Trzech desperatów i ukryty majątek. Świetny "Skarb", czarna komedia, przypomina western

- Kopiąc dziurę, dwóch bohaterów próbuje wygrzebać się z dołka - mówi Corneliu Porumboiu, reżyser "Skarbu". Nietypowa komedia już w kinach.

33-letni Costi wiedzie z rodziną skromne, spokojne życie w mieście. Wieczorami czyta synkowi bajki na dobranoc. Ich ulubioną opowieścią jest historia Robin Hooda, stającego w obronie słabszych. Costi nie przeczuwa, że niebawem znajdzie się w sytuacji rodem z kart dziecięcej książki.

Niespodziewanie odwiedza go sąsiad Adrian. I prosi o pożyczenie pieniędzy. Kwota stanowi problem dla obciążonego kredytem Costiego. Wtedy Adrian opowiada historię skarbu zakopanego w ogrodzie koło wiejskiego domu jego dziadków. Costi decyduje się pomóc w poszukiwaniach domniemanej fortuny z nadzieją uczestniczenia w jej podziale.

Czego tak naprawdę szuka tych dwóch mężczyzn, tak do siebie niepodobnych, w tajemniczym ogrodzie?

- Motywacja Adriana jest jasna od samego początku. Potrzebuje pieniędzy, żeby nie stracić domu. Mniej jasne jest to, czym kieruje się Costi, młody ojciec i urzędnik. Poprzez swoją obecność w ogrodzie odkrywa on historię rodziny Adriana, która powoli staje się także jego historią. A gdzieś na głębszym poziomie szuka wolności - mówi Corneliu Porumboiu, reżyser "Skarbu".

- Czuje się zamknięty w pułapce własnego życia, związku, pracy. Motywuje go coś na kształt wiary, zaczyna tę bohaterską wyprawę, bo jest ona sposobem, by coś udowodnić swojemu synowi. Kopiąc dziurę, dwóch bohaterów próbuje wygrzebać się z dołka - dodaje.

"Ogród jest jak dziura w historii"

- Dla mnie ten ogród jest jak dziura w historii. Używając długich ujęć próbuję osiągnąć wrażenie, że bohaterowie się w nim zgubili, a ich ścieżki tworzą labirynt. Nie są w stanie się z niego wydostać. Krążą wokół drzewa rażonego piorunem, przeciętego na dwoje. Trzy postaci szukają czegoś w błocie. To jednocześnie desperackie i komiczne. Ekspert od wykrywaczy metali zdaje się być onieśmielony technologią. Napięcie pomiędzy bohaterami niebezpiecznie narasta - mówi reżyser.

- Wszystko kręci się wokół pojęcia własności: co zostało znalezione, czy też nie znalezione w ogrodzie, co zostawimy dzieciom, strachu przed byciem oskarżonym o kradzież, itd. O tym też opowiada historia Robin Hooda czytana dziecku przez ojca. Filmowy dom i ogród często zmieniały właściciela, były placem zabaw w czasach komunizmu i barem ze striptizem po rewolucji, by w końcu trafić z powrotem w ręce rodziny Adriana. Poprzez aluzję do westernów, gdzie mężczyźni nieustannie walczą o ziemię, ludzi czy rzeczy, staram się portretować specyficzną dla Rumunii formę przemocy, która odnosi się do własności - dodaje.

"Skarb" sprawia wrażenie dokumentu, jest nakręcony w charakterystycznym stylu współczesnych rumuńskich reżyserów, którzy opanowali umiejętność opowiadania fascynujących historii za pomocą prostej formy. Na tym tle film Porumboiu prezentuje się lekko i dowcipnie. "Skarb" od piątku 3 czerwca można oglądać na ekranach kin.