Radiohead, Lady Gaga, O.S.T.R. Oni nie mają nic przeciwko ściąganiu z sieci [OPINIE]

mwi
10.02.2012 , aktualizacja: 10.02.2012 15:34
A A A Drukuj
Zamknięcie serwisu Magaupload nic nie dało - podała firma DeepField Networks. Tak samo jak trwająca od wielu lat debata. Nielegalna dystrybucja piosenek w internecie to dyżurny temat branży muzycznej od wielu lat. Paradoksalnie piraci w tym czasie znaleźli wielu sojuszników - wśród nich m.in. Lady Gaga, Norah Jones, Radiohead czy O.S.T.R.
Fot. Tomasz Kaminski / Agencja Gazeta

To oni odpowiadają za jedno z największych tąpnięć w przemyśle muzycznym, decydując się na udostępnienie swojej płyty "In Rainbows" na stronie internetowej za darmo albo za dowolną kwotę ustaloną przez fanów.

Eksperyment Radiohead wywołał ogromną dyskusję na temat sposobu dystrybucji muzyki w dobie internetu. Część wykonawców zaczęła ich naśladować, część publicznie skrytykowała.

- Mam problem z ludźmi, którzy mówią, że to zabija przemysł muzyczny. Nie wierzę im. Może piraci nie kupią płyty, ale wydadzą pieniądze na bilety na koncert, koszulki, cokolwiek - mówił Ed O'Brien z Radiohead.

Podziel się

Skomentuj:

Zaloguj się. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (35)

  • mille666

    Oceniono 2 razy 2

    być może ci artyści /mali i wielcy/ jednak coś tworzą, natomiast przemysł muzyczny chce bić szmalec na tych co nie żyją od dekad, a pan Hołdys za Nie płacz Ewka chciałby jeszcze swoim wnukom pobudować baseny...

  • cassiel

    Oceniono 3 razy 3

    i jeszcze Moby'ego bym dorzuciła. stworzył nawet specjalną stronę z próbkami muzyki, którą na przykład początkujący filmowcy mogą za darmo wykorzystywać w swoich produkcjach.

  • wypasiona_foczka2

    Oceniono 5 razy 5

    Moim zdaniem w interesie artysty jest to, że bezpłatnie lub "co łaska" udostępni swoja muzykę. Jak wspominała w artykule Gaga, artyści zarabiają najwięcej na koncertowaniu, gadzetach a nawet ściąganych na telefon dzwonkach a nie na samych płytach. Płyta to "demo" - jesli uznam ją za dobrą produkcję najpewniej zainteresuję się też najbliższym koncertem a dodatkowo i tak kupię oryginał (tak robię bo lubię mieć je na półce). Istnienie megawytwórni to absurdalny przeżytek w dzisiejszych czassch, wytwórnie to wiedzą dlatego podnoszą pisk.
    Artysta umozliwiając pobranie lub zakup muzyki za rozsądną cenę, bezpośrednio ze swojej oficjalnej strony promuje swoja rozpoznawalność co i tak szybciutko przełoży się na realną kasę (dodatkowo np. z kontraktów reklamowych bo jest znany). Hołdysy i reszta dinozaurów za tym nie nadążają. Teraz nikt nie bawi się w piracenie płyt, tłoczenie ich, drukowanie okładek i sprzedawanie na targu z polowego łóżka jak to było w latach 90-tych. "Piractwo" (jesli dalej upieramy się przy tym pejoratywnym okresleniu) to w 99% ściągniecie płyty na swój własny użytek (no dobra, jak będzie fajna pożyczę koledze, jesli jemu tez się spodoba to pewnie kupimy bilety na koncert). "Piratami" nikt nie handluje. Porażające jak ludzie siedzący w tym biznesie są oderwani od realiów i jak wyobrażają sobie "złych złodziei internautów".

  • kacmoralny

    Oceniono 8 razy 6

    Po sieci krąży taki rysunek: Jezus łamie bochenki chleba i cudownie je rozmnaża, stojący nieco dalej sprzedawca pieczywa mruczy pod nosem "Cholerne piractwo wykończy biznes piekarniczy"

  • kyoden77

    Oceniono 9 razy 7

    Terminy "piractwo", "kradzież" jakoś śmiesznie i karykaturalnie brzmią w odniesieniu do ściągania z sieci za darmo. Goście z Radiohead mają rację mówiąc, że przecież nawet jak taki fan ściagnie za darmo z sieci ich album, to jeśli jest ich fanem to i tak a to pójdzie na koncert, a to kupi jakiś gadżet, na których to zespół też zarobi, a czego przecież za free z sieci się ściągać nie da, bo fizycznie jest to niemożliwe. Ma racje też mój przedmówca Gość Darek mówiąc, że jeśli ktoś nakręci słabiznę z super aktorami i liczy na wielki zysk, to niech się nie zdziwi, że będą nici. Dobre dzieło nie wymaga zdaje się tak rygorystycznej obstawy prawnej, bo samo się obroni i przykładem jest grupa Radiohead. Natomiast muzyka rozrywkowa i "przemysł" filmowy zostały opętane siecią jakichś nie do końca zrozumiałych zależności finansowo - marketingowych i w tej branży zaczął rządzić chłodny biznes, który o kunszcie i walorach prawdziwego dzieła nie myśli, ba! nawet nie wie, co to takiego. Co przykre, ten żałosny kartel pazernych pieniądzożerców chce nam wmówić, że ściągając z sieci utwory za darmo, kradniemy, a wracając do wypowiedzi gościa z Radiohead, może należałoby dostosować sie do wymogów epoki internetu i wymiany cyfrowych danych i zredefiniować pewne pojęcia? Tym bardziej, że większość produkcji w dzisiejszych czasach wydawanych przez tych największych "dinozaurów" przemysłu muzycznego, a zarazem najgłośniej krzyczących w poparciu chociażby dla ACTA i SOPA, to beznadziejne i nie mające nic wspólnego z prawdziwymi dziełami gó...a, którymi wycierają sobie tyłki wszyscy krytycy muzyczni. Czyli, jak napisał pewien mój przedmówca, największy interes w aktualnym schemacie tych pojęć i definicji i stosowania się do nich mają bogaci zarządcy koncernów, a nie sami artyści. Czas najwyższy, żeby prawodawcy tego świata wreszcie to dostrzegli!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX