"Ikar. Legenda Mietka Kosza" - to film, który nie tylko się ogląda, ale przede wszystkim słucha [RECENZJA]

Maciej Pieprzyca i Dawid Ogrodnik spotkali się na planie po raz kolejny - tym razem, by opowiedzieć historię Mieczysława Kosza, niezwykłego pianisty, który nie powinien odejść w niepamięć. Ogrodnik wykreował jego postać w "Ikarze" w sposób tak przejmujący, że łatwo zapomnieć, że widzimy na ekranie aktora, a nie muzyka we własnej osobie. Historię pysznie spina doskonała muzyka w aranżacji Leszka Możdżera.

"Ikar. Legenda Mietka Kosza" to opowieść o zapomnianym przez wielu jazzmanie, Mieczysławie Koszu. Kosz stracił wzrok we wczesnym dzieciństwie, przez co trafił do szkoły dla ociemniałych dzieci w Laskach. To tam siostry zakonne odkryły jego muzyczny talent i zaczęły go szkolić. Biografia Mietka Kosza jest naprawdę niesamowita i wręcz prosiła się o film. Aż dziw, że reżyser Maciej Pieprzyca na początku nie chciał go nakręcić. Twórca powiedział: "Mimo że wzbraniałem się przed tym, by po filmie 'Chce się żyć' reżyserować kolejny obraz o niepełnosprawnym bohaterze, zdecydowałem się na tę idącą pod prąd biografię kogoś, kto nie istnieje w powszechnej świadomości".

"Ikar. Legenda Mietka Kosza". To nie jest zwyczajna biografia  

Nowy film Pieprzycy nie jest jednak biografią, w której twórcy rysują smutny obrazek zgnębionego geniusza, nad którym możemy tylko płakać. Mietek Kosz w wykonaniu Dawida Ogrodnika to człowiek niepokorny i zadziorny, utalentowany i odnoszący sukcesy - jednocześnie bardzo samotny i nieszczęśliwy. Nie bez przyczyny muzyk za życia powiedział:

Ja naprawdę lubię muzykę, ale najbardziej cenię taką, która przygnębia, wpycha mnie w siebie, sprawia, że czuję, że życie jest dramatyczną przygodą do samego końca.

To ważne, bo muzyka była tak naprawdę całym jego życiem. O sobie i swojej twórczości Kosz mówił:

Grając, widzę. Dopóki gram, jestem zdrowy.

W "Ikarze" przekonujemy się, że choć Mietek Kosz był genialnym muzykiem, to wszystkie jego dokonania i talent nie wystarczyły, by dać mu emocjonalne i życiowe spełnienie. Dawid Ogrodnik doskonale pokazuje, jak jego bohater walczy - najpierw o to, by grać; potem, by grać jazz; później, by zyskać uznanie i robić to, o czym najbardziej w życiu marzył, a na sam koniec - by pokonać samotność, alkoholizm, poczucie odrzucenia.

Materiały promocyjne |Materiały promocyjne | 'Ikar. Legenda Mietka Kosza', reż. Maciej Pieprzyca, prod. Next Film, Canal Plus, TVP, PISF i inni (2019)

Na pewno należy docenić sposób, w jaki Ogrodnik ukazał tę postać, bo tak się wczuł w Mietka, że można zapomnieć, kogo naprawdę widzimy na ekranie. Aktor zostawił własną osobowość za drzwiami i zaprezentował kreację totalną. Zwróciła na to uwagę jeszcze na planie filmowym Justyna Wasilewska, która zagrała Zuzę - piosenkarkę, która śpiewała z Koszem:

To było raczej spotkanie z Mietkiem Koszem niż faktyczna praca z Dawidem. Wchodzisz na plan, gdzie spodziewasz się spotkać kolegę z teatru. A tam zamiast Dawida stoi już jego interpretacja Mietka. Jego ruchy, energia, sposób mówienia, nawet sposób myślenia są inne. Sprawia to, że wraz z nim chcę wejść w tę iluzję, uczestniczyć w tej magii i być Zuzanną, zamiast ją grać. Bardzo podziwiam Dawida za talent do stwarzania wiarygodnej iluzji, za zaangażowanie i niezwykłe przygotowanie.

I naprawdę trudno się z nią nie zgodzić - właśnie to zaangażowanie i tę iluzję obserwowałam na ekranie.

Materiały promocyjne |Materiały promocyjne | 'Ikar. Legenda Mietka Kosza', reż. Maciej Pieprzyca, prod. Next Film, Canal Plus, TVP, PISF i inni (2019)

Sam Ogrodnik nie ukrywa, że nie było mu łatwo się przygotować do roli:

To była bardzo trudna rola do przygotowania, a reżyser ponownie zostawił mi bardzo duże pole do interpretacji.

Aktor przyznał, że pomimo muzycznego wykształcenia nie był w stanie nauczyć się grać poszczególnych aranżacji tak, jak robił to Mietek Kosz. Miał na to tylko trzy miesiące, a osiągnięcie satysfakcjonującego poziomu wymagałoby oczywiście lat ćwiczeń. Aktor złożył więc swojego bohatera z fragmentów różnych nagrań. Było to o tyle skomplikowane, że do dyspozycji miał tylko jedno wideo z koncertu Mietka Kosza, na którym pianista siedział dość statycznie. Ogrodnik wykonał więc iście mrówczą pracę - ponieważ nie widział ruchu ciała Kosza, zaczerpnął go od Keitha Jarreta - amerykańskiego pianisty, który grał w zespole Milesa Davisa, a potem zaczął solową karierę. Sposobu gry aktor nauczył się z kolei od Leszka Możdżera, grającego swoje aranżacje utworów głównego bohatera "Ikara". I tak, kawałek po kawałku, rodził się na nowo Mietek Kosz.

Czytaj też: Nikt w polskim kinie nie zmienia się do roli tak jak Dawid Ogrodnik. I znowu to zrobił do filmu "Ikar. Legenda Mietka Kosza"

Bez lukru

Kosz na pewno nie jest postacią jednowymiarową. Na początku filmu mu współczułam, potem kibicowałam i trzymałam kciuki, ale były też momenty, kiedy czułam się szczerze poirytowana, szczególnie gdy sam sobie szkodził, poddawał się uzależnieniu - bo to było dla niego łatwiejsze. 

Są też sceny, kiedy widać, że Mietek jest zraniony, bo ludzie z jego otoczenia się od niego odsuwają, zajmują się własnym życiem - wtedy on walczy jak może i też ich rani. Są momenty, że wydaje się wręcz toksyczny. Pieprzyca dobrze pokazał w scenariuszu, że w życiu Kosza były sytuacje skomplikowane, a on niekoniecznie miał odpowiednie narzędzia, żeby sobie z nimi mądrze poradzić. Zasmucające jest to, że nie było nikogo, kto w porę mógłby pomóc Koszowi. Kapitalny jazzman zginął tragicznie - wypadł z okna na trzecim piętrze w wieku 29 lat. Do dziś okoliczności jego śmierci pozostają niewyjaśnione. 

Należy dodać, że oprócz Kosza w "Ikarze" lśnią też inne postaci. Niezwykle satysfakcjonujący jest wątek, w którym gra Piotr Adamczyk - prawdziwy ojciec chrzestny tej produkcji. To on opowiedział o Mieczysławie Koszu kolejno Maciejowi Pieprzycy, Leszkowi Możdżerowi i Dawidowi Ogrodnikowi. Zaraził ich swoją pasją do muzyki Mietka i doprowadził w ten sposób do powstania "Ikara". W samym filmie bardzo smacznie gra bufonowatego pianistę Bogdana Danowicza. Ten najpierw Kosza ignoruje, potem mu zazdrości i z nim konkuruje. To współzawodnictwo dwóch pewnych siebie (i całkiem złośliwych) muzyków kończy się wspaniałym pojedynkiem na klawisze w telewizji na żywo oraz męską sztamą. To taki motyw, który ładnie uwypukla zadziorny charakter głównego bohatera i daje widzowi prawdziwą satysfakcję z kibicowania muzykowi - po prostu wciąga.

Materiały promocyjne |Materiały promocyjne | 'Ikar. Legenda Mietka Kosza', reż. Maciej Pieprzyca, prod. Next Film, Canal Plus, TVP, PISF i inni (2019)

Muzyka to osobny bohater 

Tego filmu nie byłoby bez muzyki - jest ona jego pełnoprawną bohaterką. Za to, by wszystko pięknie grało, odpowiadał Leszek Możdżer, który stworzył na potrzeby produkcji nowe aranżacje utworów Mietka Kosza. Materiału źródłowego nie zostało zbyt wiele - w końcu muzyk zmarł naprawdę młodo. Możdżer sam powiedział, że pianista "był kometą, która rozbłysnęła jasnym, krótkim światłem i od razu znikła". 

Leszek Możdżer musiał z twórczością Kosza trochę popracować, tak by w filmie jak najlepiej pokazać, że pianista był prawdziwym "wymiataczem":

Przeanalizowałem jego manieryzmy, osobiste motywy, zdobienia, charakterystyczne dla niego szczegóły frazowania. Dość szybko jednak się okazało, że taka muzyka się nie sprawdza, bo to język trochę archaiczny, zrozumiały tylko dla znawców, a my kręcimy film dla współczesnego widza, który oczekuje współczesnych środków.

W efekcie powstały aranżacje wciągające, nowoczesne i na pewno zrozumiałe dla współczesnych widzów. Ta muzyka niesie nas przez całą historię - nie znika w tle, jak to często dzieje się w filmach. Ona się wybija i wprowadza własną narrację. Jest tak sugestywna, że prawie można ją zobaczyć. Nie bez znaczenia jest scena, w której mama małego, powoli ślepnącego Mietka zaczyna z nim zabawę - pokazuje mu kolory i każe mu je zagrać. I gdzieś w trakcie seansu do widza dociera, jak fundamentalne miało to znaczenie w życiu pianisty. Wtedy też ma szansę patrzeć na tę historię inaczej - inaczej może ją też usłyszeć. I dla takich wrażeń warto się do kina wybrać.  

"Ikar" to także film bardzo dopieszczony wizualnie. Aktorzy zostali starannie wystylizowani w duchu epoki lat 60. i 70. - dzięki pracy scenografów, kostiumografów i charakteryzatorek można doskonale wczuć się w klimat jazzowych zadymionych klubów, w których grał Mieczysław Kosz.
 
Jedynym zarzutem, jaki można wysunąć do twórców, jest dość nieoczywista klamra kompozycyjna. Reżyser zdecydował się pokazać wydarzenia z życia bohatera w porządku niechronologicznym - raczej wyrzuca je jak kolejne warstwy wspomnień Kosza, które bezpośrednio łączą się z jego zachowaniem i je jakoś tłumaczą. Mniemam, że niektórzy mogą się w tym pogubić.

Słowem podsumowania: "Ikar. Legenda Mietka Kosza" to taki film, który w widzu może wzbudzić uczucia ambiwalentne - zachwyt, współczucie, poirytowanie czy zmęczenie. Dlatego też można uznać, że to kawał porządnego kina biograficznego.  

"Ikara" można oglądać w kinach w całej Polsce od 18 października.

Więcej o:
Komentarze (3)
"Ikar. Legenda Mietka Kosza" - to film, który nie tylko się ogląda, ale przede wszystkim słucha [RECENZJA]
Zaloguj się
  • supermassive

    Oceniono 3 razy 1

    Przenikliwość recenzji porażająca. Głębia spostrzeżeń takoż.

  • slawek12-1

    Oceniono 2 razy 0

    But shit, a nie muza. Jeden wielki pogrzeb.

  • tpdlagier

    Oceniono 3 razy -3

    W sumie to nie rozumiem dlaczego Adamczyk nie zagrał siebie, Kosza, tej piosenkarki i ludzi z widowni na koncercie. W końcu taki fajny jest i rzadko go widujemy na ekranie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX