Fakt, że moja rola powstała z męskiego pierwowzoru, sprawia, że zostały pewne zachowania, które na ogół w polskich scenariuszach by się nie pojawiły. Szacka jest wielowymiarowa, pełnokrwista - komentowała na łamach "Newsweeka".

Ta rola była ważna dla Ostaszewskiej jeszcze z innego powodu. Do tej pory bowiem w kinie wepchnięto ją do niewygodnej szufladki; grywała "kobiety na skraju załamania nerwowego", uczuciowe i wrażliwe, słabe i wzbudzające sympatię lub współczucie ("Ostaszewska: albo wariatka, albo na wojnie", śmiała się z siebie w "Filmie"). Dzięki Szackiej mogła zaś pokazać swoją zupełnie drugą stronę, wcielić się w bohaterkę tak różną od granych wcześniej postaci, a tym samym wyrazić sprzeciw w sprawie stereotypowego pokazywania kobiet.

Coś z Chandlera, coś z Polańskiego

Jej ekranowym partnerem został Marek Bukowski, który po długoletniej przerwie, wrócił na ekran. Bromski nie musiał przeprowadzać nawet żadnego castingu - twierdził, że niemal od samego początku wiedział, kogo chciałby mieć w swojej obsadzie. Ostaszewska i Bukowski nie zastanawiali się nawet przez chwilę, zaraz po przeczytaniu scenariusza zapewnili, że chętnie podpiszą kontrakt. Przekonały ich świetnie napisane, niebanalne postacie, ale też klimat filmu, tak odmienny od tego, co w ostatnich latach można było zobaczyć na ekranie.

Reżyser nie krył, że wzorował się na arcydziełach gatunku, klasycznych kryminałach i thrillerach; pragnął przywołać emocje, których według niego tak brakuje we współczesnym kinie. Krytycy dostrzegali u niego wpływy powieści Raymonda Chandlera, Bukowski zaś pod wieloma względami porównywał "Uwikłanie" do "Chinatown" Romana Polańskiego, a Miłoszewski dodawał, że film Bromskiego stylistyką nawiązuje do lat osiemdziesiątych. Chwalono też obsadę - w rolach drugoplanowych pojawiła się prawdziwa plejada gwiazd: Danuta Stenka, Olgierd Łukaszewicz, Krzysztof Globisz, Andrzej Seweryn czy Krzysztof Pieczyński. W epizodzie miała też zagrać modelka Joanna Krupa, ale Bromski - niezadowolony z jej występu - wyciął tę scenę bez litości.

Niełatwe zadanie

Krążyła plotka, że Adam Michnik - naczelny "Gazety Wyborczej" - wyszedł w trakcie pokazu "Uwikłania", nie kryjąc swojej irytacji.

Tę informację później wielokrotnie dementowano, choć i tak zdążyła podgrzać atmosferę wokół filmu i dolać oliwy do płomiennych dyskusji dotyczących wymowy samego dzieła i reżyserskich sympatii politycznych. Zgodnie z oficjalną wersją Michnik został na sali i po napisach końcowych pogratulował Jackowi Bromskiemu, choć nie krył, że według niego film - mimo iż udany - jest w swej wymowie mocno "PiS-owski". Reżyser zaprzeczał, podkreślając stanowczo, że to opinia mocno naciągana i mająca w rzeczywistości niewiele wspólnego z prawdą, ale cieszył się równocześnie, że "Uwikłanie" nie przeszło bez echa i wywołało taką burzę.

Zauważał przy tym, że jest to jeden z nielicznych politycznych thrillerów zrealizowanych w Polsce. - Niewielu się decyduje, gdyż jest to trudne. Najłatwiej jest zrobić film o tym, że ktoś był za młodu bity przez ojca, miał ciężkie dzieciństwo albo o bezrobociu na Śląsku... - komentował w "Super Expressie". - Napisać lub sfilmować współczesną opowieść sensacyjną ocierającą się o politykę, to wymaga już większego wysiłku - mówił.

Przeczytaj zanim obejrzysz film. "Uwikłanie" i inne książki Zygmunta Miłoszewskiego znajdziesz tutaj >>

Komentarze (2)
Prokurator Szacki był kobietą? A czemu nie?! "Uwikłanie" w TV
Zaloguj się
  • kali555

    Oceniono 3 razy 1

    Propisowski?
    Bo pokazuje rzeczywistosc wykreowana okraglym stolem?
    Faktycznie sa tacy ktorym film nie przypadnie do gustu.

  • dimo333

    Oceniono 2 razy 0

    Wreszcie Maja w roli jak trzeba i wyszlo , bo bez kosciolow, krzyzy ,nadetego patosu na tematy polityczne i jest kobieta a nie zakonnica..

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX