Siedział na strychu i podglądał ludzi uprawiających seks w motelu. Była książka, teraz jest film

Przez wiele lat podglądał gości swojego motelu uprawiających seks. Uważał się za naukowca i badacza, został bohaterem kontrowersyjnej książki reporterskiej, a dziś także fascynującego filmu dokumentalnego.

To jest jedna z tych historii, o których mówi się, że są jak z filmu. Nadszedł więc czas, że ktoś nakręcił o tym film. Zrobił to reżyserski tandem: Myles Kane i Josh Koury - ich dokument, zatytułowany "Voyeur", to wciągająca historia o pożądaniu, uczciwości i szukaniu prawdy. To fascynująca opowieść o dwóch mężczyznach, którzy nieustannie balansują na linii między przyjaźnią, a wrogością.

Trzy dekady na strychu

To historia znana już dość dobrze z wydanej w Stanach w ubiegłym roku, a w Polsce kilka miesięcy temu, reporterskiej książki Guya Talesego pt. "Zapiski podglądacza". Amerykański dziennikarz i pisarz opowiedział w niej historię, w którą trudno byłoby uwierzyć, gdyby nie to, że jest jak najbardziej prawdziwa. Oto bowiem Gerald Foos, właściciel motelu na prowincji, z zamiłowania: podglądacz, zamontował w pokojach otwory, za pomocą których mógł obserwować z ukrycia, na strychu, gości uprawiających seks. Robił to przez wiele lat, notując swoje spostrzeżenia i przyznając sobie samemu miano badacza życia seksualnego współczesnej Ameryki. Choć na co dzień obserwacje okazywały się z reguły dość nudne, czasem nocami zdarzały się historie wyjątkowo emocjonujące, niekiedy - bardzo dramatyczne. Tak jak wtedy, kiedy podglądacz był mimowolnym świadkiem bójki, zakończonej śmiertelnym pobiciem.

Po kilku latach, nie chcąc, żeby wyniki jego "badań" przepadły i okazały się nikomu niepotrzebne, zgłosił się Talesego, który wcześniej znany był przede wszystkim za sprawą książki o zwyczajach seksualnych Amerykanów. Reporter przyjechał do motelu, sprawdził jak działa system podglądania gości, przeanalizował dziennik podglądacza i napisał o tym książkę.

O tym jest pierwsza część filmu. Dla tych widzów, którzy czytali książkę - raczej mało zaskakująca, dla pozostałych - opowiadająca całą historię w telegraficznym skrócie.

Od przyjaźni do niechęci i z powrotem

Najciekawsza część filmu zaczyna się jednak dopiero wtedy, kiedy autorzy zaczynają towarzyszyć z kamerą obu bohaterom tej historii: pisarzowi i podglądaczowi.

Śledzą ich reakcje na kolejne wydarzenia, związane z tą historią: artykuł w renomowanym piśmie "The New Yorker", kolejne publikacje prasowe i programy telewizyjne, wreszcie - premierę książki. Dokumentują jak odmiennie przyjmują to wszystko obaj mężczyźni: dla reportera to tylko kolejny etap w karierze, kolejna książka i kolejny zestaw działań promocyjnych wokół niej. Zupełnie inaczej wygląda to z punktu widzenia podglądacza, który w jeden dzień z anonimowego emeryta z prowincji zmienia się w kogoś, o kim usłyszał cały kraj i nie tylko.

Dramatycznie robi się, kiedy dawny właściciel motelu zaczyna dostawać telefony z groźbami. W tych scenach na jego twarzy maluje się szczery strach, przerażenie i wściekłość na reportera, za którego sprawą cały świat dowiedział się o podglądaniu.

To jest najważniejszy i zdecydowanie najciekawszy wątek końcowej części filmu: niezwykła relacja między reporterem i bohaterem jego książki. Raz wydają się wielkimi przyjaciółmi, ale bardzo gładko potrafią przejść w rejon wielkiej niechęci, pretensji i urazów. Miotają w swoją stronę najcięższe przekleństwa, żeby za chwilę rzucić się sobie w ramiona. Oglądanie tego emocjonalnego rollercoastera jest naprawdę fascynujące - to zdecydowanie najciekawszy wątek filmu, a zarazem - znakomite uzupełnienie tej historii dla tych, którzy wcześniej poznali ją z książki.

Jakub Żulczyk opowiada o 2. sezonie serialu "Belfer" [WYWIAD]

Więcej o: