Kim był prawdziwy hrabia Monte Christo

Aleksander Dumas mści się za swojego ojca późno, bo po czterdziestce. Zemsta dokonuje się w pośpiechu.
Rok 1839. Dumas cieszy się statusem porównywalnym do dzisiejszych gwiazd muzyki pop. Na sztukach jego autorstwa publiczność bije brawo, tupie i wyje, a zwolennicy teatru klasycznego wyzywają się z romantykami. Ma za sobą kilka sukcesów i druzgocącą porażkę. Wystawiony ogromnym kosztem "Kaligula" - na scenie odtworzono rzymską ulicę i część pałacu cesarskiego - błyskawicznie spada z afisza. Sam Dumas sprawia wrażenie lekkoducha zainteresowanego zdobywaniem kolejnych kobiet przy cierpkiej akceptacji zamkniętej w sobie żony. Ma za sobą pojedynki, bohaterski epizod podczas rewolucji lipcowej i przyjaźń z Victorem Hugo, która wkrótce przerodziła się w publiczną pyskówkę. Jedni nazywają go ojcem młodzieży romantycznej, inni wskazują, że dla forsy zrobi wszystko. Na domy i kochanki wydaje fortunę, pisze bardzo dużo i nie zawsze dobrze. Gazety oskarżają go, że prowadzi przedsiębiorstwo literackie, płacąc grosze podrzędnym pisarzom za utwory, które podpisuje własnym nazwiskiem.

Wedle niepotwierdzonej opowieści Dumas, podróżujący po Włoszech z młodym księciem Napoleonem Josephem (synem brata Napoleona Bonapartego), zwrócił uwagę na biały szczyt sterczący z morza. To wyspa Monte Cristo. Dumas, chcąc przypodobać się młodemu arystokracie, obiecuje, że tak właśnie nazwie swoją książkę. Ile w tym prawdy, nie wiadomo - Dumas nie marnował okazji, żeby przypodobać się możnym i aktywnie brał udział w budowaniu własnej legendy. Wkrótce rzeczywiście przystąpił do pisania, rozerwany, jak zawsze, pomiędzy kilkoma projektami. "Le Siecle" wciąż wypuszcza cotygodniowy odcinek przygód d'Artagnana i spółki, a "Le Journal des Débat" kupuje "Hrabiego Monte Christo" na pniu.

Pośród inspiracji dla tej książki wymienia się najczęściej "Diament zemsty" Jacques'a Peucheta i autentyczne wspomnienia nieszczęśnika osadzonego przez prawie 40 lat w Bastylii. W noweli Peucheta pojawiają się główne wątki z "Hrabiego...": uwięzienie za sprawą fałszywego, kolektywnie napisanego donosu, znajomość ze współwięźniem, duchownym, który dzieli się informacjami o skarbie, oraz zemsta na donosicielach.

Ale jest jeszcze jedno źródło - życie ojca pisarza, syna niewolnicy, generała wojen napoleońskich i więźnia, któremu pobyt w celi złamał życie.

Ojciec nie miał sił ani możliwości, żeby pomścić własną krzywdę. Jego syn pisze i mści się za niego. Wyobraża sobie, jak mogłoby być, gdyby ojciec nie umarł, a życie choć trochę przypominało powieść. I mści się tak, jak na pisarza przystało - pisząc książkę.

Książka jest dostępna na Publio.pl >>

Z domu przemytnika

Thomas Aleksander Dumas przychodzi na świat 25 marca 1762 roku na San Domingo (dziś Haiti), skąd eksportuje się cenne substancje - kawę, a przede wszystkim cukier. Jest synem dobiegającego pięćdziesiątki, farbowanego markiza, którego brat zajmuje się handlem ludźmi na dużą skalę. Do przemytu wykorzystuje kawałek ziemi niczyjej znany jako Monte Cristo.

Francuzi przejęli Haiti od Hiszpanów niejako na raty, w wyniku rajdów korsarskich pod koniec XVII wieku. Ogromne plantacje kawy należą do francuskich arystokratów albo dorobkiewiczów, nieraz dopisujących sobie tytuły hrabiowskie. Sytuacja niewolników jest nie do pozazdroszczenia. Jedna trzecia z nich umiera w pierwszych latach pracy, czym mało kto się przejmuje - statki nieustannie przywożą nowych. Na niektórych plantacjach noszą specjalne maski, żeby nie podjadali. Wyspa przypomina gorący tygiel, przepych sąsiaduje z nędzą, w miastach brakuje wody pitnej, alkohol leje się strumieniami, a główną atrakcję stanowią walki kogutów.

Matka to jedna z najpiękniejszych niewolnic - kolonizatorzy ochoczo sprawiają sobie ciemnoskóre kochanki ku rozpaczy ówczesnych obrońców moralności zatroskanych, że ten rodzaj poufałości przełoży się na spadek szacunku względem białych. Nie pomogły nawet oficjalne zakazy. Mały Aleks przychodzi na świat. Po matce dziedziczy czarną skórę. Czy pisarz Dumas myślał o tej kobiecie, tworząc postać Haydee, ostatniej miłości swojego fałszywego hrabiego, również niewolnicy?

Wkrótce potężny cyklon niszczy cukrowe plantacje i zatapia statki z cennym, gdyż ludzkim ładunkiem, co rujnuje rodzinne interesy. Thomas Aleksander, bystry dziesięciolatek, zdążył już podbić serce ojca, ale nie wystarczająco, by odwrócić swój los. Sprzedany w niewolę pozostaje na wyspie, gdzie wspina się po drzewach, ale i dokształca - społeczność Mulatów na San Domingo wytworzyła własną elitę prawników, artystów i nauczycieli. O ich silnym statusie świadczą rozporządzenia z epoki - Mulatom, lubującym się w kolorowych strojach, nakazano nosić się "stosownie do statusu" i zabroniono używania europejskich imion. Akcja rodzi reakcję - ciemnoskóry prawnik Julien Raimond wyjeżdża do Paryża i walczy o prawa swoich. Tymczasem ojciec Thomasa Aleksandra upomina się o niego dopiero po pięciu latach pobytu we Francji. Pozostali czterej bracia nie mają tyle szczęścia.

Niewolnik podbija paryżanki

Thomas Aleksander, jeszcze na statku znany jako "niewolnik Aleksander", w Paryżu robi piorunujące wrażenie - zwłaszcza na paryżankach, a także na Johnie Adamsie, przyszłym prezydencie Stanów Zjednoczonych, przebywającym z wizytą dyplomatyczną we Francji. Thomas - tak jak Edmund Dantes - jest dobrze wykształcony, czytuje Juliusza Cezara i Plutarcha, zna łacinę, grekę, historię i matematykę, ale ma charakter awanturnika, nie inteligenta. Niemal codziennie przez sześć godzin trenuje fechtunek i szybko zyskuje sławę pierwszego szermierza w Paryżu, prócz tego doskonale strzela i jest niezłym jeźdźcem. David Johnson we "French Cavalry 1792-1815" nazywa go wprost najsilniejszym człowiekiem we Francji. Uwielbia popisywać się krzepą, co syn doskonale zapamięta. I nie tylko to. Wysoki Mulat cieszy się sławą doskonałego kochanka, co wzbudza żywiołową niechęć białych arystokratów, którym - co tu kryć - gra na nosie. Odbiera kolejne kobiety i zwycięża w pojedynkach. Stosunki pomiędzy nim i ojcem robią się napięte. Starzejący się markiz nie chce dopuścić, aby syn zaciągnął się do armii jako zwykły żołnierz, odmawia mu nazwiska. W ten sposób Thomas Aleksander de la Pailleterie staje się Thomasem Aleksandrem Dumasem. Nazwisko bierze po matce, przywdziewa żołnierskie buty, a niechęć do arystokracji pozostanie w nim do końca życia.

Służy w pułku dragonów w Lazon. To jeden z najuboższych regionów kraju. Dragoni, dodajmy, nie mieli lekko. Ich szeregi zasilali głównie synowie drobnej szlachty. Źle wyposażeni, na słabych koniach, ale dostawali najtrudniejsze zadania. W czasie wojny pełnili funkcję zwiadowców, w spokojniejszych czasach kierowano ich przeciwko rozbójnikom. Aleks trafia na niespokojne czasy. Ale wielka historia póki co toczy się z dala od niego.

Paryżanie zdobywają Bastylię, książę de la Rochefoucauld d'Enville nawołuje do zniesienia niewolnictwa w koloniach, a dragon Dumas zajmuje się głównie dobrą zabawą i puszczaniem oka do Marie-Louise Labouret, córki oberżysty, który niezbyt życzliwie spogląda na ciemnoskórego osiłka. Tymczasem wojna z Austrią stwarza możliwość błyskawicznego awansu. Skorzysta z tego Dumas (a także ambitny Korsykanin Napoleon Bonaparte).

W ciągu roku szeregowy dragon, znany z odwagi podczas misji zwiadowczych (jak wspomni jego syn, w pojedynkę zmusił trzynastoosobowy oddział do poddania się), zostaje podpułkownikiem, bierze ślub i natychmiast powraca na front. Przez długie lata będzie w domu gościem. Walczy w legionie Saint-George, zwanym również czarnym legionem i skupiającym ciemnoskórych przybyszy z kolonii w sile około dwustu. Upatrywali w rewolucji szansy na poprawę swojego losu. Dumas szkoli tych ludzi. Jego syn wspomni później jego waleczność - z czternastką ludzi pokonał czterdziestu Holendrów, sam zabił trzech. Poza polem bitwy idzie mu gorzej. Boryka się ze słabym zaopatrzeniem (brakuje nawet broni białej) i problemami kadrowymi - część oficerów oddała już głowę pod gilotynę.

Fot. East News/Leemage
Aleksander Dumas, pisarz, kobieciarz, smakosz, syn czarnoskórego generała


Edmund Dantes w Egipcie

Gdzie tu "Hrabia Monte Christo"? Ano niezbyt wyraźny. Młodość Edmunda Dantesa przebiega inaczej, choć łatwo wskazać punkt wspólny - pochodzenie z nizin społecznych i błyskawiczną karierę, tyle że w marynarce. Dzielny i uparty chłopak o idealistycznym usposobieniu dowodzi statkiem jeszcze przed dwudziestką.

Aleksander jest syntezą sprzeczności. Doskonale radzi sobie, dowodząc w Pirenejach: z grupką zmaltretowanego i wygłodniałego wojska zajmuje silnie umocnioną przełęcz Mont-Cenis uważaną za niemożliwą do zdobycia ze względu na oblodzenie. Opowieść o tym, że wziął prawie tysiąc jeńców, tracąc ośmiu ludzi, brzmi nazbyt fantastycznie, niemniej wrogowie nazywają go Czarnym Diabłem. Raz go nawet zastrzelili - mknie wieść, że Diabeł spadł martwy z konia. Oczywiście powraca, cały i zdrowy. Sypia pod gołym niebem, razem z szeregowcami, i tłumaczy zbaraniałym oficerom, że powinni dać taki sam przykład. Chroni miejscową ludność przed własnym wojskiem i zarządza, żeby każdy żołnierz, który opuścił obóz bez pozwolenia, był sądzony jako dezerter. Jak wspomina jego syn, w miasteczku Saint-Maurice zdobywa się na szczególny rodzaj miłosierdzia. Wydaje rozkaz spalenia gilotyny, ratując w ten sposób życie czterech nieszczęśników oczekujących na egzekucję za odmowę wykonania rozkazu przetopienia kościelnego dzwonu. Ściąga to uwagę Komitetu Ocalenia Publicznego - głowę świeżo upieczonego generała ratuje z kolei upadek Robespierre'a.

Czarny legion ulega rozwiązaniu w 1793 roku. Wkrótce Aleksander trafia pod komendę człowieka, który podobnie jak on zrobił błyskawiczną karierę - Napoleona. Między nimi skrzy. Są dwoma połówkami żołnierskiego mitu. Bonaparte to strateg, który za pomocą szybkiego przerzucania sił odnosi błyskotliwe zwycięstwa. Z kolei Aleksander imponuje osobistą odwagą w polu. Wciąż potrafi strącić przeciwnika z konia jednym uderzeniem. Czuje jednak, że niedługo nastąpi koniec tej brawury. Liczne rany dają znać o sobie i Dumas pogrąża się w apatii. Z niepokojem obserwuje posunięcia Napoleona podczas kampanii w Egipcie. Nie wie jeszcze, że wkrótce utraci wolność.

W pewnym sensie jest sam sobie winien. Zasypuje Bonapartego listami, w których domaga się poprawy żołnierskiego losu i wskazuje korupcję urzędników i oficerów. W Kairze wyjaśnia umordowanym podwładnym, że awantura wszczęta przez Napoleona to czyste szaleństwo, za które płaci się krwią. Faktycznie - miesiąc w miesiąc Francja traci dziesięć tysięcy ludzi, ale Bonaparte nie wybacza krytyki. Wspomina nawet, że ma ochotę zastrzelić krnąbrnego oficera. Dumas, po długich staraniach, otrzymuje urlop, ale podróż statkiem "Piękna Maltanka" kończy się dla niego fatalnie. W porcie w Tarente zostaje natychmiast internowany - Królestwo Neapolu raptem znalazło się w stanie wojny z Francją, a Napoleon wcale nie kwapi się do tego, żeby wykupić krnąbrnego generała.

Tu zbiega się prawda i fikcja, Thomas Aleksander Dumas i Edmund Dantes, wyspa If i Tarente. Internowany uzyskał pojedynczą celę, lecz niewiele więcej. Wychowany na rajskiej wyspie, w poczuciu swobody, paryski kobieciarz i awanturnik, zdobywca Pirenejów, facet, który samotnie z szablą atakował tłum egipskich rebeliantów, przypomina lwa zamkniętego w klatce. Brakuje mu pieniędzy, od których zależy poprawa warunków życia - w Królestwie Neapolu skorumpowany jest każdy strażnik. Starcza na służącego obsługującego kilku więźniów. Poszukuje sposobów ucieczki i śle błagalne listy. Na próżno. Ze zdrowiem jest coraz gorzej - dręczą go wymioty, głuchnie na prawe ucho. To wina arszeniku dodawanego do jedzenia. Lekarz, odpowiednio opłacony, jeszcze pogarsza sprawę: leczy za pomocą lewatyw, zaleca picie lodowatej wody, wreszcie, podczas upuszczania krwi, przecina więźniowi nerw w stopie. Dumas przejściowo traci wzrok, jego twarz jest sparaliżowana. Nie ulega wątpliwości, że władze w Tarente postanowiły w ten sposób powoli pozbywać się więźniów. W odróżnieniu od "Hrabiego Monte Christo" brakuje sprzymierzeńców gotowych umożliwić ucieczkę, nie ma też życzliwej duszy w rodzaju księdza Faria. Czasem ktoś podrzuci rarytas - czekoladę.

Po dwóch latach niewoli Dumas zostaje wymieniony na generała Karla Macka von Leibericha. Przypomnijmy - Edmund Dantes sam siebie wymienił na trupa.

Na San Domingo jadą Polacy

Nie ma też żadnej zemsty i nigdy nie będzie; poza tą, której scenariusz napisze jego syn. Gdy Dumas wreszcie opuszcza Tarente, ma zniszczony żołądek i ciągnie za sobą bezwładną nogę. Brakuje forsy (kłopoty z nią są dziedziczone przez kolejnych Aleksandrów) i ten starzec ledwo po czterdziestce stanowi tylko dodatkowe obciążenie dla rodziny. Skarb taki, jakim dysponował Edmund Dantes, byłby jak najbardziej na miejscu - a przecież go znalazł, tylko kilka lat za wcześnie, jeszcze podczas kampanii egipskiej. Zakopane złoto przysłużyło się jednak armii. Dumas zapewne żałuje, że go nie zatrzymał.

Zamknięty tym razem w niszczejącym ciele nie potrafi się pogodzić z tym, że jego zasługi zostały zapomniane. Kraj, któremu służył, jest boleśnie obojętny. Kolejne listy z prośbą o przywrócenie dawnego stanowiska lub choćby o stosowną rentę pozostają bez odpowiedzi. Wreszcie Bonaparte szykuje ofertę szczególnego rodzaju: Dumas ma stłumić bunt czarnoskórej ludności na rodzinnej San Domingo. Odpowiedź generała nie pozostawia wątpliwości. "Moja matka była Murzynką - pisze Dumas. - Jak mógłbym pana posłuchać?". Napoleon dostaje, czego chciał, do tłumienia powstania wysyła niepotrzebne mu już polskie oddziały i zapomina o własnym podwładnym.

Wyniszczonemu Dumasowi pozostaje przeszłość i chciałby ją dogonić. Czekał, nie tracił nadziei, wszystko na próżno. Wbrew radom najbliższych decyduje się na kilkugodzinną wyprawę konną. Wraca konający, lecz nie chce położyć się do łóżka. Pyta Boga, czym sobie zasłużył na taki koniec. Kilka godzin po jego śmierci jego syn, mały Aleksander, zakrada się do schowka z bronią i wyjmuje strzelbę. Uzbrojone dziecko robi piorunujące wrażenie na żałobnikach. "Po co ci ta broń?" - pytają. "Bóg zabił mi tatę, to ja zabiję Boga" - odpowiada chłopiec.

Książka jest dostępna na Publio.pl >>

Powrót w sequelu

Kilkadziesiąt lat później, zagoniony, rozdarty między zabawą a morderczą pracą nad kolejnymi tekstami, autor "Trzech muszkieterów" wyobrazi sobie ojca najpierw jako naiwnego idealistę, który jest wystarczająco dobroduszny, by dać się wrobić w awanturę polityczną, i ląduje w więzieniu skazany na zapomnienie. W istocie ojciec Dumasa został zapomniany, lecz w opublikowanym w 1844 r. "Hrabim Monte Christo" zyskuje nową szansę i przynajmniej trzy życia. W pierwszym przeżywa te przygody, które zostały mu odjęte - pływa z przemytnikami, znajduje skarby, zwiedza Orient i knuje zemstę w oparach haszyszu. Z niezdarnego młodzieńca i kombinatora staje się ojcem jak z freudowskiego snu - niszczącą siłą o wielu twarzach, władcą marionetek i demiurgiem zniszczenia, który sprzymierza się z matkobójcą i mści się nawet na dzieciach własnych wrogów. Aleksander Dumas podsyca jego potęgę i nagle każe się zatrzymać - zemsta nie wypełni się do końca, główny winowajca Danglars odchodzi upokorzony, ale wolny, a ojciec staje się na powrót człowiekiem. Właściwie powinien umrzeć. Życie ratuje mu konwencja powieści przygodowej, czyli miłość. Znika, żeby odżyć w kulturze popularnej.

Aleksander Dumas dziadek przeniesiony we współczesność byłby krewnym Jasona Bourne'a, surowym żołnierzem o dobrym sercu, gotowym sprzeciwić się przełożonym, jeśli ci przeholują z dręczeniem słabszych. I jak antyczny bohater - albo Jason Bourne - umiera w walce tylko po to, by odnaleźć się później, cały i zdrowy. Lub, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, powrócić w sequelu.

W jednej z ostatnich scen "Hrabiego Monte Christo" Dantes po latach odwiedza swoją celę i zabiera pamiątki po księdzu Faria. Najsłynniejsza powieść przygodowa jest w pewnym sensie także powrotem do celi.

Skomentuj:
Kim był prawdziwy hrabia Monte Christo
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX