"Once Upon a Time... in Hollywood". Ciekawy smaczek w scenie przy napisach

Nowego filmu Quentina Tarantino nie ominął popularny od jakiegoś czasu zabieg umieszczania dodatkowej sceny w trakcie napisów końcowych. Reżyser specjalnym ujęciem puszcza oko do swoich najwierniejszych i najbystrzejszych fanów. Choć to żaden spoiler, jeżeli chcecie zostać miło zaskoczeni, nie czytajcie dalej.

Quentin Tarantino lubi umieszczać w swoich produkcjach niepozorne sygnały świadczące o tym, że jego filmy należą do tego samego uniwersum. Tak stało się i w przypadku "Once Upon a Time... in Hollywood". Szczególnie wierni fani twórczości reżysera nie powinni wychodzić z kina za wcześnie, bo czeka na nich sympatyczna niespodzianka. Jeśli jednak bardzo chcecie się dowiedzieć, o co chodzi, służymy pomocą.

Córka Bruce'a Lee oburzona "Once Upon a Time in Hollywood". "Przedstawili ojca jako aroganckiego dupka" >>

"Once Upon a Time... in Hollywood". Tarantino podrzuca jabłkowy trop

Niedługo po rozpoczęciu napisów końcowych pojawia się czarno-białe ujęcie Ricka Daltona (w tej roli Leonardo DiCaprio), który kręci reklamę papierosów marki Red Apple i promuje je, mówiąc, że "mają lepszy ciąg, więcej smaku i mniej palą gardło". Tak zadowolony jest przynajmniej dopóki działają kamery, bo zaraz po cięciu Dalton zaczyna narzekać, że papierosy "smakują jak g*wno" i wścieka się na stojący obok kartonowy rysunek z opakowaniem. 

Ta scena to odwołanie do początku filmu, gdzie po raz pierwszy spotykamy się z Daltonem i jego kaskaderem Cliffem Boothem (Brad Pitt) podczas kręcenia wspomnianej reklamy na planie hitowego serialu NBC "Bounty Law". Jaki jest w tym sęk? A no taki, że papierosy Red Apple to element całego uniwersum produkcji Tarantino. Marka Red Apple pojawiła się albo była tematem rozmowy w "Pulp Fiction", "Kill Billu" czy "Nienawistnej ósemce". 

Quentin Tarantino nakręci "Kill Bill 3"? "Uma i ja rozmawialiśmy niedawno o tym" >>

Tarantino stworzył nie jeden, ale dwa filmowe światy. "Postaci z Pulp Fiction chodzą do kina na 'Kill Billa'"

Kilka lat temu Tarantino zdradził, że jego autorskie uniwersum dzieli się tak naprawdę na dwie rzeczywistości. Jedna z nich jest "prawdziwsza niż ta prawdziwa" - to zasadniczo realny świat, ale z innymi wydarzeniami, tak jak na przykład w zakończeniu "Bękartów wojny", gdzie Hitler i spółka zostają zabici. Obok istnieje "specjalne uniwersum filmowe", w którym zawiera się "Kill Bill" i "Grindhouse: Death Proof", a także filmy, w których Tarantino miał swój udział, ale nie był ich reżyserem (np. "Od zmierzchu do świtu"). Tarantino wyjaśnił:

Wszystkie postaci ze "Wściekłych psów" czy "Pulp Fiction", kiedy idą do kina, idą oglądać "Kill Billa" czy "Od zmierzchu do świtu".

Nie ma wątpliwości, że "Once Upon a Time... in Hollywood" ma swoje miejsce w rzeczywistości "prawdziwszej niż ta prawdziwa". Ile prawdy zawarł w swojej produkcji Tarantino będziemy mogli się przekonać w kinach od 16 sierpnia.

Więcej o:
Komentarze (1)
"Once Upon a Time... in Hollywood". Ciekawy smaczek w scenie przy napisach
Zaloguj się
  • c.t.k

    Oceniono 6 razy 4

    "Kradnę z każdego pojedynczego filmu, jaki kiedykolwiek powstał. Jeśli ludzie tego nie lubią, niech na nie nie idą i ich nie oglądają, jasne? Kradnę ze wszystkiego. Wielcy artyści kradną, nie składają hołdów."

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX