Fani przenieśli się w świat ''Gwiezdnych wojen'' podczas promocji nowego filmu Stevena Spielberga

''Ready Player One'', czyli najnowszy, mocno oczekiwany film Spielberga miał światową premierę w Austin podczas SXSW 2018. Warner Bros przygotowało dla fanów mnóstwo niespodzianek.

To bez dwóch zdań jedna z najbardziej oczekiwanych kinowych nowości w ostatnim czasie i jeden z najważniejszych filmów science fiction tego sezonu. Nieoczekiwanie, bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi, okazało się, że najnowsze dzieło Stevena Spielberga będzie miało światową premierę w Austin, w ramach festiwalu South By South West. Gościem specjalnym pokazu był sam reżyser.

Film dla geeków na festiwalu dla geeków

Okazało się to naprawdę w ostatniej chwili: wcześniej w festiwalowym programie w prestiżowym czasie i miejscu - w niedzielę w potężnym, zabytkowym kinie Paramount - widniała enigmatyczna informacja o tym, że tytuł filmu ujawniony zostanie później. Kilkanaście godzin przed projekcją gruchnęła wieść, że chodzi właśnie o najnowsze dzieło wielkiego wizjonera współczesnego kina, twórcy sporej części gatunku zwanego ''kinem nowej przygody''.

To z pozoru zaskoczenie i pewna niespójność czy wręcz sprzeczność z charakterem filmowej części festiwalu SXSW, która słynie raczej jako wielkie święto kina niezależnego, na którym wielkie tryumfy święcą gatunki nieobecne w wielkich sieciach multipleksów, a swoje najnowsze dzieła pokazują cenieni twórcy kina indie, tacy jak m.in.: Joe Swanberg, bracia Duplass czy pochodzący z Austin i uwielbiany przez organizatorów festiwalu Richard Linklater.

Wysokobudżetowa, komercyjna, gigantyczna produkcja Spielberga jest wszystkim, czego nie chce promować ten festiwal i w opozycji do czego buduje swoją tożsamość. Ale jednocześnie to film, który okazuje się spełnieniem marzeń wszystkich popkulturowych geeków, zafascynowanych popkulturą z lat 80-tych i ówczesnymi fenomenami: komiksami o superbohaterach, „Gwiezdnymi wojnami” i „Star Trekiem” czy pierwszymi grami wideo. A to właśnie oni stanowią większość festiwalowej publiczności. Informacja o premierze wywołała więc spore poruszenie, a pod kinem ustawiła się gigantyczna kolejka chętnych do obejrzenia filmu.
Tym bardziej, że w tej sytuacji można się było spodziewać w Austin odwiedzin samego Spielberga. Rzeczywiście, pojawił się i zaprosił widzów do obejrzenia swego najnowszego dzieła.

Wyprawa w czasy ''Gwiezdnych wojen'' i ''Galagi''

Ci, którzy czekali na film, a po projekcji jeszcze im było mało atrakcji, mogli wybrać się do miejsca, które producenci filmu przygotowali na festiwalu specjalnie dla nich. Przez kilka dni w sporym klubie w centrum miasta działało coś, co było w zasadzie miniaturowym miejskim parkiem rozrywki opartym na motywach z filmu. Parter był prawdziwą świątynią popkultury z lat 80-tych. Można tu było pograć w klasyczne gry wideo na klasycznych automatach i domowych konsolach, można było usiąść w kultowym samochodzie DeLorean, rozsławionym przez kultowy film ''Powrót do przyszłości'', a także zobaczyć prawdziwe muzeum gadżetów i artefaktów z tamtych czasów: joysticków, figurek superbohaterów, plakatów filmowych.

Wchodząc na piętro powracało się do przyszłości: w pomieszczeniu stylizowanym na miejsce, gdzie dzieje się akcja filmu, zainstalowane były stanowiska z urządzeniami do wirtualnej rzeczywistości i grami opartymi na tych, w których pokazuje swoje umiejętności tytułowy Player One.

Przez kilka dni funkcjonowania tego niezwykłego miejsca, nieustannie stała przed nim spora kolejka. Równie dużo było w niej czterdziestolatków, którzy chcieli sobie zafundować sentymentalną wycieczkę w czasy dzieciństwa, ich nastoletnich dzieci, wychowanych w kulcie rodzicielskich fascynacji, a także dwudziestolatków, wciąż jeszcze płynących na słabnącej fali fascynacji dekadą ''Gwiezdnych wojen'' i ''Galagi''.

Autobiograficzne science fiction

Ostatnim elementem tej szerokiej promocji filmu ''Ready Player One'' na SXSW 2018 było spotkanie z Ernestem Clinem, autorem książki, na jakiej jest on oparty. Z punktu widzenia organizatorów festiwalu rzecz była o tyle ważna, że pisarz pochodzi z Austin. Na dodatek okazało się, że jest niezwykle ciekawym rozmówcą, który ze swadą i znakomitym poczuciem humoru opowiadał nie tylko o tym, jak powstawała książka i film, ale i o swoich geekowskich fascynacjach.

- Nie mam najmniejszych wątpliwości, że dorastałem w świetnych czasach - opowiadał czterdziestokilkuletni Cline. - To był wyjątkowy moment w popkulturze. Lata 80-te to przecież złoty wiek kina przygodowego, pierwszych gier wideo, tych wszystkich spraw, które teraz wracają z wielką siłą na zasadzie nostalgii. Nie ukrywam, że byłem tym wszystkim zafascynowany, siedziałem w tym po uszy, spędzałem mnóstwo czasu przed ekranem, śledziłem wszystko, co się dzieje. Dokładnie pamiętam te wszystkie wydarzenia, które były prawdziwymi kamieniami milowymi mojej młodości: premiera gry „Adventure” na konsolę Atari czy pojawienie się domowych odtwarzaczy wideo. To była oczywiście z jednej strony dziecięca chęć zabawy, ale dziś poszukiwałbym w tym też filozoficznych podstaw: jako dzieci nie mieliśmy wypływu na nic, z czym spotykaliśmy się w prawdziwym świecie, a grając w gry na konsoli nagle dostaliśmy możliwość kontrolowania wszystkiego, co się w nich działo. To było odkrywcze i otwierało przed nami zupełnie nowe możliwości - przyznał.

''Lepiej być już nie może''

Pisarz nie ukrywał, że choć jego książka to rasowe science fiction, jest w dużej mierze autobiograficzna.
- Bardzo wiele spraw, które się w niej pojawia, jest mocno inspirowana moim życiem - opowiadał. - Bohaterowie są tacy jak ja i moi przyjaciele z dzieciństwa. Robią wiele rzeczy, które robiliśmy w latach 80-tych. Akcja dzieje się co prawda w zupełnie innych czasach, ale pewne sprawy pozostały dokładnie takie same. Jeśli zaś chodzi o Jamesa Hallidaya, najważniejszą dorosłą postać tej historii, wzorowałem się na kilku bogatych ekscentrykach, którzy nie wahali się wydawać ogromnych pieniędzy na zrealizowanie swoich marzeń, ale jednocześnie mieli trochę problemów z odnalezieniem się w zwykłym świecie - zdradził.

Cline nie krył, że proces powstawania filmu był dla niego w pewnym sensie ożywieniem fascynacji z dzieciństwa.
- Kiedy zobaczyłem pierwsze gotowe sceny filmu, byłem zachwycony. To było niezwykle przeżycie: coś, co do tej pory istniało tylko w mojej głowie, nagle zyskało realną postać, w jakimś sensie stało się rzeczywistością. Byłem tak zafascynowany tym procesem, że odwiedzałem poszczególne pracownie artystyczne i podglądałem, jak powstają kolejne elementy tego świata: fragmenty scenografii, kostiumy i rekwizyty - opowiadał Cline.

Cline wielokrotnie podkreślał swoją fascynację twórczością Spielberga. Mówił, że współpraca z nim była dla niego spełnieniem marzeń.
- Mam wielkie szczęście, żeby zaczynać od takiego poziomu: moją pierwszą książkę zekranizował sam Steven Spielberg. I nie mam złudzeń: lepiej już nie może być, teraz czeka mnie już tylko droga w dół - żartował.

''Ready Player One'' - fabuła

Rzeczywistość 2045 roku nie nastraja optymistycznie. Świat znajduje się na skraju upadku i pogrążenia w chaosie. Wade Watts (Tye Sheridan) czuje, że żyje, tylko gdy ucieka do OASIS - wirtualnego uniwersum, w którym większość ludzi spędza całe dnie. W OASIS można podróżować, przeżywać przygody i być kimkolwiek się zapragnie. Jedynym ograniczeniem jest własna wyobraźnia. Ekscentryczny geniusz James Halliday (Mark Rylance), który stworzył OASIS, szuka godnego następcy. Organizuje trzyetapowy konkurs, w którym nagrodą jest olbrzymia fortuna i całkowita kontrola nad uniwersum. Wade i jego przyjaciele z "Wielkiej Piątki" podejmują wyzwanie polegające na szukaniu skarbów w zakrzywionej rzeczywistości. W fantastycznym świecie - pełnym niespodzianek, ale i niebezpieczeństw - czeka ich zadanie ważniejsze niż sam konkurs. Muszą ocalić OASIS.

Polska premiera ''Ready Player One'' zapowiedziana jest na 6 kwietnia 2018 roku.

Więcej o: