Arkadiusz Jakubik: Kiedy obejrzałem "Wołyń", wróciły koszmary z planu zdjęciowego. Ciężko było zasnąć

20.03.2017 22:41

"Wołyń", reż. Wojciech Smarzowski (Fot. KRZYSZTOF WIKTOR/mat. prasowe)

- Po seansie "Wołynia" z sali wychodzi starszy człowiek. Łapie mnie za rękę, widzę, że ma łzy w oczach. Ściskając kurczowo moje ramię mówi mi: "Wie pan, ja mam 95 lat. Ja tam byłem. Dziękuję. Nie mogę, do widzenia". I wyszedł - mówi Arkadiusz Jakubik, odtwórca jednej z głównych ról w "Wołyniu".

Z aktorem rozmawialiśmy o filmie "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego przed jego kinową premierą 7 października. Produkcja zdobyła nagrodę Orły 2017 dla najlepszego filmu, a także m.in. statuetki dla najlepszego reżysera oraz nagrodę publiczności.

Małgorzata Steciak: Bał się pan tego filmu?

Arkadiusz Jakubik: [chwila ciszy] W pewnym sensie tak. Dlaczego? Znając charakter filmowego pisma Smarzowskiego wiedziałem, że wykreowany przez niego świat będzie do bólu realistyczny. Wojtek ma umiejętność bardzo sugestywnego budowania filmowych obrazów już na poziomie scenariusza. Po pierwszej lekturze właściwie można sobie wyobrazić cały film. Czytając ten tekst, byłem autentycznie przerażony.

Wojciech Smarzowski o "Wołyniu": Nie można budować pojednania zamiatając prawdę pod dywan

Smarzowski oczekuje od aktora, że ten zidentyfikuje się z postacią jeden do jednego. Kiedy się z nim pracuje, nie można schować się za aktorskimi maskami. Prawda, prawda i jeszcze raz prawda. I emocje. To interesuje tego reżysera. Mogłem się spodziewać, że na planie tego filmu nie będzie lekko.

Miał pan wątpliwości?

Nie. Znam kino Wojtka, parę jego filmów widziałem [śmiech]. Możliwość zagrania w "Wołyniu” była dla mnie ogromnym zawodowym wyzwaniem. Ten film zostanie w naszej świadomości na zawsze. Stanie się częścią naszej kulturowej i historycznej tożsamości. Będą go oglądały nasze dzieci, wnuki. Będzie puszczany w telewizji tak często jak "Potop”.

Dla mnie jednak najistotniejszy był osobisty wymiar tej historii, która jest mi bardzo bliska. Moi dziadkowie uciekali spod Stryja w 1943 roku przed ukraińskimi bandami. Pamiętam strzępy rozmów, opowieści dziadka Franciszka i babci Anieli Jakubików. Zostawili na wschodzie cały swój dobytek i bez niczego, boso, głodni i przerażeni wsiedli do bydlęcych wagonów i jechali aż do Krosna pod Rzeszowem - pierwszej bezpiecznej stacji.

Wspomnienia moich dziadków, świadomość, że te wydarzenia są częścią historii mojej rodziny sprawiły, że "Wołyń" stał się dla mnie bardzo ważny.

'Wołyń', kadr z filmu'Wołyń', kadr z filmu 'Wołyń', kadr z filmu/materiały prasowe

Smarzowski mówi, że chciałby, aby "Wołyń" był mostem, nie murem.

Jeszcze niedawno wydawało mi się, że tak może być. Dzisiaj niestety jestem dużo bardziej sceptycznie nastawiony.

Dlaczego?

Rok temu spotkałem się z ambasadorem Ukrainy, panem Andrijem Deszczycą podczas festiwalu - nomen omen - "Most" w Słubicach. Podczas kolacji posadzono mnie obok niego, bo wiadomo było, że gram w "Wołyniu". Rozmawialiśmy o filmie, ambasador powiedział mi, że bardzo na niego czeka i wie, że na Ukrainie wywoła on prawdziwy skandal. Dodał też, że jego rodacy muszą skonfrontować się z tym tematem.

Na koniec poinformował o powstaniu niezależnej polsko-ukraińskiej komisji historyków, której zadaniem jest przygotowanie wspólnego dokumentu nazywającego po imieniu, co naprawdę wydarzyło się na Kresach w trakcie II wojny światowej. Wydarzenia, miejsca, ofiary, liczby. Każda ze stron miała mieć zagwarantowany nieograniczony dostęp do archiwów drugiej.

Co zmieniło pana nastawienie?

Kiedy zbieraliśmy pieniądze na "Wołyń" wiosną tego roku byliśmy na spotkaniu w domu kultury w Górze Kalwarii. Odbyła się bardzo gorąca dyskusja na temat filmu i wydarzeń, o których opowiada. Opowiedziałem wtedy o spotkaniu z ambasadorem, o tym, że jestem pełen nadziei jeżeli chodzi o przyszłość relacji polsko-ukraińskich.

Na tym spotkaniu była pani Ewa Siemaszko, badaczka i naukowiec zajmująca się historią ludobójstwa na kresach wschodnich. Wzięła mnie wtedy na bok i powiedziała: "panie Arku, proszę mi wybaczyć, ale pan jest strasznie naiwny". Wytrąciło mnie to kompletnie z równowagi, ale ona ciągnęła dalej. "Słyszałam co pan powiedział i muszę pana zmartwić, to jest nieprawda". Zdradziła, że od historyków z tej komisji, których zna osobiście, dowiedziała się, że nie mają dostępu do ukraińskich archiwów, a cała ta inicjatywa jest fikcją i polityczną propagandą. Zmroziło mnie. Być może jestem naiwny, ale chciałbym, żeby ten film był naprawdę mostem. Nie będzie to jednak taka prosta sprawa. Boję się, że taki dokument nieprędko powstanie.

Mnie też wydawało się, że o wydarzeniach na Kresach mówi się coraz więcej, że jest otwartość na dialog.

Z tego co wiem, druga strona zupełnie inaczej patrzy na ten problem.

To bardzo ciekawe w kontekście udziału w filmie Smarzowskiego ukraińskich aktorów. Dla mnie to też był pewnego rodzaju gest, że jesteśmy gotowi na rozmowę i pojednanie.

To są aktorzy pochodzący z zachodniej Ukrainy - ze Lwowa, Tarnopola, Stanisławowa, którzy inaczej odbierają tamte wydarzenia. Udział w filmie Smarzowskiego to dla nich bardzo ważna, wręcz ryzykowna decyzja, która może mieć dla nich w przyszłości przykre konsekwencje. Jestem pełen podziwu dla nich, bo oni swoimi twarzami, talentem, dali świadectwo tamtych tragicznych wydarzeń.

Wasyl Wasylik grający Petra podczas konferencji prasowej filmu w Gdyni powiedział piękne i mądre zdanie. Bardzo by chciał, byśmy po tym filmie potrafili sobie nawzajem przebaczyć i żyć razem dalej w miłości. Kiedy go słuchałem, miałem ciarki.

I dla mnie "Wołyń" ma przede wszystkim taki wydźwięk.

Zosia Głowacka, którą fenomenalnie zagrała Michalina Łabacz, do samego końca walczy o życie swojego synka - Ukraińca. Ta wizyjna, przepiękna, oniryczna scena finałowa, kiedy na kilka chwil pojawia się sam Petro, daje wyraźny sygnał, że tylko miłość może być ratunkiem. Miłość w nieludzkich czasach. Wierzę w to i trudno, niech będę naiwniakiem.

"Wołyń", reż. Wojciech Smarzowski Fot. KRZYSZTOF WIKTOR/mat. prasowe

To zabrzmi jak pusty frazes, ale ja po seansie "Wołynia" czuję, że oprócz tego, że jest to film pod wieloma względami spełniony artystycznie, to jest to przede wszystkim film potrzebny.

Zgadzam się. Wszystkim nam towarzyszyło poczucie misji. Musimy jednak pamiętać, że "Wołyń" to nie podręcznik historii. Ten film ma sprowokować widza do własnych poszukiwań. Chodzi tu zwłaszcza o młodych ludzi, z których zatrważająca większość nie ma pojęcia, co działo się w trakcie wojny na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Mam nadzieję, że po obejrzeniu tego filmu sięgną po książkę historyczną albo stosowny artykuł w internecie i poczytają o polskich kresach.

Ten film jest także hołdem pamięci dla uczestników tamtych wydarzeń. Jest ich wśród nas coraz mniej, z każdym dniem ich ubywa.

Jak dawni mieszkańcy Kresów reagują na "Wołyń"? Są w stanie go oglądać?

Spotkania ze środowiskami kresowymi po pokazach filmu są szalenie wzruszające. Emocje są tak silne, że trudno nawet rozmawiać. Prowadzący takie spotkanie jak zawsze robi dobrą minę do złej gry, próbuje zadawać pytania: panie Arkadiuszu, a jak się panu pracowało nad rolą? A jakie miał pan przygody na planie? A ja mam w sobie pewien rodzaj wstydu, zażenowania, że muszę o takich rzeczach rozmawiać w obecności osób, które przeżyły to piekło.

Po seansie słyszeliśmy od nich: "dokładnie tak było". To były sceny żywcem wyjęte z ich wspomnień, jakby się rozgrywały w ich wsiach, domach. To jest świadectwo, które poraża. Podziękowania, które płyną z ust tych ludzi, są dla nas wszystkich największą nagrodą.

Jak o tym teraz myślę, to mam wątpliwości, czy chciałabym, żeby moja babcia, która przeżyła wojnę na Kresach, obejrzała ten film. Przeżywać jeszcze raz te same emocje, ten sam koszmar.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy, którzy brali udział w tych wydarzeniach, będą mieli na tyle siły i odwagi, żeby ten film obejrzeć. Trudno ich do tego zachęcać, każdy ma swój poziom wrażliwości, sam sobie musi odpowiedzieć na pytanie, czy chce wrócić do tamtych wydarzeń.

Nie każdy też ma siłę, by zostać po projekcji na dyskusję. Pamiętam, jak byliśmy w Bydgoszczy, czekaliśmy na spotkanie z publicznością. Film się kończył, leciały już napisy. I nagle wychodzi z sali starszy człowiek. Łapie mnie za rękę, widzę, że ma łzy w oczach. Ściskając kurczowo moje ramię mówi mi: "Wie pan, ja mam 95 lat. Ja tam byłem. Dziękuję. Nie mogę, do widzenia". I wyszedł.

"Wołyń", reż. Wojciech Smarzowski Fot. KRZYSZTOF WIKTOR/mat. prasowe

Pan też wspominał, że boi się wracać do emocji, jakie wywołał w panu "Wołyń" podczas pracy na planie.

Obejrzałem go dopiero we wrześniu na festiwalu w Gdyni. Wtedy przed projekcją byłem przekonany, że uwolniłem się już od "Wołynia". Po drodze wydarzyło się wiele rzeczy w moim życiu zawodowym – wyreżyserowałem swój film "Prosta historia o morderstwie", zagrałem w filmie Maćka Pieprzycy, nagrałem płytę "40 przebojów” z Olafem Deriglassofem. Miałem gdzie schować głowę i zapomnieć, zresetować swój twardy dysk.
Kiedy zobaczyłem "Wołyń”, wszystko wróciło. Te skrajne emocje, te koszmary z planu zdjęciowego. Ciężko było zasnąć po tej projekcji.

To rola wyczerpująca zarówno pod względem psychicznym, jak i czysto fizycznym. Zdjęcia trwały około 80 dni.

Nie chcę już dłużej robić z siebie jakiejś ofiary...

.ofiary Smarzowskiego?

Tak [śmiech]. Nie było mi łatwo, ale to debiutująca na ekranie Michalina [Łabacz - przyp. red.] przeszła prawdziwą gehennę. Młoda, niewinna, piękna 17-letnia Zosia Głowacka po kilku "filmowych” latach wygląda jak staruszka. Wystarczy spojrzeć w jej martwe, puste oczy, pooraną zmarszczkami twarz. Bardzo się cieszę, że Michalina otrzymała w Gdyni nagrodę aktorską za debiut, należała jej się jak nikomu innemu.

Jest fenomenalna w tej roli. Trudno uwierzyć, że nigdy wcześniej nie grała.

Wojtek bardzo długo szukał odtwórczyni roli Zosi. Robił castingi, obejrzał kilkaset dziewcząt, ale kiedy w końcu znalazł Michalinę, wiedział, że to był strzał w dziesiątkę. Dla reżysera wybór głównego bohatera czy bohaterki jest kluczowy. Jeśli popełni się tutaj błąd, nie da się uratować filmu. Michalina ma fenomenalną aktorską intuicję. Kiedy wygrała casting do "Wołynia”, była na pierwszym roku aktorskich studiów, nigdy nie stała przed kamerą!

"Wołyń", reż. Wojciech Smarzowski Fot. KRZYSZTOF WIKTOR/mat. prasowe

Mam taką teorię, że Smarzowski nie zaprasza na plan aktorów, ale ludzi. Coś w tym jest. Czasami to jakim ktoś jest człowiekiem, jest dużo ważniejsze niż warsztat, doświadczenie i osiągnięcia zawodowe. Ci ludzie muszą się rozumieć, wspierać, pomagać sobie, traktować się jak partnerzy, przyjaciele na planie. Być ze sobą bardzo blisko, bo tylko w ten sposób można wejść w ten świat i budować szczere relacje.

Dla mnie "Wołyń” jest filmem o koszmarze wojny, skrajnego nacjonalizmu, ale chyba przede wszystkim to poruszająca historia o człowieczeństwie. O braniu odpowiedzialności za innych, nawet kiedy ceną za solidarność jest własne życie.

Ten film coś we mnie przełamał. Kiedyś zupełnie nieistotne było dla mnie na przykład to, by wychowywać dzieci w patriotycznym duchu. Zawsze żyłem bardzo szybko i nie interesowała mnie historia rodziny, jej tożsamość. A potem przeczytałem w scenariuszu "Wołynia" scenę, w której mój bohater Maciej Skiba tłumaczy swojemu synowi, że tylko najstarsza męska ręka rodu może na wieku drewnianej skrzyni zapisywać najważniejsze wydarzenia z życia rodziny. Zarówno informacje związane z historią, jak wybuch wojny i wejście Ruskich, udział pradziadków w powstaniach, czy rodzinne rocznice - chrzciny, śluby i pogrzeby, a nawet daty ocielenia się krowy. Przygotowując się do tej sceny, aby znaleźć w niej mój prywatny wymiar, pomyślałem o moich synach. Czy kiedykolwiek tak im opowiadałem o swoich przodkach? Rzadko i raczej niechętnie.

W ostatnim roku nadrobiłem te zaległości. W wakacje odwiedziliśmy córkę państwa Przewłockich, którzy podczas wojny przygarnęli moich dziadków w Krośnie. To spotkanie było dla mnie wzruszającą lekcją patriotyzmu, choć to słowo ostatnio ciężko mi przechodzi przez usta.

Nabrało niedawno zupełnie innego wydźwięku.

Niestety zdezawuowało się. Zbyt wielu ludzi i instytucji wyciera sobie tym słowem różne części ciała. Ja postanowiłem jednak wrócić do niego i na swój własny użytek je uszanować. Patriotyzm stał się dla mnie bardzo ważny.

Dlaczego teraz?

Moja rodzina zatoczyła koło. Od pociągu, którym uciekali z Kresów moi dziadkowie do Krosna, poprzez Gliwice, gdzie urodzili się moi rodzice, przez Strzelce Opolskie, w których ja przyszedłem na świat, aż po wieś Jastrzębie pod Warszawą, w której mieszkam z moją najbliższą rodziną. Dziesięć lat temu sprowadziłem nieopodal moją mamę, brat też mieszka niedaleko. A w zeszłym roku sprowadziliśmy prochy ojca na pobliski cmentarz w Konstancinie.

Poczułem wtedy ulgę. Zrozumiałem, że ten nasz rodzinny pociąg skończył bieg, a wszystko co się dzieje, to jest początek nowej historii naszej rodziny. Znaleźliśmy swoje miejsce. I swój cmentarz. I ja tu będę też leżał. Oby jak najpóźniej. Tu będą mnie odwiedzać moi synowie, ich dzieci, wnuki.

A podobną skrzynię jak Skiba sam sobie ostatnio sprawiłem. Jeszcze nie zacząłem jej zapisywać, ale jest jedno ważne wydarzenie, które powinienem umieścić na pierwszym miejscu. Dnia 2 października 2016 roku nasz najstarszy syn Jakub wyprowadził się z domu na studia do Łodzi. Dużo emocji, łez, smutku, ale życie idzie dalej.

Orły 2017 - nie mogło obyć się bez politycznych przytyków. "Wołyń" z nagrodą publiczności >>

A teraz zobacz: Nawet na wielkiej gali zdarzają się potknięcia. Oto największe oscarowe wpadki

Kochasz polskie filmy? Ciekawe, ile tytułów rozpoznasz po cytatach [QUIZ]
1/16
Zobacz także
Komentarze (144)
Arkadiusz Jakubik: Kiedy obejrzałem "Wołyń", wróciły koszmary z planu zdjęciowego. Ciężko było zasnąć
Zaloguj się
  • octopusdei

    Oceniono 143 razy 47

    Kolejna próba wmówienia widzom, że "Wołyń" to jakiś abstrakcyjny przekaz a nie opis konkretnej, ludobójczej zbrodni popełnionej z rozmysłem, zimną krwią i precyzją przez zezwierzęconych ukraińców, którzy mają teraz swoje pomniki i są czczeni jako bohaterowie. Antypolska, cyniczna dzicz usiłuje nam wmówić, że musimy pogodzić się ukraińskim kultem ludobójców i wspierać to pseudopaństwo odwołujące się wprost do nazistowskich, ludobójczych korzeni. Banderowska piąta kolumna usiłuje przy tym wmówić Polakom, że ukraińskie ludobójstwo to właściwie ich wina, stara się relatywizować ukraińskie zbrodnie, zamazywać ich potworny wymiar. Co chwilę jakaś kanalia usiłuje nas przekonać, że bestialsko wymordowani Polacy nie byli bez winy wobec ukraińskich oprawców i powinniśmy wybaczyć, zapomnieć i przestać zauważać, że za naszą wschodnią granicą rodzi się szowinistyczny, banderowski potwór, który przy pierwszej nadarzającej się okazji rzuci się Polsce do gardła.

  • krzysztof_ptk

    Oceniono 61 razy 35

    Zapisałem sobie jeden komentarz . Opisywał brutalność wojny na Ukrainie.
    W tym samym czasie oglądałem zdjęcia z wojny w Syrii. To nie były już opisy ale rzeczywistość. W XXI wieku. Myślałem że średniowiecze mamy za sobą-niestety się myliłem. I jeżeli chcemy lepszego świata musimy o nie sami walczyć, nie zwalając winy na tą czy inną ideologię, religię.

    1. Wbijanie duzego i grubego gwozdzia do czaszki glowy. 3. Zadawanie ciosu obuchem siekiery w czaszke glowy.
    5. Wyrzynanie na czole „orla”. 8. Wybieranie dwoje oczu. 11. Obrzynanie obydwu uszu. 14. Obrzynanie warg.
    17. Podrzynanie gardla i wyciaganie przez otwór jezyka na zewnatrz. 21. Rozrywanie ust od ucha do ucha.
    28. Obcinanie glowy sierpem. 29. Obcinanie glowy kosa. 33. Ciecie i sciaganie waskich pasów skóry z pleców.
    39. Obcinanie kobietom piersi sierpem. 40. Obcinanie kobietom piersi i posypywanie ran sola.
    41. Obrzynanie sierpem genitalii ofiarom plci meskiej. 42. Przecinanie tulowia na wpól pila ciesielska.
    44. Przebijanie brzucha ciezarnej kobiecie bagnetem. 45. Rozcinanie brzucha i wyciaganie jelit na zewnatrz u doroslych.
    46. Rozcinanie brzucha kobiecie w zaawansowanej ciazy i w miejsce wyjetego plodu wkladanie np. zywego kota
    i zaszywanie brzucha. 47. Rozcinanie brzucha i wlewanie do wnetrza wrzatku – kipiacej wody.
    53. Wkladanie do waginy zaostrzonego kolka i przepychanie az do gardla, na wylot.
    54. Rozcinanie kobietom przodu tulowia ogrodniczym scyzorykiem, od waginy az po szyje i pozostawienie wnetrznosci
    na zewnatrz. 55. Wieszanie ofiar za wnetrznosci. 60. Odrabywanie siekiera obydwóch rak.
    70. Przecinanie tulowia na wpól specjalna pila drewniana. 73. Przybijanie gwozdziami rak do stolu, a stóp do podlogi.
    74. Przybijanie w kosciele na krzyzu rak i nóg gwozdziami. 76. Zadawanie ciosów siekiera na calym tulowiu.
    77. Rabanie siekiera calego tulowia na czesci. 79. Przybijanie nozem do stolu jezyczka malego dziecka,
    które pózniej wisialo na nim. 80. Krajanie dziecka nozem na kawalki i rozrzucanie ich wokól.
    87. Wrzucanie do glebinowych studni malych dzieci zywcem. 88. Wrzucanie dziecka w plomienie ognia palacego sie budynku.
    89. Rozbijanie glówki niemowlecia przez wziecie go za nózki i uderzenie o sciane lub piec.
    91. Wbijanie dziecka na pal. 93. Przybijanie gwozdziami malego dziecka do drzwi.
    101. Zadzganie widlami, a potem pieczenie kawalków ciala na ognisku. 102. Wrzucenie doroslego w plomienie ogniska
    na polanie lesnej, wokól którego ukrainskie dziewczeta spiewaly i tanczyly przy dzwiekach harmonii.
    108. Przywiazanie nóg kobiety do dwóch drzew oraz rak ponad glowa i rozcinanie brzucha od krocza do piersi.
    113. Sciskanie ofiary drutem kolczastym. 118. Zakopywanie zywcem do ziemi po szyje i scinanie pózniej glowy kosa.
    119. Rozrywanie tulowia na wpól przez konie. 121. Wrzucanie doroslych w plomienie ognia palacego sie budynku.
    122. Podpalanie ofiary oblanej uprzednio nafta. 125. Wbijanie niemowlecia na widly i wrzucanie go w plomienie ognia.
    126. Wyrzynanie zyletkami skóry z twarzy. 129. Zdzieranie z ciala skóry i zalewanie rany atramentem oraz oblewanie
    jej wrzaca woda. 130. Przymocowanie tulowia do oparcia i rzucanie w nie nozami.131. Wiazanie - skuwanie rak drutem
    kolczastym.132. Zadawanie smiertelnych uderzen lopata.133. Przybijanie rak do progu mieszkania.
    134. Wleczenie ciala po ziemi, za nogi zwiazane sznurem.135. Przybijanie malych dzieci dookola grubego rosnacego
    drzewa przydroznego, tworzac w ten sposób tzw. "wianuszki".
    Zródlo: „Na Rubiezy”, nr35/1999

  • matts06

    Oceniono 62 razy 26

    Bardzo mnie ciekawi ten film. Opinie są bardzo pozytywne. Bałem się, że będzie to film bardzo jednostronny, a z tego co słyszałem, to pokazuje prawdę, czyli nie jest czarno-biały, że pokazuje, że jakiekolwiek nacjonalizmy są złe i prowadzą do tragedii, obojętnie czy to nacjonalizm ukraiński czy polski. Naprawdę jestem bardzo ciekaw, jeśli taki jest faktycznie ten film, jeśli faktycznie pokazuje prawdę, czyli mordowanie Polaków przez Ukraińców na masową skalę, ale jednocześnie pokazuje kontekst, pokazuje też że Polacy w ramach odwetu także dopuszczali się okropnych czynów (tak, wiem, że skala była mniejsza, ale mordowanie niewinnych, to mordowanie niewinnych, kobiet, dzieci - nic tego nie usprawiedliwia) - to wtedy czapki z głów, ale poczekam z chwaleniem dopóki filmu nie zobaczę.
    Ciekawa będzie też reakcja prawicy, słyszałem, że każą na "Wołyń" iść, nie wiem tylko czy już film widzieli czy nie. Jeśli faktycznie jest tak dobry i pokazuje prawdę obiektywnie na tyle na ile się ją da pokazać, to wydaje mi się, że prawicowcom może się do końca nie spodobać. No ale zobaczymy.

  • zocha688

    Oceniono 50 razy 24

    moja Swietej Pamieci ciocia tez tam byla. Widze co robia Ukraincy i widze jak nasz rzad wchodzi im w dupe bez mydla, jak na sile staraja sie pomoc, wbrew nam Polakom

  • bialyrasizm

    Oceniono 64 razy 24

    Wygooglujcie sobie wywiad z Januszem Palikotem dla "Wyborczej", gdzie opowiadał o telefonie od Michnika i Komorowskiego, aby cały "Twój Ruch" głosował przeciwko uznaniu Zbrodni Wołyńskiej za ludobójstwo - tak też zrobił, a ustawa w końcu nie przeszła.
    Michnik musi być przerażony tym filmem, ale nie wypada mu krytykować, bo film jest dobry, a Smarzowski to znakomity reżyser.

  • Zibi Driver

    Oceniono 37 razy 23

    jak miałem 12 ' może 14 lat to ojciec opowiadał mi że ukraińcy odcinali w lesie głowy polakom takimi ręcznymi piłami do drzewa... Filmu nie widziałem ' nie wiem czy wytrzymałbym ; mam 67 lat...

  • representation1

    Oceniono 39 razy 21

    Film „Wołyń” wyrzutem sumienia dla III RP
    ----------------------------------------------------
    Komentarz księdza Isakowicza-Zaleskiego, bojownika o prawdę o ludobójstwie na Wołyniu:

    Obejrzałem najnowszy film Wojciecha Smarzowskiego. Przed projekcją miałem duże obawy. Jednak okazały się one płonne. Na ekranie ujrzałem bowiem wszystko to, co faktycznie wydarzyło się w latach 1939 - 1947 na Wołyniu i Lubelszczyźnie oraz w Małopolsce Wschodniej. Żadnych niedomówień czy przekrętów wynikających z powszechnie narzucanej tzw. poprawności politycznej.

    Mottem filmu są słowa "Kresowian zabito dwukrotnie, raz przez ciosy siekiera, drugi raz przez przemilczenie. A ta druga śmierć jest gorsza od pierwszej". Pochodzą one z pamiętnika mego śp. Ojca, Jana Zaleskiego, mieszkańca Dębowicy k. Monasterzysk, naocznego świadka wymordowania i spalenia w nocy z 28 na 29 lutego wsi Korościatyn. Zagłady, w czasie której zginęło prawie 150 Polaków, dokonała sotnia UPA, wspiera przez "siekierników", którymi kierował - o, zgrozo! - greckokatolicki ksiądz (targany wyrzutami sumienia, zginął później śmiercią samobójczą). Ci co ocaleli z tych barbarzyńskich mordów pamiętali o tym do końca swych dni, przekazując tę pamięć dzieciom i wnukom. Kresowianie zawsze boleli na tym, że po 1989 r. polscy politycy, choć odwoływali się do ideałów "Solidarności", bali się nazwać ludobójstwo po imieniu. A przecież wszyscy pomordowani byli obywatelami Drugiej Rzeczypospolitej. Dlatego też moralnym i prawnym obowiązkiem jej kontynuatorki, Trzeciej Rzeczypospolitej było to uczynić. Jednak uczyniono to dopiero w lipcu br., po 27 latach istnienia wolnej Polski.

    Najpierw "pranie mózgu", a następnie na tle czerwono-czarnych flag trzykrotny okrzyk "Sława Ukrainie - herojom sława". To te same flagi, które powiewały na Majdanie i powiewają nadal w bardzo wielu miastach Ukrainy. To ten sam okrzyk, który niektórzy polscy politycy wznosili nie tak dawno w Kijowie, ku uciesze obecnych tam czcicieli UON-UPA.

    Film "Wołyń" jest wielkim wyrzutem dla polskiego establishmentu politycznego, który w tej kwestii zachował w sposób chwiejny, żeby nie napisać cyniczny i kunktatorski. Dbając bowiem o pamięć ofiar Zbrodni Katyńskiej czy KL Auschwitz spychał równocześnie pamięć o ofiarach banderowskiego ludobójstwa na Kresach do niszy, jakby czekając na wymarcie ostatnich świadków. Skutkiem tego do dziś 90 procent ofiar masowych mordów nie ma godnego pochówku, a na większości "dołów śmierci" nie stoją ani pomniki, ani nawet zwykłe krzyże. Jeszcze trzy lata temu kluby parlamentarne PO i Ruchu Palikota, działając pod naciskami prezydenta Bronisława Komorowskiego, szef MSZ Radosława Sikorskiego oraz Adama Michnika, przeforsował, aby słowo ludobójstwo zastąpić potworkiem językowym "czystki etniczne o znamionach ludobójstwa". Również episkopat Polski, podpisując wspólną deklarację z Cerkwią greckokatolicką, nie tylko nie nazwał ludobójstwa po imieniu, ale i nie wspomniał ani słowem o napadach na kościoły oraz mordowaniu księży i wiernych. Nie wyniósł też na ołtarze nikogo z męczenników, choć prowadzony jest proces beatyfikacyjny greckokatolickiego arcybiskupa Andrzeja Szeptyckiego ze Lwowa, który kolaborował z Hitlerem i wysyłał swoich księży do SS Galizien.

    www.rmf24.pl/tylko-w-rmf24/isakowicz-zaleski/blogi/news-film-wolyn-wyrzutem-sumienia-dla-trzeciej-rzeczypospolitej,nId,2283777

  • napletekgandalfa

    Oceniono 25 razy 19

    "Strach - opowiadania kresowe" Stanisław Srokowski

    "Autor pozostaje wierny tematyce kresowej. Jego opowiadania ukazują bezmiar okrucieństwa, cierpienia oraz dramat ludobójstrwa. "Strach" rozszerza i pogłębia tę problematykę.

    Srokowski przenosi ją - po latach - do naszych czasów. Oddaje klimat zbrodni, pokazuje zwyrodnienia i degenerację istoty ludzkiej, wyrastające z obłędnej ideologii integralnego nacjonalizmu."

  • ponury424

    Oceniono 24 razy 18

    Ukraińcy, w sprawie ludobójstwa dokonanego na Polakach na całych Kresach Wschodnich,
    a co za tym idzie w woj. Wołyńskim, od 50-60 tys. ofiar, należącym do II RP, jak również w woj. Poleskim, Lwowskim, Tarnopolskim, Stanisławowskim, około 70 tys. pomordowanych, zachowują się podobnie jak Turcy w przypadku rzezi Ormian, których z rąk Turków zginęło ponad 1,5 miliona. Jedni i drudzy sprawę przemilczają, zaprzeczają, i nie chcą się przyznać do dokonanych ludobójstw. W dodatku fundamenty obecnej Ukrainy, stawiane są na kulcie
    skrajnie nazistowskiej ideologii jaką wyznawała OUN-UPA. A głównym ideologom tych organizacji, Banderze i Szuchewyczowi, przyznaje się tytuły bohaterów, vide Juszczenko. Jednego dnia prezydent Ukrainy Poroszenko, składa kwiaty na grobach Polskich ofiar OUN-UPA, a drugiego nadaje nazwy ulic w Kijowie nazwiskami zbrodniarzy z tych organizacji.
    To jest nie tylko szarganie pamięci ofiar, ale również cyniczne zachowanie wobec Polski i wszystkich Polaków. Jak widać, nawet dary dziękczynne słane z Warszawy do Kijowa przez różne ekipy rządowe, w postaci 100 mln. euro, 4 mld. zł. niewiele pomagają. Przyjmują, i dalej robią swoje. Obawiam się że za wschodnią granicą Polski, powstał twór wrogi Polsce
    i Polakom. I abyśmy nie znaleźli się w sytuacji podobnej do tej z września 1939 roku, gdzie
    z jednej strony zaatakowała nas III Rzesza, a z drugiej ZSRR. Obecnie biorąc pod uwagę resentymenty terytorialne, z jednej strony możemy mieć Niemcy, a z drugiej Ukrainę.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX