Skomentuj:
Komentarze (35)
-
być może ci artyści /mali i wielcy/ jednak coś tworzą, natomiast przemysł muzyczny chce bić szmalec na tych co nie żyją od dekad, a pan Hołdys za Nie płacz Ewka chciałby jeszcze swoim wnukom pobudować baseny...
-
i jeszcze Moby'ego bym dorzuciła. stworzył nawet specjalną stronę z próbkami muzyki, którą na przykład początkujący filmowcy mogą za darmo wykorzystywać w swoich produkcjach.
-
Po sieci krąży taki rysunek: Jezus łamie bochenki chleba i cudownie je rozmnaża, stojący nieco dalej sprzedawca pieczywa mruczy pod nosem "Cholerne piractwo wykończy biznes piekarniczy"
-
Terminy "piractwo", "kradzież" jakoś śmiesznie i karykaturalnie brzmią w odniesieniu do ściągania z sieci za darmo. Goście z Radiohead mają rację mówiąc, że przecież nawet jak taki fan ściagnie za darmo z sieci ich album, to jeśli jest ich fanem to i tak a to pójdzie na koncert, a to kupi jakiś gadżet, na których to zespół też zarobi, a czego przecież za free z sieci się ściągać nie da, bo fizycznie jest to niemożliwe. Ma racje też mój przedmówca Gość Darek mówiąc, że jeśli ktoś nakręci słabiznę z super aktorami i liczy na wielki zysk, to niech się nie zdziwi, że będą nici. Dobre dzieło nie wymaga zdaje się tak rygorystycznej obstawy prawnej, bo samo się obroni i przykładem jest grupa Radiohead. Natomiast muzyka rozrywkowa i "przemysł" filmowy zostały opętane siecią jakichś nie do końca zrozumiałych zależności finansowo - marketingowych i w tej branży zaczął rządzić chłodny biznes, który o kunszcie i walorach prawdziwego dzieła nie myśli, ba! nawet nie wie, co to takiego. Co przykre, ten żałosny kartel pazernych pieniądzożerców chce nam wmówić, że ściągając z sieci utwory za darmo, kradniemy, a wracając do wypowiedzi gościa z Radiohead, może należałoby dostosować sie do wymogów epoki internetu i wymiany cyfrowych danych i zredefiniować pewne pojęcia? Tym bardziej, że większość produkcji w dzisiejszych czasach wydawanych przez tych największych "dinozaurów" przemysłu muzycznego, a zarazem najgłośniej krzyczących w poparciu chociażby dla ACTA i SOPA, to beznadziejne i nie mające nic wspólnego z prawdziwymi dziełami gó...a, którymi wycierają sobie tyłki wszyscy krytycy muzyczni. Czyli, jak napisał pewien mój przedmówca, największy interes w aktualnym schemacie tych pojęć i definicji i stosowania się do nich mają bogaci zarządcy koncernów, a nie sami artyści. Czas najwyższy, żeby prawodawcy tego świata wreszcie to dostrzegli!
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

